Hmmm?! kwiecień 25, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life, Od tak po prostu.Tags: Camel, Gdańsk, głupawka, o sobie
1 comment so far
Jestem paranoikiem – prześladują mnie: kobiety, Camel oraz gdyńskie Karwiny z zakrętami na Sopockiej
Uroczyśnie zainaugurowany z A. sezon jeziorno-wodny przybiera rozmachu, wczorajszy before party rozpoczęty pluskaniem się w morzu i zmoczeniem niemal całych spodni przerodził się w iście kulturalną plażową degustacje agrestowo-malinowego wina babci Enzi, nastepnie biegiem do nowej Faktorii by około północy przenieść się do Camela i zrobić tam Belly rozróbę i zdominować parkiet.
Ahhhh piwo 7 zł, występ Belly za darmo, mina Natalijki i Azji – bezcenne
Z kiepskich wiadomości to padła mi mechanika obiektywu makro
zostałam z dwoma krótkimi obiektywami, a wczoraj potwierdziła się Wawa, mimo to mając nadzieję że w tydzień uporam się z naprawą licze na klika dobrych fot podczas zawodów.
AnA wiem, że jesteś zła ale już tak mam, mozesz mnie w poniedziałek bić i poniewierać! Głupek jestem i jak się umawiam to dotrzymuje słowa – jak Ci coś obiecam to tez będę wierna i w ogóle, cud, miód. Tutaj masz to na piśmie i w przysżłości mozesz wykorzystać to przeciwnko mnie
Wszystkim zainteresowanym na wyjazd ze mną – jak tylko naprawię gaz w POKocie zabieram wszędzie gdzie chcecie, ale pierwsze są bory tucholskie, noo i licze, że ktoś zaproponuje wypad w góry, bo mi się uprząż i kask kurzą…
Dziś odpuszczam gre w nożną – wmawiam sobie, że będę się uczyć.
Wszystkim pięknym Paniom dziękuję za kolejy pełen przyjemnych wrażeń, wspólny wieczór… Ahhh te Kobiety!
Harfiarka na Zimowe Przesilenie grudzień 15, 2008
Posted by eremis in Gdańsk life.Tags: Gdańsk, harfa, koncert, kultura, Zejman
1 comment so far
Przesilenie zimowe na półkuli północnej, to najkrótszy dzień w roku. W większości kultur było okazją do świętowania “odradzania się Słońca”. W starożytnym Rzymie obchodzono Saturnalia, w Persji narodziny bóstwa Słońca Mitry, wśród ludów germańskich Jul, u Słowian Święto Godowe.
Z tej okazji, kolejny już raz, zapraszam na wyjątkowy koncert harfiarki, która przeprowadzi nas przez tą pełną tajemnic noc – historiami i magiczną muzyką.

Klub Morza “Zejman”, ul. Motławska 1 (Wyspa Spichrzów), 19.12. 2008r start o godzinie 17:00
Notka bardzo reklamowa listopad 15, 2008
Posted by eremis in Gdańsk life.Tags: Gdańsk, harfa, koncert, kultura, Zejman
1 comment so far
Już 23 listopada 2008 r. czyli w najbliższą niedzielę o godzinie 19.30 w Międzynarodowym Klubie Morza “Zejman” zagra szkocki gitarzysta i pieśniarz Nick Keir. Tuż przed jego występem usłyszeć będziemy mogli występ, polskiej harfiarki – Barbary Karlik.
Zapraszam wszystkich serdecznie, na popołudniowy spacer brzegiem Motławy i do wieczornego wsłuchania się w dźwięki wyjatkowo bliskich mojemu sercu instrumentów.
[Klub mieści się przy ulicy Motławskiej. Długą prosto, przechodizmy przez most, skręcamy w lewo w Chmielną (pierwsza w lewo wzdłóż płotu) tą że ulicą - czytaj ciemną, z torami, z kocimi łbami zamiast chodnika idziemy aż się nam nie skończy, skręcami w prawo i dochodzimy do rzeki i tam pod budynkiem z napisem -wulkanizacja- szukamy drewnianego płotu, barki i tajemniczo ukrytego wejścia do Zejmana]
Poczta wyjątkowo Polska listopad 13, 2008
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: Gdańsk, poczta, wkurw
1 comment so far
To chyba jakiś wyraz, wręcz wyjątkowej empatii z Pomianem ale w chwili obecnej mam ochote skopiować tutaj wiekszość Jego wpisu i oflagować go dopiskiem – właśnie tak.
