*** listopad 5, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: cytat, rozmyślania, zmęczenie
add a comment
“Najlepszą warownią przeciwko burzom losu jest zawsze jeszcze grób.” — Georg Christoph Lichtenberg
Padam na pysk, a sił brak mi nawet na myślenie… Zapytano mnie dziś o Damę, ktoś obcy widzący mnie dwa razy w tygodniu stwierdził, że od “tego” czasu zachowuję się dziwnie, życiowe doświadczenie przemawiające przez zasnute mgłą lat oczy? Kto nie zachowywałby się dziwnie? Wszystko zaczęło być tak doskonale znane, tak łatwe do zrozumienia – straszne.
Anna Saraniecka… październik 24, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: cytat, koncert
add a comment
Każdy ma swoje małe piekło
Pozorną wolność w klatce z czterech ścian
Bo słyszy stale od urodzenia
Co byś nie zrobił jesteś tylko tym
Kim inni widza cię
Każdy ma swój prywatny czyściec
Za bramą obietnica kryje się
Nadzieja nikła że przyjdzie miłość
I ofiaruje nam to wszystko co
Dla nas zbawienne jest
Żałosny grzesznik co nie grzeszy
Należy ludziom się to co ludzkie jest
Bo to co boskie z jego woli
Tylko wybranym zdarza się
Musisz odnaleźć małe niebo
Nie zawsze przecież tak wysoko jest
Zamień się z własnym ciałem rolami
Zaufaj- ono znacznie lepiej wie
Jak zapominać się
W niedziele koncert Renaty, a ja zaczytana w teksty Anny… Dziwnie głośnio i wyraźnie krzyczą do mnie wersy.
W rytmie na 3/4 październik 24, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: ciut absurdu, miłość, o sobie
3 comments
W wartkim potoku myśli, w tupocie stóp szybszym niż zwykle, w ryku silnika auta przemierzającego kolejne kilometry, pośród korytarzy instytutów, budynków i dziekanatów… Gdzieś zapomniałam o tym rytmie.
Serce znów zaczyna bić na 3/4
Wydarzenia ostatniego tygodnia, łzy, smutek – potem lęk, który przyszedł wraz ze zrozumieniem, przerażające poczucie bliskości i współodczuwania. Empatia z siłą, energią muskającą ramie… Dlaczego przychodzisz do mnie w snach? Siadasz przy barze i uśmiechasz się, życząc szczęścia. Tańczysz ze mną jak tamtej – jednej – nocy.
Dlaczego Norweg dosiada się obok i konspiracyjnym szeptem wyznaje tajemnice nie należące do Niej, dlaczego mówi mi o miłości i osobie, która mnie kocha? Skąd wie? Dlaczego niemal czyta mi w myślach rozwiewając wszelkie wątpliwości?
Z bezsenności z głęboki sen – od 22 do 15.30 nastepnego dnia. Uciekłam, od gwaru wielkiego miasta. W spokój miasteczka, dźwięk deszczowych kropel uderzających w metalowy parapet. Musiałam zasnąć by dojrzeć, jak z kokonu spod pachnącej kołdry…
Pragnęłam ludzi wokół mnie – dostałam, a razem z nimi znów układanki, puzzle i znaki zapytania. Bo mogłam spędzić noc leżąc obok, przytulając niepewnie i tłumiąc ból, pomagać zapomnieć o zmęczeniu i lęku. Następnej to ja płakałam, opróżniając w kwadrans butelkę wina, paląc papierosy na balonie, wiedząc, że Ty czekasz w pokoju. Bo pozwoliłam Ci być obok w wieczór wyjątkowo trudny delikatnie chwytając Cię za dłoń – pozwalałam się objąć.
I co z tego?! Skoro obie przypominacie mi tylko to co było? Uczucie, bliskość, pasje, pożądanie… nie chce o tym pamiętać! Nie chce mówić Ci o moim podejściu do związków, bo ich nie chce – nie teraz. Nie będę mówić o miłości, bo teraz byłby to tylko seks. Nie pozwolę Ci leżeć obok mnie, bo na podłodze mi lepiej – wiem, że nic nie daje – nie pozostawiam nadzieji… Mogę być, słuchać, pić piwo, siedzieć patrząc w świece słuchać muzyki. Ale nie mogę znieść dotyku, iskry w oczach, nadzieji i rodzących się oczekiwań, dreszczu przeszywającego moje ciało…
Nie mogę, bo moje serce znów zaczyna bić w rytmie nie moim, w rytmie dzielonym, znów przypomina sobie, że chce budzić się i zasypiać przy kimś – serce chce, umysł nie gotowy, ciało wystraszone… Dusza zlękniona pochopnością osądów ciągle tęskni, tęskni za Tą jedną osobą – a tak bardzo chciałam zabić nadzieję, już w zalążku ale cóż grałam w wymyśloną przez siebie gre i nie podołałam ustalonym regułom.
Co śmieszniejsze wiem, ze czytają to wszystkie kobiety, których to dotyczy… Ciekawe czy któraś z Was zada w końcu jakieś pytanie…
Przez Ciebie… październik 18, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: miłość, rozmyślania
add a comment
znów czuję, znów cierpię i znów tęsknię za miłością.
Nie miało tak być, miało już nigdy nie boleć. Miałam pozbierać siebie, po rozstaniu i nie pozwolić sobie na przywiązanie, na uczucie, na kolejny krach i łzy. Za późno!
Ludzie zjawiają się niepostrzeżenie, zmieniają nasze życie, zaszczepiają w głowach ziarna myśli. Konsekwencje nigdy nie są znane – o ile łatwiej byłoby mi patrzeć Nieznanym w oczy, gdybym wiedziała jak Los wpisał ich w moje życie. Dlaczego przypominasz mi to uczucie które dodawało mi sił na kolejny dzień? Chciałam o nim zapomnieć, zakopać głęboko między zapisanymi kartami terminarza.
*** październik 15, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: cytat, kultura, miłość, o sobie, w blasku świec, wartości
add a comment
“Gdzieś na początku naszej drogi
Przez chwilę promień na nas padł
Stopniała zimna przeszłość
Krą odpłynęła w dal
I niepotrzebnie uwierzyłam że
Ta wiosna może trwać
To się nie mogło przecież udać
Jak tu nie marznąć sam na sam
Gdy zamiast płaszcza smutek
Okrywa każde z nas
I rośnie na nas jak na stalaktytach
Najczystszy słony żal
Gdy przed wezwaniem do zwątpienia
Nie chciałam się podpisać więc
Z wezwaniem do rozpaczy
Komornik zjawił się
Zapieczętował wszystko co by mogło
Dla ciebie ogrzać mnie”
Anna Saraniecka
Od nowa listopad 8, 2008
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: początek
add a comment
Powoli z godziny, na godzinę rodzi się nowe miejsce – kolejna przeprowadzka. Tym razem nie chce zamykać pewnych rodziałów, nie będzie niemal rytualnego kasowania całej historii i palenia archiwów w ogniu rozgoryczenia, czy złości… Tym razem w pełni świadomości, płynnie i bez wybojów zaczynam nowe. Ciekawa jestem jak rozwinie się to miejsce, jakiego rozmiaru nabiorą zamieszczane tu wpisy.
Powoli i bez pośpiechu. Teraz skupmy się na ustalaniu priorytetów.
Priorytety… listopad 8, 2008
Posted by eremis in Życiowe mądrości?.Tags: cytat, o sobie, rozmyślania, wartości
1 comment so far
Nie wiesz, czy to życie, czy gra, toteż zawsze postępuj podług rachunku minimalizacji kosztów pomyłki; jak gdybyś wszystko robił naprawde.
“Czarne oceany” Jacka Dukaja, ksiązka przez którą staram się przebrnąc chyba już od 3 tygodni. Brakuje mi wolnego czasu na czytanie. Mam dziwnie wrażenie, że tyle książek marnuje mi się na półkach… Ale nie o czytaniu, nie o braku wolnego czasu, o priorytetach. Czym są moje? Miłość, wiara, rodzina, marzenia?
