“Dotyk to.. sierpień 30, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: miłość, o sobie, rozmyślania
add a comment
… cała prawda jak spowiedź”
Już nie umiem tłumaczyć siebie, swoich reakcji – emocje są zbyt pierwotne by o nich myśleć. Przypomnij sobie zatem dni i noce, kiedy wpatrzona w Ciebie błądziłam delikatnie dłonią po Twoim ciele.
Ciężko jest zinterpretować mnie – sama wiem, że przebieram się za obcych, ale chyba też jako jedyna wiem gdzie mnie szukać… Nie wiem za to w ogóle, gdzie moge odnaleźć Ciebie, za którym zakrętem, za którą rzeką.
Kocham, więc może kiedyś odnajdę drogę.

Starość nie radość… sierpień 30, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: choroba, o sobie
add a comment
No i zaczynam się powoli /naprawdę/ bać o mój stan zdrowia. Rozważając nawet kwestię odwiedzenia jakiegoś lekarza. Tylko co ja mam mu powiedzieć? “Doktorze sypię się?!”
Nie śpię, apetyt raz mam raz zupełnie mi go brak. Trzęsą mi się ręce, mam skurcze mięśni, szybko się męczę. Bóle głowy też jakieś częstsze i bardziej dotkliwe. Kręgosłup napierdala jak tuż po upadku. Do tego kaszel i jakaś grypa w natarciu. Mózg mi mówi, że to zmęczenie i głupie grypo-przeziębienie, które trafiło na dobry moment totalnego osłabienia i fizycznego i psychicznego… Zobaczę co będę myślała o tym wszystkim wieczorem i ile czasu zajmie mi zwymiotowanie własnego żołądka.
Z deszczu pod rynne??? sierpień 28, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: marzenia, medycyna ratunkowa, miłość, o sobie, praca, rozmyślania, życie
1 comment so far
czyli wstęp do “psychoanalizy” na przykładzie własnym.
Siedzę na balkonie, wygrzewając skrzydła w blasku zachodzącego słońca. Czerpię energie z ciepła, by podładować znajdujące się na wyczerpaniu akumulatory. Usilnie staram się skupić, trochę z jagi, medytacji – nigdy nie byłam dobra w te klocki, ale zazwyczaj pomagało. Dziś nic z tego, szum aut w oddali porywa myśli, które znów pędzą. Siwy dym wypełnił moje płuca – palenie uspokaja – paradoks – psychika zapanowała nad ciałem, mimo szybszego bicia serca, mimo milionów pobudzonych receptorów, ja oddycham spokojniej, dłonie nie trzesą mi się wcale – bo palenie mnie uspokaja.
Dzisiejszy dzień mnie wykonczył, nie wiem czy nudą czy nadmiarem czasu na myślenie. Cokolwiek to było sprawiło, że teraz najchętniej zakopałabym się pod cienkim kocem, włączyła muzykę i pozwoliła sobie odpłynąć w stronę tej granicy pomiędzy jawą, a snem.
Na początku tego tygodnia usłyszałam, ze nie wiem kim jestem, dokąd zmierzam, czego od życia oczekuję. Podobno to kim jestem kreują ludzie, którymi się otaczam. Osobowości na tyle silne, ze biorą mnie za rękę i palcem pokazują drogę, którą mam wybrać…
Ile w tym prawdy, nie wiem – nie mi oceniać – zresztą jak miałabym ocenić siebie i to jeszcze obiektywnie? Wiem w jakim momencie życia jestem teraz. Coś powaliło się w drobny mak, ogólnie całe moje wyobrażenie mnie i otaczającego mnie wszechświata legło w gruzach. Pozostawiając siwy dym, który unosząc się długo odebrał mi wzrok.
Czuję jakbym straciła dużą część siebie – zdolność logicznego myślenia, racjonalne podejście do najdrobniejszych rzeczy, opanowanie, stanowczość. A z drugiej mam dziwne wrażenie, ze wreszcie dokopałam się do tej prawdziwszej mnie. Tej dziewczyny, która po trzeciej kłótni, piątym siniaku postanowiła bronić się przed bólem ze wszystkich sił. Wykreowała opanowaną, niemal nieczułą , wyjątkowo konsekwentną i dążącą we wszstkim co robi do perfekcji kobietę – mimo iż miała naście lat.