Moja pełna przygoda z Pocztą Polską zaczęła się już na samym początku października, kiedy to zmuszona kilkoma formalnymi sprawami, czekałam niemal z zaciśniętymi zębami – co by nie napisać, że zwieraczami, bo sytuacja była wyjątkowo paląca, nagląca i niecierpiąca zwłoki – na jeden list, zaświadczenie z Urzędu Skarbowego. Mijały tygodnie a listu nie było, pojawił się zupełnie nieoczekiwanie – potwierdzenie nadania do rąk własnych. Cóż to za wspaniała rzecz. Złożyłam swój podpis. Nastepnie załatwiłam sprawy i już prawie zapomniałam, iż tego samego dnia, którego nadano list ze Skarbówki, z tego samego miasta, zaledwie z umieszczonego kilka przecznic dalej Urzędu Miejskiego wysłano do mnie drugi list. Ten zawierał uaktualnioną książeczkę ubezpieczeniową. Krótko – tutaj w woj. pomorskim jedyny, wiarygodny dowód na to, iż jestem ubezpieczona i korzystać mogę do woli z koszyka usług medycznych.
Poślizg jednego listu w stosunku do drugiego tłumaczyłam faktem, iż drugi był _zwykłym_ priorytetem – nota bene listu tego nie ma do dziś.
Ja w tym czasie zdąrzyłam naderwać ścięgno, wylądowac na dwóch, różnych izbach przyjęć, dać założyć sobie gips, chodzić o kulach, być u dupologa i załatwiać z dwie inne sprawy, łącznie z umawianiem się na styczniowe wizyty do rakologa… I zaznaczyć jedynie pragnę, iż były to zadania obarczone kosztem +10 SZ do powodzenia – bo jakże kurwa niby udowodnić, ze szanowny, jebany NFZ zabiera mojej Szanownej Rodzicielce większą część Jej dochodów i mi się należy, mimo iż dowodu ubezpieczenia niiiii maaaa.
Na szczęście książeczkę dało się wyrobić nową, przekazać przejeżdżającej przez Gniezno Maskocie z łapki, do łapki, co zaowocowało wywaleniem do kosza – przez jakże przemiłą, już teraz! Panią w izbie przyjęć – wezwania do zapłaty za wykonaną usługę medyczną.
Nooo, ale to nie najzabawniejszy punkt tej notki.
16 października wtedy z Krakowa wysłana została moja paczka. Mija tydzień, czując pewien niepokój potęgowany uprzednimi problemami z Pocztą Polską udaję się do Urzędu Pocztowego Gdańsk 26 w celu wyjaśnienia sprawy. Tam dowiaduję się, ze ONI listów nie przetrzymują, nic nie mają, paczki roznoszą na bierząco i ogólnie wszystko cacy. Tak do 30 października spacerowałam z poczty na pocztę szukając mojej paczki. Główny Urząd Pocztowy nie zanotował jej w swych księgach, dalej trop się rwie. Mojają 2 tyg od nadania paczki, więc nadawca składa reklamacje i co okazuje się wczoraj?! 11 dni po złożonej reklamacji paczka [na szczęście] w nienaruszonym stanie wraca do niego. Pominę może fakt, iż żeby ją odebrać umieścić on musiał opłate 8.50 zł na uregulowanie kosztów przesyłki. I tutaj sedno – gdzie paczka była przez miesiąc?
Paczka leżała w magazynie Urzędu Pocztowego Gdańsk 26, dwie ulice od mojego bloku – nadawcy została zwrocona z kompletem pieczątek z których wynika – ehhhh zobaczcie sami.
I kurwaaaaa [wdech, wydech - ZEN - spokój], nie żebym tak nie chodziła i nie pytała o tą paczkę, nie żeby mi powiedzieli, że mój blok to nie ich rewir, nie ta poczta i że mam wypierdalać. Nie żeby kiedy kolwiek trafiło do mnie choć pól awizo. W tej sytuacji ponoszę kolejne koszty. O przesłanie paczki proszę na adres poznański, skąd w przyszłą środę paczka zostanie przywieziona mi przez Maskotę – czyż to kurwa nie cudowne. Połączenie przesyłki konduktorsko-pasażerskiej, z Święty Taboret raczy kurwa wiedzieć czym. I tak moje buty trafią do mnie po ponad miesiącu.


