Poczta wyjątkowo Polska listopad 13, 2008
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: Gdańsk, poczta, wkurw
1 comment so far
To chyba jakiś wyraz, wręcz wyjątkowej empatii z Pomianem ale w chwili obecnej mam ochote skopiować tutaj wiekszość Jego wpisu i oflagować go dopiskiem – właśnie tak.
Moja pełna przygoda z Pocztą Polską zaczęła się już na samym początku października, kiedy to zmuszona kilkoma formalnymi sprawami, czekałam niemal z zaciśniętymi zębami – co by nie napisać, że zwieraczami, bo sytuacja była wyjątkowo paląca, nagląca i niecierpiąca zwłoki – na jeden list, zaświadczenie z Urzędu Skarbowego. Mijały tygodnie a listu nie było, pojawił się zupełnie nieoczekiwanie – potwierdzenie nadania do rąk własnych. Cóż to za wspaniała rzecz. Złożyłam swój podpis. Nastepnie załatwiłam sprawy i już prawie zapomniałam, iż tego samego dnia, którego nadano list ze Skarbówki, z tego samego miasta, zaledwie z umieszczonego kilka przecznic dalej Urzędu Miejskiego wysłano do mnie drugi list. Ten zawierał uaktualnioną książeczkę ubezpieczeniową. Krótko – tutaj w woj. pomorskim jedyny, wiarygodny dowód na to, iż jestem ubezpieczona i korzystać mogę do woli z koszyka usług medycznych.
Poślizg jednego listu w stosunku do drugiego tłumaczyłam faktem, iż drugi był _zwykłym_ priorytetem – nota bene listu tego nie ma do dziś.
Ja w tym czasie zdąrzyłam naderwać ścięgno, wylądowac na dwóch, różnych izbach przyjęć, dać założyć sobie gips, chodzić o kulach, być u dupologa i załatwiać z dwie inne sprawy, łącznie z umawianiem się na styczniowe wizyty do rakologa… I zaznaczyć jedynie pragnę, iż były to zadania obarczone kosztem +10 SZ do powodzenia – bo jakże kurwa niby udowodnić, ze szanowny, jebany NFZ zabiera mojej Szanownej Rodzicielce większą część Jej dochodów i mi się należy, mimo iż dowodu ubezpieczenia niiiii maaaa.
Na szczęście książeczkę dało się wyrobić nową, przekazać przejeżdżającej przez Gniezno Maskocie z łapki, do łapki, co zaowocowało wywaleniem do kosza – przez jakże przemiłą, już teraz! Panią w izbie przyjęć – wezwania do zapłaty za wykonaną usługę medyczną.
Nooo, ale to nie najzabawniejszy punkt tej notki.
16 października wtedy z Krakowa wysłana została moja paczka. Mija tydzień, czując pewien niepokój potęgowany uprzednimi problemami z Pocztą Polską udaję się do Urzędu Pocztowego Gdańsk 26 w celu wyjaśnienia sprawy. Tam dowiaduję się, ze ONI listów nie przetrzymują, nic nie mają, paczki roznoszą na bierząco i ogólnie wszystko cacy. Tak do 30 października spacerowałam z poczty na pocztę szukając mojej paczki. Główny Urząd Pocztowy nie zanotował jej w swych księgach, dalej trop się rwie. Mojają 2 tyg od nadania paczki, więc nadawca składa reklamacje i co okazuje się wczoraj?! 11 dni po złożonej reklamacji paczka [na szczęście] w nienaruszonym stanie wraca do niego. Pominę może fakt, iż żeby ją odebrać umieścić on musiał opłate 8.50 zł na uregulowanie kosztów przesyłki. I tutaj sedno – gdzie paczka była przez miesiąc?
Paczka leżała w magazynie Urzędu Pocztowego Gdańsk 26, dwie ulice od mojego bloku – nadawcy została zwrocona z kompletem pieczątek z których wynika – ehhhh zobaczcie sami.
I kurwaaaaa [wdech, wydech - ZEN - spokój], nie żebym tak nie chodziła i nie pytała o tą paczkę, nie żeby mi powiedzieli, że mój blok to nie ich rewir, nie ta poczta i że mam wypierdalać. Nie żeby kiedy kolwiek trafiło do mnie choć pól awizo. W tej sytuacji ponoszę kolejne koszty. O przesłanie paczki proszę na adres poznański, skąd w przyszłą środę paczka zostanie przywieziona mi przez Maskotę – czyż to kurwa nie cudowne. Połączenie przesyłki konduktorsko-pasażerskiej, z Święty Taboret raczy kurwa wiedzieć czym. I tak moje buty trafią do mnie po ponad miesiącu.