Nie wiem, nie jestem w stanie na tym etapie życia usystematyzować siebie na tyle, by powiedzieć co jest ważne a co ważniejsze. Wiem tylko, iż nie chce głośno prosić – bogowie słuchają – jeszcze zostanie mi dane. Strach przed konsekwencjami i ciężarem odpowiedzialnośći za własne żadanie przeraża…
Kocham i jestem kochana, czy zatem prosić mam o miłość, czy ją mam stawiać na pierwszym miejscu. Jakiś diabeł w mózgowej wczszepce z cartoon’ową chmurą nad głową mówi, iż i tak stawiam ją bardzo wysoko. Nie czuję w tym wyrzutu, nie widze niczego złego. Planuję dzień tak, by spędzić razem jak najwiecej czasu, by zrobić wszystko, by było dobrze. Na tym to chyba polega. To te wieczorne rozmowy, ciepłe ramiona i troska oraz to 20 minut szybszego marszu, by owe 20 minut być szybciej w domu, to dzień prac domowych, by wieczorem nie musieć robić nic, by móc po prostu razem leżeć i rozmawiać. Choć wspólna praca cieszy, wspólne nic_nie_robienie sprawia tyle radości…
Studiuję, usłyszałam niedawno iż poświęciłam studia marzeń dla miłości, nie odbieram tego tak. Nawet o tym tak nie pomyślałam w przypływie największej złości. Wiem, że miejsce w którym się znajduje jest tym, w którym być powinnam. Przeklinać będę i wściekać się, bo jednak jestem gdzieś obok, bo nie jest to WL tylko WNoZ, bo za rok będę tylko ratownikiem, a mogłam być lekarzem. Chyba pogodziłam się z tym, choć podświadomie gdzieś nadal jest ten pęd, dziwny wyścig ze szczurem własnego alter. Szczurem co pnie do przodu, każe siedzieć po nocach i robić wiecej, po co? Może po to by rano znów wkurwić się, że wiem więcej niż “głąby” z leku, by móc poprzeklinać ich w duchu, że osedli na laurach, że zabierają miejsce takim jak ja – cóż kozioł ofiarny zawsze znaleźć się musi. A mi pozostaje, zaszczepione od dzieciństwa dążenie do odległych celów i pokonywanie za wysokich poprzeczek. Tak więc kolejna noc nad notatkami – lecz czy aby ta nauka jest wyżej? Które miejsce zajmuje ona? Przecież nie widze nic złego w przerwaniu edukacji już za rok, baaa chiałam przecież zrobić to już teraz…
Zatem co – pytam? Jak stworzyć własną piramidę wartości, dom mam – znlazłam wreszcie dom w obcym miejscu, całkowicie _niemoim_. Nauka i miłość rozebrana niemal na częsci pierwsze. Rodziną jest ona. Powołania nie czuję – zakony kręcą mnie z czysto perwersyjnych względów – 100 kobiet w jednym bunkrze, kraty i ciemność, aż ciężko ukryć podniecenie.
Takkk wiem, w mojej piramidzie na szczycie będą cynizm i ironia – myślę że to dobre towarzyszki.
A na razie, bez planowania żyć zamierzam każdnym dniem, wedle zasady minimalizowania strat. I spełniania podstawowych potrzeb – tak by czuć się szczsliwą, bez głupich reguł i systematyzowania co daje mi 5 a co 2 w skali szczęśliwości…
Poczta wyjątkowo Polska listopad 13, 2008
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: Gdańsk, poczta, wkurw
1 comment so far
To chyba jakiś wyraz, wręcz wyjątkowej empatii z Pomianem ale w chwili obecnej mam ochote skopiować tutaj wiekszość Jego wpisu i oflagować go dopiskiem – właśnie tak.
Moja pełna przygoda z Pocztą Polską zaczęła się już na samym początku października, kiedy to zmuszona kilkoma formalnymi sprawami, czekałam niemal z zaciśniętymi zębami – co by nie napisać, że zwieraczami, bo sytuacja była wyjątkowo paląca, nagląca i niecierpiąca zwłoki – na jeden list, zaświadczenie z Urzędu Skarbowego. Mijały tygodnie a listu nie było, pojawił się zupełnie nieoczekiwanie – potwierdzenie nadania do rąk własnych. Cóż to za wspaniała rzecz. Złożyłam swój podpis. Nastepnie załatwiłam sprawy i już prawie zapomniałam, iż tego samego dnia, którego nadano list ze Skarbówki, z tego samego miasta, zaledwie z umieszczonego kilka przecznic dalej Urzędu Miejskiego wysłano do mnie drugi list. Ten zawierał uaktualnioną książeczkę ubezpieczeniową. Krótko – tutaj w woj. pomorskim jedyny, wiarygodny dowód na to, iż jestem ubezpieczona i korzystać mogę do woli z koszyka usług medycznych.
Poślizg jednego listu w stosunku do drugiego tłumaczyłam faktem, iż drugi był _zwykłym_ priorytetem – nota bene listu tego nie ma do dziś.
Ja w tym czasie zdąrzyłam naderwać ścięgno, wylądowac na dwóch, różnych izbach przyjęć, dać założyć sobie gips, chodzić o kulach, być u dupologa i załatwiać z dwie inne sprawy, łącznie z umawianiem się na styczniowe wizyty do rakologa… I zaznaczyć jedynie pragnę, iż były to zadania obarczone kosztem +10 SZ do powodzenia – bo jakże kurwa niby udowodnić, ze szanowny, jebany NFZ zabiera mojej Szanownej Rodzicielce większą część Jej dochodów i mi się należy, mimo iż dowodu ubezpieczenia niiiii maaaa.
Na szczęście książeczkę dało się wyrobić nową, przekazać przejeżdżającej przez Gniezno Maskocie z łapki, do łapki, co zaowocowało wywaleniem do kosza – przez jakże przemiłą, już teraz! Panią w izbie przyjęć – wezwania do zapłaty za wykonaną usługę medyczną.
Nooo, ale to nie najzabawniejszy punkt tej notki.
16 października wtedy z Krakowa wysłana została moja paczka. Mija tydzień, czując pewien niepokój potęgowany uprzednimi problemami z Pocztą Polską udaję się do Urzędu Pocztowego Gdańsk 26 w celu wyjaśnienia sprawy. Tam dowiaduję się, ze ONI listów nie przetrzymują, nic nie mają, paczki roznoszą na bierząco i ogólnie wszystko cacy. Tak do 30 października spacerowałam z poczty na pocztę szukając mojej paczki. Główny Urząd Pocztowy nie zanotował jej w swych księgach, dalej trop się rwie. Mojają 2 tyg od nadania paczki, więc nadawca składa reklamacje i co okazuje się wczoraj?! 11 dni po złożonej reklamacji paczka [na szczęście] w nienaruszonym stanie wraca do niego. Pominę może fakt, iż żeby ją odebrać umieścić on musiał opłate 8.50 zł na uregulowanie kosztów przesyłki. I tutaj sedno – gdzie paczka była przez miesiąc?
Paczka leżała w magazynie Urzędu Pocztowego Gdańsk 26, dwie ulice od mojego bloku – nadawcy została zwrocona z kompletem pieczątek z których wynika – ehhhh zobaczcie sami.
I kurwaaaaa [wdech, wydech - ZEN - spokój], nie żebym tak nie chodziła i nie pytała o tą paczkę, nie żeby mi powiedzieli, że mój blok to nie ich rewir, nie ta poczta i że mam wypierdalać. Nie żeby kiedy kolwiek trafiło do mnie choć pól awizo. W tej sytuacji ponoszę kolejne koszty. O przesłanie paczki proszę na adres poznański, skąd w przyszłą środę paczka zostanie przywieziona mi przez Maskotę – czyż to kurwa nie cudowne. Połączenie przesyłki konduktorsko-pasażerskiej, z Święty Taboret raczy kurwa wiedzieć czym. I tak moje buty trafią do mnie po ponad miesiącu.

Notka bardzo reklamowa listopad 15, 2008
Posted by eremis in Gdańsk life.Tags: Gdańsk, harfa, koncert, kultura, Zejman
1 comment so far
Już 23 listopada 2008 r. czyli w najbliższą niedzielę o godzinie 19.30 w Międzynarodowym Klubie Morza “Zejman” zagra szkocki gitarzysta i pieśniarz Nick Keir. Tuż przed jego występem usłyszeć będziemy mogli występ, polskiej harfiarki – Barbary Karlik.
Zapraszam wszystkich serdecznie, na popołudniowy spacer brzegiem Motławy i do wieczornego wsłuchania się w dźwięki wyjatkowo bliskich mojemu sercu instrumentów.
[Klub mieści się przy ulicy Motławskiej. Długą prosto, przechodizmy przez most, skręcamy w lewo w Chmielną (pierwsza w lewo wzdłóż płotu) tą że ulicą - czytaj ciemną, z torami, z kocimi łbami zamiast chodnika idziemy aż się nam nie skończy, skręcami w prawo i dochodzimy do rzeki i tam pod budynkiem z napisem -wulkanizacja- szukamy drewnianego płotu, barki i tajemniczo ukrytego wejścia do Zejmana]
Kryzys… listopad 18, 2008
Posted by eremis in AMG news, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: depresja, medycyna ratunkowa, studia
add a comment
Czy studia można podzielić, równie skutecznie jak wiek człowieka i mówić np. o krysysie wieku średniego w odniesieniu do samego faktu studiowania?!
Przechodze ostatnio, a właściwie nie ostatnio ale od jakiegoś kwietnia gigantyczny kryzys powołaniowo-studyjno-jakiśtam. Każe zajęcia z med ratu zaczynam traktować jak zło konieczne i nawet nie chodzi o fakt niechęci do zajęć, czy może tematyki. Przeciwnie, tamtyka jak i sam sposób organizacji czasu zajęć jak najbardziej mi odpowiada – nie odpowiada mi to, co z tym idzie w parze. Nie odpowiada mi świadomość, że właśnie do tego jestem szkolona, bo właśnie to przyjdzie mi już za rok robić – przyjdzie mi udawać osiłka w czerwonym polarku. I cóż, nie podoba mi się to. Nie chce z moim 160 cm w kapeluszu, niknąc za plecami kolegów, nie chce na każdym kroku udowadniać, że to małe coś potrafi.
