jump to navigation

Priorytety… listopad 8, 2008

Posted by eremis in Życiowe mądrości?.
Tags: , , ,
trackback

Nie wiesz, czy to życie, czy gra, toteż zawsze postępuj podług rachunku minimalizacji kosztów pomyłki; jak gdybyś wszystko robił naprawde.

“Czarne oceany” Jacka Dukaja, ksiązka przez którą staram się przebrnąc chyba już od 3 tygodni. Brakuje mi wolnego czasu na czytanie. Mam dziwnie wrażenie, że tyle książek marnuje mi się na półkach… Ale nie o czytaniu, nie o braku wolnego czasu, o priorytetach. Czym są moje? Miłość, wiara, rodzina, marzenia?

Nie wiem, nie jestem w stanie na tym etapie życia usystematyzować siebie na tyle, by powiedzieć co jest ważne a co ważniejsze. Wiem tylko, iż nie chce głośno prosić – bogowie słuchają – jeszcze zostanie mi dane. Strach przed konsekwencjami i ciężarem odpowiedzialnośći za własne żadanie przeraża…

Kocham i jestem kochana, czy zatem prosić mam o miłość, czy ją mam stawiać na pierwszym miejscu. Jakiś diabeł w mózgowej wczszepce z cartoon’ową chmurą nad głową mówi, iż i tak stawiam ją bardzo wysoko. Nie czuję w tym wyrzutu, nie widze niczego złego. Planuję dzień tak, by spędzić razem jak najwiecej czasu, by zrobić wszystko, by było dobrze. Na tym to chyba polega. To te wieczorne rozmowy, ciepłe ramiona i troska oraz to 20 minut szybszego marszu, by owe 20 minut być szybciej w domu, to dzień prac domowych, by wieczorem nie musieć robić nic, by móc po prostu razem leżeć i rozmawiać. Choć wspólna praca cieszy, wspólne nic_nie_robienie sprawia tyle radości…

Studiuję, usłyszałam niedawno iż poświęciłam studia marzeń dla miłości, nie odbieram tego tak. Nawet o tym tak nie pomyślałam w przypływie największej złości. Wiem, że miejsce w którym się znajduje jest tym, w którym być powinnam. Przeklinać będę i wściekać się, bo jednak jestem gdzieś obok, bo nie jest to WL tylko WNoZ, bo za rok będę tylko ratownikiem, a mogłam być lekarzem. Chyba pogodziłam się z tym, choć podświadomie gdzieś nadal jest ten pęd, dziwny wyścig ze szczurem własnego alter. Szczurem co pnie do przodu, każe siedzieć po nocach i robić wiecej, po co? Może po to by rano znów wkurwić się, że wiem więcej niż “głąby” z leku, by móc poprzeklinać ich w duchu, że osedli na laurach, że zabierają miejsce takim jak ja – cóż kozioł ofiarny zawsze znaleźć się musi. A mi pozostaje, zaszczepione od dzieciństwa dążenie do odległych celów i pokonywanie za wysokich poprzeczek. Tak więc kolejna noc nad notatkami – lecz czy aby ta nauka jest wyżej? Które miejsce zajmuje ona? Przecież nie widze nic złego w przerwaniu edukacji już za rok, baaa chiałam przecież zrobić to już teraz…

Zatem co – pytam? Jak stworzyć własną piramidę wartości, dom mam – znlazłam wreszcie dom w obcym miejscu, całkowicie _niemoim_. Nauka i miłość rozebrana niemal na częsci pierwsze. Rodziną jest ona. Powołania nie czuję – zakony kręcą mnie z czysto perwersyjnych względów – 100 kobiet w jednym bunkrze, kraty i ciemność, aż ciężko ukryć podniecenie.

Takkk wiem, w mojej piramidzie na szczycie będą cynizm i ironia – myślę że to dobre towarzyszki.

A na razie, bez planowania żyć zamierzam każdnym dniem, wedle zasady minimalizowania strat. I spełniania podstawowych potrzeb – tak by czuć się  szczsliwą, bez głupich reguł i systematyzowania co daje mi 5 a co 2 w skali szczęśliwości…

Komentarze»

1. w-i-a-r-a - listopad 9, 2008

na złość kurde! na złosć tego komentaza mi ie dodano! a był taki prawdziwy! no nic… w skrócie- ironia i ceynizm są bronią a nie priorytetem. Pewności Ci życzę i dziękuję za to, że byłaś i za to że mogę być dla Ciebie ważna. To odpowiedzialne zadanie. Jestem zaszczycona. Pozdrawiam