*** październik 15, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: cytat, kultura, miłość, o sobie, w blasku świec, wartości
add a comment
“Gdzieś na początku naszej drogi
Przez chwilę promień na nas padł
Stopniała zimna przeszłość
Krą odpłynęła w dal
I niepotrzebnie uwierzyłam że
Ta wiosna może trwać
To się nie mogło przecież udać
Jak tu nie marznąć sam na sam
Gdy zamiast płaszcza smutek
Okrywa każde z nas
I rośnie na nas jak na stalaktytach
Najczystszy słony żal
Gdy przed wezwaniem do zwątpienia
Nie chciałam się podpisać więc
Z wezwaniem do rozpaczy
Komornik zjawił się
Zapieczętował wszystko co by mogło
Dla ciebie ogrzać mnie”
Anna Saraniecka
Euforia… luty 14, 2009
Posted by eremis in AMG news, Gdańsk life.Tags: depresja, kultura, medycyna ratunkowa, o sobie, rozmyślania, studia, zmęczenie
add a comment
mija i jedyne na co masz ochotę to rzygać – parafraza wypowiedzi kolegi M.J. doskonale opisuje wydarzenia dnia dzisiejszego… Problem w tym jedynie taki, iż euforii nie było i nie będzie. Ciężko było mnie zadziwić, zainteresować czy zaszokować, więc i teraz tak było. Dzień spod znaku sali internistycznej, tej pod którą – jako jedyną – zawsze do późnych godzin i bez przerwy stoją pacjenci, a najcześciej tłoczą się tworząc jednolitą czarną mase. Dziś spokojnie, brak kart układanych na stosie, spokojna niemal przychodniana kolejeczka, niemal żadnych przestojów. Niby można mówić, że nudy ale mi to odpowiada – chęc sensacji, sikającej krwi i dramatycznych scen śmierci zostawiłam chyba gdzieś w okolicach końcówki gimnazjum, czyli z jakieś 5 lat za sobą… Ale był to również dzień, w którym popatrzeć można więcej pogadać, posocjalizowac się i co wychodzi na jaw? To, że każdy z niemal 20 osobowej ekipy ma _coś_ do nas. I nie łaska powiedzieć tego w oczy, tylko za plecami słyszy się historie i historyjki – nota bene po 4 dniach na oddziale to w chuj, kurwa duzo o nas wiedzą… Okazuje się, ze oceniani jestesmy przez nich [z polecenia oddziałowej] nie pod kontem umiejętności i ewentualnej przydatności do przyszłej pracy własnie w tym zespole, na tym konkretnym oddziale ale przede wszstkim jako zagrożenie czy KONKURENCJA. Nie rozumiem i chyba nie chce mam jeszcze przed sobą 1,5 roku nauki i obronę dyplomu, która nie musi mi się powieść, co w życiu za owe 18 miesięcy będę robić zadecyduje los i humor jakiejś może tam komisji rekrutacyjnej, jakiejś tam uczelni… Jendym słowem Zen Kurwa nie wytrzymało i poszło się jebać.