Wykolejenie – pomyłka, przysłowiowe minięcie się z powołaniem?! Możliwe – choć nie do końca, bo od dzieciaka chciałam być lekarzem. Panicznie się ich bałam, więc może dlatego chciałam wreszcie być “duża” i stanąć po przeciwnej stronie… Nie udało się, widać za głupia jestem by przeskoczyć wymogi nowej matury. Nooo i teoretycznie robię to co chciałam, gdzieś bardzo obok, bo nie jest to medycyna ratunkowa widziana z roli lekarza. Wkurza mnie bezsilność i przepisy. Gadanie by nie myśleć, by być jednym wielkim schematem… Po chuj mi zatem pół roku pneumy, skoro każdy ból w kl. piersiowej teraz musi być OZW czy jakimś tam czymś co by do schematu ALSu pasowało, rytm do defi miało i już. Chodzę zirytowana i zdenerwowana, bo nie chce w ten sposób. Z jednej strony poddałam się, bo matury mam dość – nie chce do niej podchodzić kolejny raz, a to przecież jedyny sposób by na lek się dostać, baaaa przy zmienionym regulaminie rekrutacji przeskoczyć musiałabym i chemię, która nota bene była dla mnie gorsza dużo bardziej niż fizyka…
Nie jestem przeiceż typem kujona, wiem i że _wymarzone_ studia irytowały by mnie na maxa, bo biochemia, bo psychologie, higieny i inne stosy bzdur, które przydadzą się na LEPie albo i wcale. Może po prostu szukam wytłumaczenia dla własnej niechęci. Może poddałam się męskiemu sposobowi myślenia, że to nie zawód dla kobiety? Nie wiem, dziś po prostu rzuciałabym to wszystko w kąt i zaczęła coś co da mi choć trochę możliwości samorealizacji!!!! Bo tu jej nie znajduje.
W pośpiechu… listopad 21, 2008
Posted by eremis in AMG news, Gdańsk life, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, choroba, harfa, koncert, koło, leki, pośpiech, studia, Zejman
2 comments
Aaaabuuu zatoki mnie bolą! Śliczne zapalenie jak się patrzy i niech szanowne dochtory nie pytają skąd wiem, że mnie zatoki napierdalają bo:
1. anatomię zdałam, dawno bo rok temu ale żem poszłaaamm i żem se zdała, na 3 ale co tam, wiem gdzie zatoki som i to nie tylko te przynosowe,
2. głowę najchętniej przykleiłabym na sztywno do karku, co by aby o milimetr nią nie ruszyć, bo boli
3. inne objawy też są – niedrożność nosa, zaburzenia węchu, gorączka
4. czynniki uspasabiające też są, bo ja alergik i astmatyk
Z tego szczęścia kolejne szczęście – głodny Aś w szale przygotować do koła z farmakologii, które to odbędzie się w najbliższą środe, chcąc przekąsić coś zjadło sobie buraczki i garnka. Studenckie życie – zapomniało mi się, że buraczki w garnku już 3 dzień stoją. Dwa kęsy i buraczków nie ma. Ponieważ w garnku zostało jeszze trochę, kochana Połowica moja postanowiła przygotować buraki jako dodatek do obiadu. Wchodzi do pokoju i oznajmia, że buraki spleśniały, że nie były pokryte standardową białą pleśnią ale jakąś taką różowawą galaretą… Taaaa i to kolejny dowód na to, że mam zapalenie zatok, wpieprzyłam spleśniałe buraki nie orientując sie o tym. Noooo i mam naukę na koło – pomiędzy stronami o NSAID, opioidach mam spacer do kibla połączony z usilną próbą utrzymania swojego żołądka w organiźnie jako ważnego dla życia organizmu.
Pomijając moje zdrowotne przeboje to koncert nam sie przesunął – dzisiejszy koncert w Zejmanie okazał sie być niedzielnym koncertem, więc czekamy na niego do niedzieli mając nadzieję, ze przyciągnie jeszcze wiecej ludzi.
Studia, aaa no tak koło goni koło, jakby jakieś coś. Szanowny opiekun roku wyjeżdża – pewnie jedzie sobie gdzieś w góry! Buu ja tez chce! – dlatego już w tym tyg. zaliczenie z medycyny ratunkowej. Po prostu radość mnie rozpiera z powodów dwóch. Zaburzenia rytmów około-NZK i ogólnie kardio oraz postepowanie ratunkowe, algorytmy leki. Spoksik mam 2 dni wykuje się na pamięć dawkowania, ale fuck! Na oczy może z 4 razy widziałam wykresy rytmu rysujące się na monitorze, ni cholery nie pamiętam co jest AF, VT, VF, PEA czy innym badziewem z szerokimi czy z wąskimi zespołami QRS, gdzie jest załamek T a gdzie kurwa [Zen, spokój, wdech, wydech] jakiś inny. Oczywiście mogę sobie schemaciki z netu ściągnąć ale pamięci fotograficznej do nich nie dodają! Toż to ja własnej szanownej Rodzicielki po powrocie z 2-miesięcznego wyjazdu na Wyspy nie poznałam, a co tu mówić o rozpoznaniu 10 różnych “zyg-zaczków” jak moge sobie na nie tylko 2 dni patrzeć a nie 18 lat! Niezaprzeczalnym plusem zaliczenia praktycznego jest fakt, iż oceniany zostaje tylko lider zespołu – 9 osób = 9 pozoracji. I super nie dostane w plecy z oceną za czyjeś błędy, a jak przejade się na swojej wiedzy to nie zaszkodzę przyjaciołom. Poza tym tak sprawiedliwiej i już!
Poza tym jestesmy wspaniałe Ratowniki [analogia na zasadzie Ochraniacz /65letni pan z II gr. inwalidzką/- Ochroniarz /rosły 20 latek z 120 cm mięśni w klacie/] Kochany Pan Opiekun mało co ząbków by sobie nie wychlastał padając nam do stópek – a na serio walnął szczupaka po zajęciach próbując podnieś coś z podłogi, wredny manekin rzucił się i podłożył się mu pod nogi – tak zbierając się z ziemi usłyszał jedynie od Anki, ratującej nasz dobry wizerunek “Nic się nie stało?” bo oczywiście Ja, Fiona i Mycha już kulałyśmy się ze śmiechu na korytarzu…
Śmiechy, chichy ale trzeba zabierac się do nauki farmy, bo samo się jeszcze nic nie zrobiło.
Pośpiech mnie zabije! Jak nie ze zdrowotnego punktu widzenia, to głowę kiedyś zgubię – niech najbliższy tydzien już się skonczy, zaliczenia odejda w zapomnienie – przynosząc lawinę ZAL i 5 [he he marzenia ścietej głowy] oraz dwa dni weekendu spędzone na spaniu, grzaniu się pod kołderką i nic_nie_robieniu.
Harfiarka na Zimowe Przesilenie grudzień 15, 2008
Posted by eremis in Gdańsk life.Tags: Gdańsk, harfa, koncert, kultura, Zejman
1 comment so far
Przesilenie zimowe na półkuli północnej, to najkrótszy dzień w roku. W większości kultur było okazją do świętowania “odradzania się Słońca”. W starożytnym Rzymie obchodzono Saturnalia, w Persji narodziny bóstwa Słońca Mitry, wśród ludów germańskich Jul, u Słowian Święto Godowe.
Z tej okazji, kolejny już raz, zapraszam na wyjątkowy koncert harfiarki, która przeprowadzi nas przez tą pełną tajemnic noc – historiami i magiczną muzyką.

Klub Morza “Zejman”, ul. Motławska 1 (Wyspa Spichrzów), 19.12. 2008r start o godzinie 17:00
Czy Kościół zabroni? listopad 22, 2008
Posted by eremis in Od tak po prostu, Życiowe mądrości?.Tags: Kościół, Polska, życie
2 comments
Żyjąc w kraju, gdzie absurd goni sensacje, a Kościół i Słuchacze Radia MaRyja stają się niemal prekursorami wszelakich zmian – i w naszym domu zapanowała…
Wpierdalając makrele z zacnej firmy jaką jest Żabronka, tak w ramach deseru do kolacji, bojąc się z ośćmi słyszę:
- nie mogłaś kupić makreli bez ości
- he he bezpestkowej, swoją drogą ciekawe kiedy stworzą _bezościowe_ ryby…
- Kościół zabroni!
I tak dwie Lesby dokonczyły kolacje i wróciły do swego małego, przytulnego pokoju by dalej snuć marzenia o rodzinie, dzieciak i wspólnym życiu – kurwa a tu Kościół zabronił!