Pozwalam sobie na sceny zazdrości, pozwalam sobie czuć coś czego nie czułam nigdy. Pamietam jak W-i-a-r-a, odchodziła ode mnie z wyrzutem, że nigdy nie byłam o Nią zazdrosna. Wtedy tłumaczyłam to zaufaniem, teraz wiem, że po prostu spychałam to uczucie na drugi plan. Mówię o uczuciach i odczuciach, kiedyś potrafiłam tylko o nich pisać. Zresztą nie otwarcie, albo zapisywałam myśli na palonych później kartkach, albo ukrywałam siebie w potoku metafor i rymów, czasmi siedziałam i grałam a w nutach ukrywałam kawałki mnie. Dzisiaj zamyślam się, tracę humor, a zapytana co się ze mną dzieje, jestem w stanie odpowiedzieć albo przynajmniej staram się opisać i sformułować to co dzieje się w mojej głowie.
Boję się, ze to będzie bolało, że otworzę się na ludzi – albo chociaż na tą jedną osobę na tyle by stracić możliwość obrony, ukrycia się za “bezwyrazem” twarzy i spokojnym tonem. Jeżeli ktoś mnie zna łatwiej jest mu ranić, grać na najczulszych strunach… Z drugiej – dość mam już pęt, które sama sobie narzuciłam.
Spacerując nad morzem wczesną wiosną, zaczynając prace w Zarządzie powiedziałam, ze się zmienię – że muszę wyjść do ludzi, odnaleźć przy okazji siebie – nie sądziłam, ze stanie się to samospełniajacą przepowiednią.
Ciekawi mnie jak daleko to wszystko podąży – socjopata, pustelnik, osoba robiąca wszystko sama, niepotrafiąca współpracować z grupą, bo przecież jak zrobię ja – to wtedy i tylko wtedy bedzie dobrze. Dziś wrzucona w nowe role. Pracująca w zespole, pracująca z ludźmi – ucząca się od nich. Gdzieś w tym wszystkim niemoc bycia odpowiedzialnym za siebie, strach i ciezkie przerażenie, drżenie dłoni nie do opanowania i żołądek gdzieś w przełyku… Nowe studia, do poznania nowi ludzie.
—-
Bo dziś byłam przerażona. Tak samo jak każdego dnia wcześniej. Nie mój teren, nie moje podwórko. Mimo powtarzanych czynności, ciągle coś nowego, co moze wyskoczyć zza narożnika. Poczucie, ze nic nie umiem, niczego nie potrafię. I z jednej strony chęc by cały czas ktoś był przy mnie, patrzył mi na ręce, obserwował, poprawiał, gdy trzeba wydarł się czy zmieszał z błotem. Z drugiej wiem, ze wtedy drżą mi nie tylko ręce. Wiem że cała zaczynam trząść się w sobie, bać każdej pomyłki. Nienawidzę się mylić, czegoś nie wiedzieć, nie potrafić. Wiem, ze się męczę psychicznie ale z drugiej strony czerpię przyjemność z tego, zę mogę uczyć się teraz – w takich warunkach, na takich zasadach. Nie chce sobie nawet wyobrażać jak czułabym się gdybym stała tam w tym samym czasie ale z dyplomem w dłoni, bo przecież tytuł przed nazwiskiem nie doda mi doświadczenia i większej pewności, że to co robię jest poprawne.
——–
I tak mimo, iż nie potrafiłam pracować w grupie, z grupą pracowac będę. Znosić będę uszypliwe komentarze, kłótnie i szepty. Taki urok. Nie wszystko można robić samemu. Włoże w to bardzo dużo siły, by nauczyć się nie poddawać gdy coś nie wychodzi, odcinać gdy mijam się z kimś poglądami. ..
Mimo iż przekonwertowane w trakcie i skonfrontowane z rzeczywistością to wszystko do czego dąże jest spełnieniem moich marzeć. Nie lekarz pogotowia to ratownik, zobaczymy jak czas zmieni moje marzenia o psie i co z tego wyjdzie – w najgorszym przypadku kanapowy burek, który i tak będzie wspaniały – bo od dzieciaka chciałam mieć psa. Własna firma i pełne poczucie samodzielności i niezależności. Pociesza fakt, ze zazwyczaj osiągałam to czego chciałam – pytanie tylko jakim kosztem?!
Chciałabym… sierpień 27, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: miłość, rozmyślania
add a comment
… aby Ci na mnie zależało.
Bezsenność sierpień 25, 2009
Posted by eremis in AMG news, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: miłość, o sobie, praca, studia, zmęczenie
add a comment
Taka, na którą nie pomaga nawet zmęczenie…
Miesiąc na rezerwie. Nawet teraz siedzę z ołówkiem i rysuję. Wychodzę na balkon, zapalam papierosa. Zza bladoniebieskich kratek kartki patrzą na mnie oczy – piękne oczy, piekne kłamstwo…
Zaczęłam pragnąć. Myśląc i zastanawiając się, uświadomiłam sobie, że to czego pragnę nie nastąpi… mimo tej świadomości nadal czekam na spełnienie “zachcianki” może mój limit cudów jeszcze się nie wyczerpał.