Od pretensji za gówna najmniejsze, po wypowiedzi ochraniacza [wspominany wczesniej gatunek 60 letniego pana z 2 gr. inwalidzką robiącego za ochronę] wydawanych za moimi plecami – swoją drogą to ja kurwa głucha jestem? – oraz opinie przeróżne i zjeby odbierane za lekarzy…
Mam dość całą przyjemność pracy odbietają człowiekowi ukłay i układziki, szepty i podszepty, kopanie i – reszte można dopisac samemu… I w dupie mam to że zdiagnozowaliśmy na dyżurze 3 zawały STEMI i przytomnych pacjentów do dobrym stanie odesłaliśmy na AMG, nic to, że znaleziona została niemal bezobjawowa zatorowość płucna [kurna ani pół duszności, nic!!!!!] Cała radość poszła w piz du i o kant dupy roztrzaskać…
I siedziałam w pustej sali a obok Mateusze i AnA a łzy ciekły same, łkałam jak małe dziecko, niemogąc złapać oddechu spijałam gorzkie łzy – zdarza się najtwardszej puściły nerwy. Wytrzymałam jeszcze kilka godzin. Wsiadłam do tramwaju, w ręku trzymając róże która mimo, iż zmęczona zwiesiła już głowkę urzeka barwą płatków. Zapatszona w odcienie karminy, bordo mieniące się w wieczornym półmroku miasta, minęłam kolejny zakręt i znów po policzkach pociekły łzy… Klatka piersiowa mi nie zadrżała, oddech nie zmienił tępa, serce biło niemal leniwie, a łzy ciekły same tworząc smugi, które bolesnymi ukłuciami przypominały o nadmorskim mrozie. Nie chciałam plakać a mimo to nie mogłam powstrzymać tego. Bo to nie był płacz…
Znów upadło coś roztrzaskało się w pył i tak naprawde podtekst jest większy niż odległośc stąd do Kalkuty – trzeba będzie się pozbierać, znów odbudowywać wiarę i karmić się tym, czego już prawie nie ma.
Mam dość jestem na skraju wytrzymałości – stanie prosto z podniesioną głową jeszcze nigdy tak nie bolało. Wśród śmiechu i dobrej zabawy, nauki i praktyki znów coś co z życia chciałoby się wyrzucić, obłuda, fałsz i… życie kurwa życie a nie jebany Zen…
Boli mnie kazdy mięsień – a sąsiedzi jeszcze sobie imprezują – i to kurwa na korytarzu. czekam na wodę, biorę kąpiel i jakby co dzwonię po policję, mam dość i już nie obchodzi mnie nic!
Harfiarka na Zimowe Przesilenie grudzień 15, 2008
Posted by eremis in Gdańsk life.Tags: Gdańsk, harfa, koncert, kultura, Zejman
1 comment so far
Przesilenie zimowe na półkuli północnej, to najkrótszy dzień w roku. W większości kultur było okazją do świętowania “odradzania się Słońca”. W starożytnym Rzymie obchodzono Saturnalia, w Persji narodziny bóstwa Słońca Mitry, wśród ludów germańskich Jul, u Słowian Święto Godowe.
Z tej okazji, kolejny już raz, zapraszam na wyjątkowy koncert harfiarki, która przeprowadzi nas przez tą pełną tajemnic noc – historiami i magiczną muzyką.

Klub Morza “Zejman”, ul. Motławska 1 (Wyspa Spichrzów), 19.12. 2008r start o godzinie 17:00
Notka bardzo reklamowa listopad 15, 2008
Posted by eremis in Gdańsk life.Tags: Gdańsk, harfa, koncert, kultura, Zejman
1 comment so far
Już 23 listopada 2008 r. czyli w najbliższą niedzielę o godzinie 19.30 w Międzynarodowym Klubie Morza “Zejman” zagra szkocki gitarzysta i pieśniarz Nick Keir. Tuż przed jego występem usłyszeć będziemy mogli występ, polskiej harfiarki – Barbary Karlik.
Zapraszam wszystkich serdecznie, na popołudniowy spacer brzegiem Motławy i do wieczornego wsłuchania się w dźwięki wyjatkowo bliskich mojemu sercu instrumentów.
[Klub mieści się przy ulicy Motławskiej. Długą prosto, przechodizmy przez most, skręcamy w lewo w Chmielną (pierwsza w lewo wzdłóż płotu) tą że ulicą - czytaj ciemną, z torami, z kocimi łbami zamiast chodnika idziemy aż się nam nie skończy, skręcami w prawo i dochodzimy do rzeki i tam pod budynkiem z napisem -wulkanizacja- szukamy drewnianego płotu, barki i tajemniczo ukrytego wejścia do Zejmana]