I jak tu nie zginąć tragicznie?! listopad 24, 2008
Posted by eremis in AMG news.Tags: głupawka, leki, medycyna ratunkowa, pośpiech, studia
add a comment
Ogólnie mózg mi robi dziwne psikusy, dziś np. został w domku, pod kołderką, tam gdzie mu było dobrze i przyjemnie. Wczoraj zrobił sobie numer z krzyżówkami Mendelsona i Marszem Mendla, próbując nabrac mnie iż mam racje… A dziś popisywał się geniuszem, władając nade mną i czyniąc ze mnie błazna w teatrze miniatur.
PRZYPADEK I (zajęcia gr.I – godzina 8:00. W roli głownej Ja czyli szefo zespołu ratunkowego)
Mężczyzna, upadek z molo do wody. Nieznany dokładny przebieg zdarzenia.
- Delikwent pływał w wodzie machał seee łapkami więc wykluczam uraz kręgosłupa szyjnego, zresztą co za idiota skakałby do wody na głowkę, w listopadzie i to jeszcze z molo w Sopocie?! Sprawdzam oddechy, tętno, rytm… Oczywiście jak na manekinie zbadać tętno?! Nooo nie da się, to sieemm przytulem do Fiony i zademonstruję co i jak – co mi tam. Klata – noo pamiętałam by go osuszyć – jeden plus dla mnie. Temp. ciała 28 stopni, noo a ja twardooooo 1mg Adrenaliny – mózg vs. Ja = 1:1 Nooo bo co za ciul podaje przy takiej temp. ciała leki – taa wiem niewyspany. Ale trzeba było się odegrać, kocyk, litra ciepłych płynów, wentylacja i mamy rytma – PEA i znów mózg wygrywa – dupa nie defibryluje się przy PEA!!! Noo ale zdąrzyłam się zorientować rychło w czas i zatrzymać gotową pizgać prądem Agę. Na koniec załamującej akcji rarunkowej 3 mg Atropinki co by to VF wypierdolić z monitorka, skoro tem. 35 stopni juz jest i ogólnie zaczyna być jakoś bardziej życiowo, ale to oporne migotanie komór mnie wkurwia… Oddanie pacjenta noo i znów. A może mi Pani powiedzieć dlaczego podawała Atropinę?! (eeeee noo mózgu, wake up! noo i znów mnie w chuja zrobił w ważnym momencie nie ma jak to się zbłaźnić) Bo mogę!!
noo to się chyba szanowny Pan prowadzący zdziwił. Nie żebym zrobiła coś nie tak bo byłyniedoszły truposz miał akcje serca poniżej 60 ale w momencie odpowiadania na pytanie jakoś zapomniało mi sie o tym…

I tak w ramach refleksji naszło mnie, ze kiedyś zginę. Jak nie wyłączona przez moją konsole sterowania szumnie zwaną zlepkiem neuronów tffuuu mózgiem zwaną, albo mnie jakiś wykładowca zapierdoli albo…
PRZYPADEK II (upadek z wysokości, uraz głowy [twarzoczaszka + fulll krwiiii - ołłłłł jeeeee
bo liczy sie wyobraźnia])
Ja w roli głowotrzymacza – noo to intubacja moja, udrażnianie dróg i wszystko co zwiazane z głową – taki podział obowiazków, ale jak co skoro musze Panem ehhhSmarkiem drogi udrazniać co by większego ku-ku nie zrobić Panu. Fiona zaintubuje, nie żebym sie choć przesunęła. Jedna łapka tu druga tam
obie patrzyłyśmy w dziurkę, pochylone równo za głową manekina – intubacja na cztery łapki. Gdy udało się nam uporać z większością, Fion trzymając głowę między nogami tffuuu tzn. jakże profesionalnie stabilizując głowę manekina, prosi opomoc co by Panu może opatrzeć rany na głowie. Mój zerk w same oczka Fiony. Diabelki usmiech numer dwa i: “Nooo chciałabyś bym tam ręce wsadziła…”
I dziś kiedy kolejny dzien walcze z farmakologią a koło zbliża się wielkimi susami stwierdzam, ze chyba tylko urok osobisty broni mnie przed gniewem ludzi… Ciekawe czy działa też na rozpędzone samochody, lód na chodniku i tramwaje – bo jeżeli nie wyśpię się porządnie to lista przykładowych wypadków śmiertelnych jakie moga mnie spotkać rozszerzy się diametralnie poza tą z wymyslnymi torturami jakimi mogą mi podziękować moi współbracia studenci za jakże szczere i pełne miłości riposty, docinki i głupie teksty:)
Cheć! listopad 25, 2008
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: koło, rozmyślania, zmęczenie
1 comment so far
Nooo coś mi padło i mnie zaraziło, jakaś pisaniomania – mam ochotę ponaigrywać się z dnia dzisiejszego, napisac full głupich rzeczy nie ograniczając sobie ripost i uszczypliwych tekstów. Porozważać na tematy oczywiste w sposób nielogiczny i zacząć dyskusje nad dręczącymi mnie kwestiami – ale późno jest, jutro wazny dzień a we mnie małe zwierze drży ze strachu. Ani melisa, ani Rudetel nie uspokoiły trzęsących się rąk – co się stanie? Dlaczego tak bardzo chce pisać i jednocześnie wiem, że nie mogę.
W-i-a-r-o czy to czas na szukanie własnego nowego świata? Może tak właśnie objawia się rychły upadek wątłej psychicznej konstrukcji?
Chce spać i nie śnic o tym, że trzeba wstać.
Na deser mój dzisiejszy horoskop:
“Musisz się dobrze zmobilizować, żeby jakoś przetrwać ten dzień. Nawet dzisiejsza koniunkcja Słońca do Merkurego nie jest Ci w stanie poprawić samopoczucia. Nie przejmuj się krytyką.
Miłość: Bardzo potrzebujesz miłości.
Praca: Nie załamuj się chwilowymi przeciwnościami.
Zdrowie: Sezonowe zaburzenia nastroju.”
Bardzo KURWA! Śmieszne
Szkice – Exhaustion… listopad 26, 2008
Posted by eremis in AMG news, Niekompatybilność ze światem?!.Tags: marzenia, o sobie, wkurw, zmęczenie
add a comment
Oglądałam dziś piękne szkice, te wyjątkowe, takie co rodzą się nocami siedząc przy lampce, już pod kołdrą gdy cały dom ogarnął sen. Była tam kobieta anioł, głowę maiała schyloną, skrzydła przykurczone, jakby starała się ukryć je za plecami swego szczupłego ciała. Czuć było brzemie jakie dźwiga, smutek – dziwny ciężar spoczywający w duszy postaci z grafitowych lini i cienia… A może to znów ja czułam tego, czego nie ma. Widziałam to, co widzieć chce.
To był zły dzień, a może nadal jest. Jeszcze przecież się nie skonczył, jeszcze wiele godzin przede mną, nim wybije północ, nim Ona wejdzie w drzwi, nim obie przytulone do siebie pozwolimy sobie na kilka godzin nerwowego snu. Nie ukrywaj, iż śnisz o potworach codzienności i mnie odwiedzają one w snach, śnię o wstawaniu, chorobach, nędzy. Śnię o tym wszystkim co dzieje się, gdy słońce gości na niebie, tylko w mrocznym wymiarze koszmarnego snu, przybiera to ponad normalne wymiary, potęgowane lękiem, ciszą i ciemnością.
Męczy mnie codzienność. Wstawanie co rano, deptanie tego samego chodnika, monotonia zajęć. Tak wiele pozytywnej energi potrzeba mi by trzymać się na nogach. Potrzeba mi tych zajęć, na których pacjent przezyje, tych pozoracji, w których uczulanie na lateks jest przyczyną ciąży, tych głupot – tego wszystkiego co dają mi Ci ludzie, przypominając, że to między innymi przez nich. Pamiętam jak mówili, nawet Ci których nie poznałam dobrze, żebym nie wyjeżdżała, bym wróciła w październiku i uczyła się z nimi dalej… Jestem i co z tego?
Głowę zaprzątają mi inne sprawy. Studiuje, ale nie jestem w stanie myśleć o ty, a co dopiero widzieć jakieś motywacje czy tym podobne. Błądze w krainie rachunków, zakupów, codzienności rodzinnego życia, problemach zostawianych w mieście G., marzeniach i planach na najbliższą przyszłość. Pragnę prawdziwej rodziny, a potęguje to strach, że za rok czy dwa pragnienie stanie się jedynie nieuchwytną już mgłą. Pragnę niezależności finansowej od Rodziców, wyzbycia się lęku, że cokolwiek wydarzyłoby się u nich bezpośrednio przekreśli i może plany. W finale jako wręcz podręcznikowy przykład DDA dąże do tego zadręczają się własną bezsilnością, znajdując jednocześnie czas i siły, by choć odrobinę naprawić ten świat. Marzenia tez chciałabym spełnić. Ale patrzę na stetoskop, na wyciągnięte z zakamarków szafy białe spodnie i żakiet, i co widzę? Czarną dziurę – poddałam się. Wnuczka nie będzie lekarzem. Prepraszam Babciu nie mam siły. Nie wiem też co będę robić za rok. Pełna świadomości jakiegoś tam niezdefiniowanego przymusu i wdzięczności w stosunku do Rodziców skonczę te studia, bo wypada mieć choć licencjata.
