Najzajebistrza :) czerwiec 5, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life.Tags: brak czasu, koncert, pośpiech, praca, rozmyślania
add a comment
Po 14 godzinach pracy, po powrocie do domu późną nocą – na zasadzie – najpierw w aucie nagrzeję, a jak się rozmrożę to pomyślę o prowadzeniu… Po 4 godzinach snu i walce z zakwasami [kurna z 5 tys przysiadów to zrobiłam] stwierdziałam, że jestem zajebista:
Pracaaaaaaa – trzymać kciuki
Egzamy – na razie przód niż tył
Jeden warunek ale cóż, dam rade…
Znaki, znaki, znaki i cichooo by nie zapeszać. Do tego 2 pokoje, mieszkanie na parterze, ogródek, Gdynia, może Lab i straż
Nowi ludzie, nowe kontakty, morze możliwości
Matrix maj 29, 2009
Posted by eremis in AMG news, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, ciut absurdu, głupawka
add a comment
Ahhhh nie tylko ja jestem zabiegana, nie mam wolnego czasu i to lubię…. Nie jestem sama na tym świecie. Wśród wiecznie marzących o wolnym, spokoju i odpoczynku są jeszcze tacy jak Ja, którzy odpoczywają w biegu.
Chwilami tylko marząc o ciszy pokoju, słońcu delikatnie zaglądającym przez opuszczone rolety, ulubionej muzyce i kubku ulubionej herbaty. O wieczorze z książką, w miekkim fotelu z odgłosem płonącego w kominku drewna w tle…
Szcześliwy Aś z grafikiem wypełnionym po brzegi wrzucił sobie na głowę:
-kurs wysokościowy
- obstawy imprez masowych
- artykuł dla ZMSiZP
- artykuł dla portalu o BC
- plan dydaktyczny i ankiety przedmiotowe dla rat. medu.
- praktyki
-poszukiwanie mieszkania
- do tego normalnie sesja i egzaminy, stos książek które się chce i trzeba przeczytać, a w pokrowcu śliczny czarny elektryk Ibaneza, któremu trzeba poświecić godzinkę lub dwie
P.S. Biofizyka zaliczona na 4,5
Retrospekcja maj 19, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, marzenia, o sobie, przeszłość, zmęczenie, życie
3 comments
Dużo się dzieje, nie pisałam od wyjazdu do Huddersfield więc teraz mimo setek myśli w głowie, które najchętniej przelałabym w jakąś treść, żyje jeszcze we mnie dziwna chęć opowiedzenia wszystkiego co już było.
Był wyjazd – 4 wspaniałe dni, spędzone w okolicy iście baśniowej. Łąki pełne kwiatów, wąskie kręte uliczki, wysokie mury z głodko ciosanych kamieni, gęsty las z tajemniczą ścieżką pomiędzyzielenią, fiolet pól szafirków… Dni na rozmyślania, obcowanie, rozmowy, naukę bycia razem.
I znów powrót, jak każdy bolesny. Połączony ze zderzeniem z pełną pracy i obowiązków rzeczywistością. Uporanie się z zaległościani, przyległościami i naległościami pewnie pochłonie mnie aż do połowy czerwca, kiedy to pewna że udało/nie udało mi się zaliczyć sesji oddam się wakacyjnej pracy z głową wolną od myśli akademicko-przyszłościowych.
Była też Mama, znów 4 dni tym razem Jej urlopu, ciepłe obiady ze świeżymi surówkami, zawsze posprzątana kuchnia i świeże bułki. Była przede wszystkim Jej bliskość, której brakowało mi od tylu lat. Ta świadomość, że teraz mam Ją dla siebie na wyłączoność i przez te dni jest tylko moja. Długie rozmowy, wspólne spacery. Mała rekompensata za te łzy i podróże pod prąd w ucieczce przed alkoholem. Już tęsknie, zważywszy na fakt że i Jej było to potrzebne – zapewne bardziej niż mi. Bo obie czujemy, że troski najlepiej jest oddać morzu…
Cały czas są studia, jakimś cudem uzyskany wpis, zaliczone koło. Są te nieporozumienia, drugie terminy i ustny egzamin na horyzoncie. Są plany i wyrzeczenia – wszystko powli. Zaliczę sesję, wystąpie z Zarządu, złoże podanie o ITSa, a jeżeli go otrzymam pomyślę o dalszym studiowaniu i pracy…
Są małe marzenia i plany – są oferty mieszkań pozapisywane w plikach, są terminy w notesie i telefony od pośredników. Może za kilka miesięcy będzie i swój własny kąt. Jest gdzieś w wyobrażeniach dom, poddasze oświetlone wiosennym słońcem, nowa gitara, na ścianach zdjęcia, a w kącie skulony śpi pies.
Są wspomnienia, zawody, porażki i przegrane. Są myśli, które z głowy chce się przepędzić i ludzie o których pragnie się już zapomnieć. Są rozmowy i zdania, które przypominają wszystkie złe chwile, a w sercu nadzieja że ta Mała poradzi sobie choć w połowie tak jak ja…
Są osądy, z którymi staję twarzą w twarz i konsekwencje, których nigdy bym się nie spodziewała – na które zarobiłam nie ja.