Za oknem mrok, granatowe niebo rozświtlają ciepłe pomaranczowe światła, gdzieś w głowie rodzi się szkic – na kolejnej kartce, która zgnieciona wyląduje w koszu? Jaką drogę wybrać dla siebie? Nie mam pojęcia.
Niech wybije północ, niech dziwna siła przykuje mnie do łózka, bym nie musiała jutro wstać stawiać czoła kolejnym wyzwaniom, na które brak mi sił – nie chce ratować tonących, nie chce tej jebanej zabawy w medycznego RPG’a, to nie jebana karcianka “Na sygnale” to nie gra tylko moje życie, życie którego nie chce żyć w ten sposób… Dziś zauważyłam, ze moje studiowanie ogranicza się do prostego rachunku zaliczyć/zdać/zdobyć dyplom/pracować –> być niezależnym. Po rozłożeniu zaliczyć/zdać na czynniki pierwsze składowymi równania tworzą się zdobyć wyroką średnią/mieć stypendium! Dziś zjebałam, facet zauważył, że mam ściąge 2 tygodnie siedzenia od tak czasami i 3 ostatnie dni spędzone na nauce poszły na marne, bo nawet 5 min nie posiedziałam nad kartką. Moja wina, jak się nie chce ściągać to się ściag nie bierze. Zero tłumaczenia – wróciłam, przeprosiłam wydaje mi się, że zachowałam się fair, choć w samym momencie miałam ochote wybuchnąc śmiechem, oddałam ściąge i starając się zachować choć odrobine powagi, równie niewzruszona jak zawsze, wyrozumiała i pewna siebie wyszłam… Tym samym w dniu dzisiejszym mogę stwierdzić, że mam niezaliczone koło. Aby pisać egzamin trzeba miec zaliczone wszystkie koła, wiec o ile nie będę dopuszona do poprawy to nie mam po co pokazywać się już na zajęciach, bo i tak żeby myśleć o egzaminie musze zdać zbója, który będzie w czerwcu, wiec po co zdawać wszystko inne do tego czasu?!
I w całej postawie jaką powinien wykazywać przyszły ratownik zadziwia mnie jedno – albo nie, nawet nie zadziwia potwierdza moje założenie iż jestem nie tu, gdzie powinnam. Nie wkurza mnie to, że mnie wywalił, że nie zaliczyła, nawet nie wkurza mnie chyba to, że tyle czasu poświeciłam na naukę [choć jak pomyśle dokładniej to mogłam ten czas sporzytkować inaczej], czy fakt, iż powedział mi że wyrzucenie mnie było nauczką na przyszłość dla innych [bo nota bene nie ściągałam, po prostu ściaga była kiepsko ukryta] – wkurwia mnie to, że tym samym nie uzbieram z kół średniej 5 by być zwolnioną z egzaminu czy choćby 4,5 by zdobyć na egzaminie pół stopnia wyżej i co za tym idzie, już teraz zapomnieć mogę o stypendium naukowym.
W starciu z tramwajem… grudzień 2, 2008
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: rozmyślania, życie
add a comment
Zastanawia mnie ile miałabym szans, jako kierowca, kiedy moim przeciwnikiem byłby rozpędzony tramwaj? Dziwne myśli – dziwne porównania. Zapewne insporowane wydarzeniami z Gdańska.
Wszystko co dzieje się wokół mnie, gna na mnie jak rozpędzony, pojazd szynowy. Kilka ton, niezważających na nic. Oślepiając reflektorami w mgle poranka. Tego szarego poranka bez słońca, gdzie miasto śpi.
Wieczór kiedy brakuje sił by poradzić sobie z 40 slajdami prezentacji, gdzie strach paraliżuje na samą myśl o konfrontacji z konsekwencjami własnego postępowania, a oczy zachodzą łzą, bo… pociag odjechał. Jutro wróci, po tych samych torach w stronę domu. Poza tym zbliżają się Święta.
Retrospekcja… grudzień 4, 2008
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: depresja, przeszłość, rozmyślania
1 comment so far
Kilka kroków w tył. Punkt, w którym znów siedzę sama w pokoju, zaciskam dłonie tak mocno, by tylko fizyczny ból przytłumił ten wewnętrzny. Leżę z kotem na kanapie, głaszcząc jego miękkie futro, w głośnikach muzyka tak głośna, by choć trochę zagłuszyć myśli… Świadome powroty do dni, które były. Słowa płynące z kolejnych kart, lata – szeregiem dni utworzone, milionem myśli nakreślone.
Mogę spojrzeć na to wszystko z innego miejsca, w półsłowkach odczytać linie realnych wydarzeń, jak klatką po klatce stworzyć ruchomy obraz tego czy owego dnia. Pamiętam jak czułam się wtedy, gdy czytałam słowa beznmiętnie nie szukając w nich drugiego dnia – kabum – każdą następną notkę czytałam nastepnie po 3/5/10 razy – rozkład zdań, sięganie w najgłębsze zakamarki duszy i wspomnień, tylko po to by zrozumieć więcej. Znaleźć swoją szanse i swój czas.
Teraz dopiero zauważyłam – dotrzegłam to co nadchodziło, jasno niemal czarno na białym zapisana historia mieczy – mieczy, które wydarte z mej ręki raniły… Głuchy dźwięk stali.
Nadal słyszę go w uszach, chyba nigdy nie przestane. Nigdy już nie poczuję się na tyle bezpiecznie, nie przestanę się już bać. Bać samej siebie – choć wiem, że co było już się nie wydarzy, lęk przez dalekosiężnymi konsekwencjami nadal przytłacza. Nowych skaz nie będzie, ale czyż nie mała rysa na szklanej tafli po latach nie może spowodować pęknięcia, czyniąc to co pozostanie jedynie nic nie znaczącymi okruchami, które ranią?
Piętno wypalone własną wolą na skórze. To, którego pozbyć się nie można.
Wybacz nie poczuje się już dobrze, za wiele straciłam jednego dnia i chyba nie wierze, że jestem w stanie to odzyskać. 612 dni razem – 334 dni od dnia, w którym _wypisane_ słowa pogrążyły w pyle rzeczywistość. Pogorzelisko. Dziś potrzeba mi byś była obok, jutro i pojutrze też.
Buduj proszę każdego poranka nową, mą świadomość że to nie projekcja w mgle z pyłu ruin.
Egoizm grudzień 9, 2008
Posted by eremis in Od tak po prostu, Życiowe mądrości?.Tags: buc, egoizm, rozmyślania, wartości, życie
4 comments
Zaczęło mnie zastanawiać jaki stopien egoizmu reprezentuje. Czy może ktoś, kiedyś stworzył jakąś teorię, zbiór skomplikowanych wzorów, w których znajdziemy jakieś całki, funkcje i pochodne a to wszystko oparte na stosie założeń i rachunku prawdopodobieństwa. Teorię, która w “łatwy”, obiektywny sposób zakwalifikuje mnie czy otaczające mnie osoby do jednej z egoistycznych klas.
Na ile jestem egoistic, a ile odbiegam od selfish.
Zakoczyło mnie to jak zmieniają mnie ludzie. Już dawno zamknęłam się w szczelnej skorupie, by uwidocznić dla otoczenia jedynie połyskujące milionem zielonych refleksów, łuskowate narośle, chroniące przed bólem. Z drugiej strony, na ile moje selfish kierujące mną ku samoobronie, krzywdzi innych?! Jak ja wpływam na Was?
Kiedy słowo Ja odejdzie na dalszy plan i spotkam wokół siebie ludzi, którzy potrafią powiedzieć _my_, _razem_, bądź _wy_? Kiedy dążenie do zaspokojenia, tylko i wyłącznie, własnych potrzeb odejdzie w niepamięć i smutne cienie zapatrzone w siebie, swoje problemy ale i małe szczescia i pragnienia, zaczną uśmiechać się do innych na ulicach? Kiedy wreszcie zauważy mnie drugi przechodzień?
I nie twierdze, że odrobina egoizmu jest zła, czasami trzeba być małym egoistą… Wziać gorącą kąpiel pełną piany i aromoatycznych olejków odmawiając partnerowi wspólnego oglądania seriali czy ciepłej kolacji gdy wejdzie w próg. Trzeba robić coś dla siebie, znajdować czas na mniejsze i większe przyjemności, samodoskonalenie ale nie zawsze trzeba mianować to egoizmem z dopiskiem mały, bądź należny mi.
Ból ustąpi sam, kiedy przestanie boleć. grudzień 12, 2008
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, koło, studia, życie
1 comment so far
Auć, chciało by się krzyknąć ale to bardzo mocno. Kurka a zawsze chciałam być chłopcem!
Nieustający od godziny 6 rano ból brzucha sprawił, że gdy tylko udało mi się uciec z zaliczenia, wślizgnęłam się pod ciepły koc i tak już zaległam. Podręcznik do farmakologii straszy tylko tym, że leży obok. Głupie sny nawiedzają głowe – myślicie, że cyber-wykładowcy istnieją, a podnoszenie brwi przez faceta od farmakologii to tylko softwear’owy błąd jego wszczepki, która nie może poradzić sobie z filtrowaniem informacji przepływających przez mózgi 30 siedzących na sali studentów? Eeeee coś chyba ze mną powoli nie tak.
Ale jest pozytywna wiadomość, podobno szanowna Palma Mater otworzy magisterkę na moim kierunku studiów, jak dobrze pójdzie bedę miała z default’a mgr przed nazwiskiem, Mama będzie szczęśliwa a mi to w życiu i tak nic nie pomoże
A tak dla osób niemogących zjednoczyć się ze mną w bólu fizycznym – tak mężczyźni mówię o Was. Trochę studenckiego shitu dla zobrazowania tego, co spędza mi sen z oczu.
Większość Twoich pacjentów jest zdrowsza niż Ty. grudzień 22, 2008
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, wkurw, życie
1 comment so far
Siedząc w domu pod kocem dochodzę do w/w wzniosku.
W łapska mi zimno, do stóp krew nie dopływa chyba wcale, noga – jedna – ciepła jest tylko tam, gdzie wywietrznik komputera styka się z polarowym kocem i oddaje ciepło przez warstwe materiału. Wełniane skarpetki chyba straciły magiczne właściwości z biegiem lat, a polar HiM** z serii ThermalLite to tylko nazwa i ładny hafcik. Dobrze, że rozpłaskany na klacie kot w imię swej własnej, hedonistycznej przyjmności przeoczył fakt, iż część swego ciepła oddaje mi
niachhh, niachhh w klate ciepło . Szczęściem mym, iż z nosa mi nie kapie, do bólu głowy przywykłam od kiedy noszę źle dobrane okulary, tylko jednego nie potrafię zrozumieć. Po co ten wredny krawężnik rzucił mi się do kostek? Z tego wszystkiego noga, która z założenia spędzić miała jakoś ostatnio 2-3 tyg w gipsie znów mnie boli, tym razem w połowie długości piszczeli – ciekawe, który tym razem przyczep mięśnia odmówił współpracy…
Hooołłl, Hołłłł Meeeryyyy Chri tfuu tfuu jedyna merryyy może być krwawa pod warunkiem że z pikantnym sokiem, a wszystkim czytającym wesoły świąd i choinka na drogę.
Frazy wyszukiwarek mnie zabiły grudzień 23, 2008
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, głupawka, Internet, rozmyślania
1 comment so far
Aaa no właśnie, czego to ludzie nie próbują znaleźć w Internecie. Wiem – wszystko da się znaleźć [no może poza arkuszami maturalnymi przed maturą - a szkoda], a skoro można znaleźć to szukają. Na moją stronę za pośrednictwem hit’ów google.com weszli ludzie szukający:
kurwa – ten jakże wymowny i pełen treści wyraz zaprosił do mnie najwięcej czytających
wesołego święta godowego – noo to mnie zaskoczyło, ale niech będzie
zatoka napierdala – a to mnie szczerze rozbawiło i wpędziło na 5 minut w atak śmiechu
Pociesza to, że część ludzi zagląda tutaj szukając medyczych tekstów wyszukując wykresy FT czt FV lub chcąc przeczytać opis PEA – jakże mi przykro że nie znajdują tu odpowiedzi – łącząc się z bólu ze wszystkimi umęczonymi poszukiwaczami mądrości z Internetowych stron ogłaszam, iż nie jest to blog o kurwach i medycynie więc spierdzielać na forum ginekologiczne
Znajdź kota… styczeń 6, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, koty, rozmyślania, zmęczenie, życie
1 comment so far
Notka wielowymiarowa – chciałabym, mieć więcej czasu na pisanie, ale sesja to zły czas by znaleźć czas na cokolwiek poza krótką przerwą na herbate i kilka machnięć rękoma, by poprawić krążenie.
Siedzę jakiś już czas sama, bo Kot która uczyła się cały czas ze mną pojechała na swoje egzaminy, nikt nie uśmiecha się zza drugiej strony stołu, nie podkrada pisaczków, czy nie rozprasza stukaniem w klawiaturę. Tylko koty buszują demolując mieszkanie, które od progu wita warstwą siwego puchu na podłodze i meblach oraz stertą naczyń w zlewie, nieubłagalnie uświadamiając ze czas zniknął między stronami podręczników.
Znajdź kota na obrazku tak dla fun’u

Taaa, wiem Kot w Poznaniu ale o Uaithne chodzi, taka pręgowana kotka.
Wracając do pierwotnej formu notki. Kwestia druga. Po powrocie z jakiejkolwiek dłuższej przerwy w zajęciach na uczelni stwierdzam, że… coś z tymi ludźmi jest nie tak. Jeżeli tak dalej pójdzie po przerwie zimowej pomiędzy V a VI semestrem pozostanie wokół mnie moze z 5 osób, których nie będę uważała za totalnych idiotów. Cóż rezultat i tak lepszy niż po liceum, gdzie – eehhh szkoda gadać. Najprawdopodopodobniej wszystko znów wynika z przesilenia sensorycznego, wszystkie drażniące mnie obrazy, zachowania czy inne docierają do mnie i odbijają się od moich neuronów ze zdwojoną, albo o n-tej potęgi podniesioną siłą. Pragnę dnia na głębokie Ufffffff i zlew na wszystko.
Czas taki jak dzisiejsze 15 minut, kiedy w głowie cichy szum morza nad którym byłam, nie wstajac z kanapy, kiedy wielkie skrzydła chłoną ciepłe promienie słonca, kiedy ogon zakorzeniony gdzieś w jądrze ziemi. Kiedy ja kocio-ludzka hybryda ze szkalopiórymi skrzydłami jestem TAM. Płonące świece. Potrzebuję wiecej tej energii i wiem, że mogę ją mieć, wystarczy popracować – ale na prace nad sobą też potrzeba mi sił…
Znaleziony kot?
I to dziwne drżenie rąk… styczeń 11, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: rozmyślania, w blasku świec, wartości, życie
add a comment
Zawsze kiedy postanawiam pracować nad sobą nie musze czekać długo, by stało się coś. Wystarczyło bym kilka dni wstecz prosiła o spokój, siły i czas siedząc, medytując przy blasku świec. Bym dziś myśli poświęciła planowaniu – organizowaniu wewnętrznych porządków i zmian. Chciałam i mam, znów to, czego pojąć nie mogę, opanować póbuję, a zarazem boję się schwycić, coś co siłą powala, zniewala i więzi, coś przed czym pragnę uciec zamykając oczy i szepcąc niewiadomo skąd znane _ochronne zaklęcia_
Co się stało? Kiedy będę potrafiła opanować na tyle siebie i _moc_ by móc otworzyć oczy i wiedzieć, a nie czuć tylko lęku, chłodu nie moich łez – uczuć nie moich, słów, cieni…
Kiedy chęć samokrztałcenia i samodoskonalenia będzie na tyle silna, że chwile takie jak ta nie sprawią znów…
Nie teraz, nie przyszyszła widać jeszcze pora na kolejny krok. Oddana Jej, w kolejną pełnie proszę znów o czas.
Z tygodnia wycięte styczeń 17, 2009
Posted by eremis in AMG news, Gdańsk life, Od tak po prostu.Tags: buc, choroba, ciut absurdu, głupawka, koło, o sobie, studia
2 comments
Ohh się działo! I nie mowa tu o kolejnym finale WOŚP czy jakiejś tam aferze rządowej. Kara przyszła na pogańskie plemie z dzielnicy B. Błaaaa, hahahaha. A na poważnie to poskręcało mnie, szlag mnie jasny trafił, mistyczna cegła z drewnianego kościoła pierdolneła mnie centralnie w L3 – L4. W środę przekonana, że mam zapalenie korzonków, które nota bene było dla mnie zawsze ciekawą jednostką chorobową, wysoce niepojętną i ogólnie cool, udałam się na oddział by tam usłyszeć, że:
mam zanik odruchu kolanowego nogi prawej,
ból nie przejdzie sam z siebie,
aaa i że Pani Neurolog po tej nodze to mnie nie głaszcze [mrrrr żem zajęta, żem nie zauważyła] tylko mi się tak wydaje, bo zaburzenia czucia też są – żyć nie umierać. Ucisk na nerw jak się patrzy na RTG z kręgosłupa pokaz sztuki nowoczesnej z rotacją w centrum… Siedzę więc w domku, z na prędce sporządzonym ze słoika i arafatki termoformem starając się udawać, że jest zajebiście bo przecież nie mogę stracić miana Zen Mastera.