Jest radio w samochodzie, pusta droga i…
“Może masz w głowie myśli bardziej szalone niż ja
Może masz skrzydła których by Tobie pozazdrościł ptak
Może masz serce całe ze szlachetnego szkła
Może masz kogoś a może właśnie kogoś Ci brak
Nie płacz, nie płacz, o nie
Może masz oczy w których nie gościł dotąd strach
Może masz w sobie niechęć do wojny i brudnych spraw
Może mas litość a może uczyć już w Tobie brak
Może masz wszystko, lecz nie masz togo co mam ja
Nie ma nikt, takiej nadziei jak ja
Nie ma nikt, takiej wiary w ludzi i cały ten świat
Nie ma nikt, tylu zmarnowanych lat
Nie ma nikt, bo któż to wszystko mieć by chciał
Tylko ja, tylko ja”
Które przypominają, że jednak potrafię jeszcze odpoczywać, zwolnić i przez chwilę niczym poza sobą delektować się chwilą…
Błahostka maj 5, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, depresja, o sobie, pośpiech, przyjaciele, zmęczenie
1 comment so far
Normalnie stwierdzam, że ludzie na GUMie – taaaa uczelnia ma zmieniła nazwę – mają wyjebane już totalnie na maxa. Szef rehabilitantów nie przyszedł na zajęcia, bo zapomniał. Plus tego taki, że byłam w domu o 20 a nie 21… Poza tym wkurw na maxa, bo po co umiejętność liczenia? Bo jak się kurwa idzie pisać coś 3 raz to logicznym jest że to drugi termin poprawkowy – ale nie dla mnie, jak dla mnie jeszcze przecież jest wrzesień! Niniejszym oświadczam, że w czwartek ide się płaszczyć na katedre o trzy na szynach albo ogólnie oddam się tam komuś w zastaw i dam się zaliczyć, za zaliczenie. Z dwuletniego przedmiotu nikt nam niestety warunku nie da…
Tak wiec około 18 ledwo widząc przez zapuchnięte oczy [aaaa co poryczę sobie, skoro jestem przygłup nad własną głupotą] wypełzłam z łóżka by powiesić pranie i powoli zacząć przechodzić ze stadium negacji do agresji to, co – objawił mi się zlew brudnych naczyń a potem, potem to się na mnie dwa duże kuchenne noże zjebutały z wysoka. I co robi nieobliczalny Aś – logiczne że łapie!!! Wszystko stało się takie proste jak zobaczyłam jak czubeczek noża tkwi mi w okolicy stwu przy kciuku… ranka na 5 milimetrów a krwawiłooooooo ohoohhhoooo hoooo i jeszcze mocniej,a teraz śladu nie ma. Chyba zrobie sobie badania na krzepliwość…
Noo i nie mam pojęcia co wymysleć z jutrzejszym dniem i czwartkiem, grafik tak ślicznie mi się nakłada, że chyba się roztroję co by trzecia ja znalazła choć chwilę na naukę do zbója z farmy…
Pogubiłam się w swoich oczekiwaniach – przede wszystkim w stosunku do siebie. Poza tym znów się zawiodłam na ludziach, ale chyba tak już jest. Jak przychodzi chujowy dzień, to jest taki od rana po sam wieczór.
Syndrom Włóczykija kwiecień 6, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, koło, o sobie, pośpiech, rozmyślania, studia, zmęczenie
1 comment so far
Tak sobie myślę, że skończę kiedyś fajne studia, zdobędę wykształcenie [nie mylić z wiedzą] i opiszę taki właśnie syndrom, z nazwą od wdzięcznej postaci Muminków. Ale to dopiero jak będę sławnym doktorem, profesorem czy kimś takim…
Wiosna, ahh wybuch ciepła, ptaki słońce, ledwo witały mnie deszczowo, chmurne poranki, a tu już niemal lato – spaceruję w białej koszulce, w okularach przeciwsłonecznych na nosie i zapominam o świecie. To właśnie kilka objawów syndromu Włóczykija. Kwiecień na uczelni zapierdol jak ich mało, jakby się posrali wszyscy i przypomnieli sobie, ze wypadałoby przez majowo-czerwcowymi egzaminami zrobić jakieś tam koło i bummm! wszyscy na raz w jednym niemal terminie.
Cóż studia – nie mam zamiaru tego ogarniać i jak na Włóczykija przystało, patrzę w słońce, wszystko ucieka ku plaży i lasom. Wewnątrz jedynie mały bąk wierci się i przypomina, że wypadałoby się jakoś wrzucić na studyjny tor… A ja z nogi na noge, powoli i bez pośpiechu, specjalnie na około idę do biura by na godzinę zasiaść przy komputerze, poprzystawiać pieczątki i znów olać wszystko ciesząc się pogodą.
Mankamentem SW jest głęboko zakorzenione poczucie obowiązku, które mimo powierzchownego obrazu wyluzowania i spokoju prowadzi do spięcia i drażliwości, połączonych z niemożnością czerpania 100% przyjemności z otaczającej aury.
Dlatego siedzę, jedym okiem zerkam w stronę okna myśląc o tym by iśc na plaże, drugim patrze na materiały, na kolokwium [haaa zaczyna się za 1,5h] myśli błądzą gdzieś wśród wartkich strumieni Wielkopolski, a reszta mnie chłonie ciepło promieni padajacych na plecy i już chce weekendu w górach bądź na kajakach! W głowie przeszukuję terminarz – moze wygospodaruje się wolny czas, a potem chwyce za telefon i szukać będę wariata, co w jeden dzień, bądź weekend zechce zapomnieć o świecie…
Oto ja – pełen luz i blues, radość i uśmiech - a w środku potok myśli o zaległych spotkaniach, zaliczeniowy strach i zmęczenie.

A niby tak niewiele wystarczy by odpocząć! Chyba potrzeba mi znów kilku takich minut jak tamte… Jednak jestem bardziej wymagająca niż się spodziewałam.