Do tego odpierdala mi niepomiernie ale nie tylko mi
Rozmowa Elitarnego poznańskiego [omc inż] Zootechnika przeprowadzona ze mną w drodze do apteki po kolejną dawkę ketoprofenu powala mnie do dziś – ogólnie chodziło o No-Spe, o to, że w weterynarii stosowało się ją wcześniej i ogólnie o farmie, lekach nooooo i lekach spazmolitycznych:
- głupia nazwa spazmolityczne, liza spazmu, rozpad spazmu, jakby spazm był jakąś komórką!
- <<ściana!>>
Ale jakby i tego było mało o północy obudził mnie telefon z _dobrą nowiną_ nie dość, że zaliczyłam koło z farmy [przypomne, iż z pierwszego zostałam wywalona za posiadanie ściągi] to jeszcze na 6 <<WTF?!?!>> Dlatego na horyzoncie pojawiło się kolejnie zobowiązanie, dla podtrzymania opinii kujona muszę, zacząć się bardziej uczyć na egzamin z kardiologii by zdobyć jakąś miłą ocenę. A że większość przedstawicieli gat. ratownik medyczny rocznik 88 wkurwia mnie niesamowicie, stwierdziłam że otrzymanie dobrej oceny będzie lepsze niż próby walki otwartej na riposty z każdym z kolei…

You see it’s been a hard road the road I’m traveling on… styczeń 22, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: buc, cytat, depresja, egoizm, rozmyślania, życie
1 comment so far
Although I’ve mostly walked in the shadows
I’m still searching for the light
Won’t you put your faith in me
We both know that’s what matters
If you give me a chance I’ll try
W służbie “niezdrowia” styczeń 28, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: choroba, ciut absurdu, rozmyślania, wkurw, zmęczenie
add a comment
Było już o Poczcie Polskiej, teraz padło na sąsiedzko-rodzinną branże podwórkową czyli polską służbę zdrowia. Zawsze trzeba narzekać na coś, jak nie na rząd, neudolnych posłów, upadające głowy państw poprzez _aureolowonadajnikowe_ rozgłośnie radiowe, niechaj żem ulżę sobie jebiąc szpitalno-przychodnianą biurokrację.
Całe te kasy chorych to na wstępie porażka jakaś była – mieszkając w 70 tys. mieście łatwo dało odczuć się dysonans między Kasowymi Chorymi a Służbowymi Chorymi – gdzie to członowie policyjno-, strażacko-, sędziowskich-rodzin zrzeszeni w branżowej kasie chorych usługi medyczne świadczone mieli: szybciej, lepiej, taniej i ogólnie zajebiściej. My szarzy ludzikowie 3 miechy staliśmy w kolejce do dentysty mimo, ze napierdalało teraz, już. Jadły te jednostki kasy wiecej niż norma to przewiduje, prace 5 pań z biura teraz wykonywały całe urzędy, Kas Chorych – kas wysoce dziurawych, niestrzeżonych i mało rentownych.
Potem NFZ nie wiem co to za wynalazek, bo im więcej o nim wiem, tym bardziej trwoże się nad zaistniałą sytuacją. Koszyki świadczeń, równe prawa, równy dostęp do pomocy, pomoc całodobowa i inne cuda NIEWIDY! Kolejki po kilka godzin, rejestracja na numerki od 6.30 – 6.39 numerków do lekarza brak! [fakt z dzisiaj]. Refundacje, sranie w banie buuu, szlag trafia. Do tego papierki – skierowania, zaświadczenia, kartoteki, ochrona danych.
Jak 2 tyg temu pierwszy raz wylądowałam na KORze z ostrą rwą kulszową nic mnie nie dziwiło… Nie chodzić, leżec, odpoczywać – jasne kurwa ale jak? Aby kontynuować leczenie, czyli połozyć sie na oddział naurologii w celu głębszej diagnostyki [MRI] i ewentualnego zaopatrzenia neurochirurgicznego potrzebne mi skierowanie. Rzecz święta i zajebista, władzę nad którą sprawuje GP – potocznie i po polskiemu lekarz rodzinny. Nie posiadam takiego bo po ch** self medicated rządzi więc grypa i inne cholerstwa nigdy nie były mi straszne. Więc dupa z leżeniem, trza wypełnić deklaracje i seee wybrać lekarza. Dupa, ze moze to zrobić jakaś tam osoba trzecia,bezpośrednio upoważniona do tego celu – nieeee przychodnia X życzy sobie obecności osobiście tylko po to kurwa by pani w okienku dac papierek i tak wypełniony wcześniej w domu!
Jakoś tak było ze drugi raz trafił mi kręgosłup szlag i znów KOR – teraz to na gwałt trza mi GPowskich skierowań – oddział neurologii i klinika rechabilitacji. I co czek schorowanego człowieka który NIE może chodzić. 6:30 rozpoczyna się rejestracja więc o 6 z malym haczykiem czeka sie juz w kolejce by o 6:39 uslyszeć że numerków nie ma, a czemu nie ma bo pod okienkową ladą żyje mały zeszycik w który wpisywani są ludzie z wyprzedzeniem, nastepny wolny termin 4 luty – jakby kurwa nie mogli mi tego tydzien temu powiedzieć, nie ruszałabym dupy do czasu wizyty i byłoby zajebiście a tak to z 3 razy lazłam do tej przychodni z nadzieją, że może lekarz mnie przyjmie i wypisze skierowanie… Oczywiście jak już udało mi się dobić do gabinetu co usłyszałam – że mi odjebało żem się ruszam, nooo nie tymi słowami ale fuck!!!!!! kurwa mać.. po pip*** te problemy gdzie 6 lat studiów i primum non nocere zgubiło się w algorytmach urzedasów i administracji? Co za idiota po zarządzaniu siedzi w ministerstwie czy NFZecie? Dlaczego to na oddział nie może od tak po prostu skierowac lekarz SOR? Dlaczego mimo iż rechabilitant i neurolog widzieli mnie juz na oddziale nie mogli oni zacząc leczenia bez głupiego skierowania od rodzinnego?
Płetwy i w miare ruchliwe konczyny mi opadają.
Nie mam siły myśleć co dalej cieszy tylko to, ze lekarze, ratownicy i inni siedzacy w tym bagnie wiedzą, że to BAGNO i to śmierdzące… ciekawe tylko kiedy ktoś z tym skończy.
W finale dodam, ze w świetle zaistniałych wydarzeń zostaję anarchistką – sprzeciwiam sie wszelakim formom organizacji i administracji oraz zbytniego formalizmu!
Brrr niech mi przejdzie wkurw zanim pójde na praktyki – bo karty przewozowe i inne bajery w przeciwnym razie doprowadzą mnie do szału.

Control freak styczeń 31, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, depresja, wkurw, zmęczenie, życie
1 comment so far
.. no właśnie jest ze mnie. Nie będę płakać, bo teraz nie na to czas. Będę planować to co wokół mnie i to co wokół innych, a gdy nie będę znać odpowiedzi – zacisnę zęby i nie będe płakać, mimo iż brak kontroli i niewiedza to najgorsze co może mnie spotkać.
Dopadł mnie dziś leń, len depresyjny leżąc pod kocem wkurzałam się, że nie “wykonuję zaplanowanych zadań” bo plan nie zostanie wykonany, bo korzyści nie będzie. I jak tu popaść z depresje, skoro wkurw na siebie większy. Z tej energi samodestruktywno-tworzeniowo-depresyjnej postała strona…
Jeden punkt z planu wykonany.
Albo przestane się kontrolowac i wreszcie pozwolę sobie na chwilę wypoczynku albo wykonam wszystko “13 prac” i za tydzień padnę pyskiem na ziemię…
Dyżurowabieganina i podyżurowa zemsta kotów… luty 11, 2009
Posted by eremis in AMG news, Gdańsk life.Tags: brak czasu, medycyna ratunkowa, pośpiech, studia, wkurw, zmęczenie, życie
2 comments
To praktyki oficjanie mogę uznać za rozpoczęte, trwające i w pełni rozkwitające. Od wczoraj siejemy wraz z Wyrkiem, M.W. i AnĄ postrach na korytarzach woj. szpitala im. Kopernika…
Koniec drugiego dwunastogodzinnego dyżuru przypadł na jego jedenastą godzinę. Dziś spokój, 14 pacjentów chirurgicznych, reszty nie liczyłam siedząc na SOR-chir. Bo coś takiego jak róznowaga nie istnieje – takie odbicie za wtorek, kiedy to o 15 znalazłam 5 minut by w biegu chwycić w rękę śniadaniową kanapkę.
Było szukanie wacików: “Kici, kici włochate skurwysyny”. Tłumaczenie chłopcu przed zabiegiem, że tak musi mieć dwa jajka bo tata też ma oraz kwintesencja pracy na SOR-ze czyli mycie pacjentki. Ahhh minęłam się z powołaniem, w tych gumioookach, płaszczu z gumy i maseczce czułam się w swoim żywiole, mogliby nam tylko radio puścić i 1/2 zaniedbanego świadka [co by nie napisać bezdomnego] Trójmiasta, byłaby czysta i pachnąca… Oberwałam G! w płynie, bo nie ma to jak lewatywa i córka z lepszym refleksem niż mój.
Do tego koty by odwdzięczyć się za samotne dnie w domu podarły mocniej tapetę oraz wyciągnęły rzeczy z szafy po czym osikały je, celowo pisze w liczbie mnogiej bo nie wiem który to….
Jestem zjebana, zgłaszam brak czasu na cokolwiek, wkurw pogłębia fakt, ze żabronka otwarta tylko do 21 i nie mam sobie gdzie i kiedy kupić jedzenia w słoikach, bo po powrocie o gotowaniu mowy nie ma. AaaaAaaa no i Maskota nie szybko wróci.
I kto się mną zaopiekuje???
Bo 14 równa się 12 luty 13, 2009
Posted by eremis in AMG news, Gdańsk life.Tags: brak czasu, ciut absurdu, medycyna ratunkowa, studia, życie
add a comment
Noo to dyżur uznaję za zakonczony. Dziś tylko potwierdziła się reguła ze równowagi nie ma – chirurgia oblegana była cały dzień, po 10 kart na stole blisko 5h czekania na samą konsultacje lekarza, do tego do obskoczenia zabiegówka… Pobijam rekordy w przygotowywaniu sterylnego stłu do szycia, łatania i haftowania, a odsysanie pacjenta wpływa wyjątkowo na moją empatię powodując rytmiczne odruchy wymiotne…
Na zakończenie usunięcie tkanki martwiczej u pana z zgorzelą gazową, SOR postawiony na nogi, mały kordon sanitarny, sam szef szefów się stawił i ja jako studentka z wielką torbą renimacyjną bo pani /anastezjolog/ stwierdziła, ze Ona nie wie co gdzie jest i ja mam być… usypianie pana i — sterylizatornia, a że zamknięte to mamy 1 w nocy a moja pralka na 90 stopniach pierze 4 białe kubraczki studenciaków.
P.S. Ale za to dostaliśmy dziś z Panem Chirurgiem jako gabinet Sor-chirurgiczny ogromną czekoladę, bo u nas się pacjentce podobało i otrzymała “fachową” pomoc
Aaaa i motyw domowy – Maskota nie pozwalała mi się uczyć na niej wkłuć ze względu na gre na hafrie i to, ze dłonie muszą jako tako wyglądać. Dziś skrzypaczka od wejścia darła się, ze nie pozwala na założenie venflonu w dłoń
swoją droga na czoło za całokształt bardzo chciałam jej tego “motylka” przyczepić…
Hasło na jutro: Zen Kurwa i jeszcze tylko 3 dni
Euforia… luty 14, 2009
Posted by eremis in AMG news, Gdańsk life.Tags: depresja, kultura, medycyna ratunkowa, o sobie, rozmyślania, studia, zmęczenie
add a comment
mija i jedyne na co masz ochotę to rzygać – parafraza wypowiedzi kolegi M.J. doskonale opisuje wydarzenia dnia dzisiejszego… Problem w tym jedynie taki, iż euforii nie było i nie będzie. Ciężko było mnie zadziwić, zainteresować czy zaszokować, więc i teraz tak było. Dzień spod znaku sali internistycznej, tej pod którą – jako jedyną – zawsze do późnych godzin i bez przerwy stoją pacjenci, a najcześciej tłoczą się tworząc jednolitą czarną mase. Dziś spokojnie, brak kart układanych na stosie, spokojna niemal przychodniana kolejeczka, niemal żadnych przestojów. Niby można mówić, że nudy ale mi to odpowiada – chęc sensacji, sikającej krwi i dramatycznych scen śmierci zostawiłam chyba gdzieś w okolicach końcówki gimnazjum, czyli z jakieś 5 lat za sobą… Ale był to również dzień, w którym popatrzeć można więcej pogadać, posocjalizowac się i co wychodzi na jaw? To, że każdy z niemal 20 osobowej ekipy ma _coś_ do nas. I nie łaska powiedzieć tego w oczy, tylko za plecami słyszy się historie i historyjki – nota bene po 4 dniach na oddziale to w chuj, kurwa duzo o nas wiedzą… Okazuje się, ze oceniani jestesmy przez nich [z polecenia oddziałowej] nie pod kontem umiejętności i ewentualnej przydatności do przyszłej pracy własnie w tym zespole, na tym konkretnym oddziale ale przede wszstkim jako zagrożenie czy KONKURENCJA. Nie rozumiem i chyba nie chce mam jeszcze przed sobą 1,5 roku nauki i obronę dyplomu, która nie musi mi się powieść, co w życiu za owe 18 miesięcy będę robić zadecyduje los i humor jakiejś może tam komisji rekrutacyjnej, jakiejś tam uczelni… Jendym słowem Zen Kurwa nie wytrzymało i poszło się jebać.
Od pretensji za gówna najmniejsze, po wypowiedzi ochraniacza [wspominany wczesniej gatunek 60 letniego pana z 2 gr. inwalidzką robiącego za ochronę] wydawanych za moimi plecami – swoją drogą to ja kurwa głucha jestem? – oraz opinie przeróżne i zjeby odbierane za lekarzy…
Mam dość całą przyjemność pracy odbietają człowiekowi ukłay i układziki, szepty i podszepty, kopanie i – reszte można dopisac samemu… I w dupie mam to że zdiagnozowaliśmy na dyżurze 3 zawały STEMI i przytomnych pacjentów do dobrym stanie odesłaliśmy na AMG, nic to, że znaleziona została niemal bezobjawowa zatorowość płucna [kurna ani pół duszności, nic!!!!!] Cała radość poszła w piz du i o kant dupy roztrzaskać…
I siedziałam w pustej sali a obok Mateusze i AnA a łzy ciekły same, łkałam jak małe dziecko, niemogąc złapać oddechu spijałam gorzkie łzy – zdarza się najtwardszej puściły nerwy. Wytrzymałam jeszcze kilka godzin. Wsiadłam do tramwaju, w ręku trzymając róże która mimo, iż zmęczona zwiesiła już głowkę urzeka barwą płatków. Zapatszona w odcienie karminy, bordo mieniące się w wieczornym półmroku miasta, minęłam kolejny zakręt i znów po policzkach pociekły łzy… Klatka piersiowa mi nie zadrżała, oddech nie zmienił tępa, serce biło niemal leniwie, a łzy ciekły same tworząc smugi, które bolesnymi ukłuciami przypominały o nadmorskim mrozie. Nie chciałam plakać a mimo to nie mogłam powstrzymać tego. Bo to nie był płacz…
Znów upadło coś roztrzaskało się w pył i tak naprawde podtekst jest większy niż odległośc stąd do Kalkuty – trzeba będzie się pozbierać, znów odbudowywać wiarę i karmić się tym, czego już prawie nie ma.
Mam dość jestem na skraju wytrzymałości – stanie prosto z podniesioną głową jeszcze nigdy tak nie bolało. Wśród śmiechu i dobrej zabawy, nauki i praktyki znów coś co z życia chciałoby się wyrzucić, obłuda, fałsz i… życie kurwa życie a nie jebany Zen…
Boli mnie kazdy mięsień – a sąsiedzi jeszcze sobie imprezują – i to kurwa na korytarzu. czekam na wodę, biorę kąpiel i jakby co dzwonię po policję, mam dość i już nie obchodzi mnie nic!
Z dedykacją w ten wyjątkowy, zwykły dzień :* luty 14, 2009
Posted by eremis in Uncategorized.1 comment so far
Koniec luty 15, 2009
Posted by eremis in AMG news, Gdańsk life, Niekompatybilność ze światem?!.Tags: depresja, medycyna ratunkowa, o sobie, rozmyślania, studia, zmęczenie
add a comment
Wreszcie! Mam już dość jestem wyprana i brak mi sił na cokolwiek.
Wróce tam jeszcze jutro spotkać się z ortopedą, jak dobrze pójdzie, który wypowie się w sprawie mojego kręgosłupa oraz pogadać z oddziałową w sprawie pisemnych opinii na nasz temat… Po tygodniu ciężkiej pracy zazwyczaj 12-14h/dobę połączonej z 40 minutowymi dojazdami do szpitala, odżywieniem się tylko i wyłącznie kanapkami stwierdzam, ze służba zdrowia zdecydowanie jest instytucją z którą zawodowo ze względu na pasje chce się złączyć ale kurwa bez przesady… System 24h w pracy 48h przerwy bardziej mi odpowiada pozycja lekarza również…
Poza tym połamałam się jak krucha gałązka w rękach małego urwisa. Psychika nie wytrzymała przy tym natłoku i zmęczeniu fizycznym. Liche fundamenty, które jakoś od października się trzymały teraz upadły. Posypana, w kawałeczkach poprosiłam o coś – cóż nie można mieć wszystkiego.
Nie chce czekać. Mam dość. Ahhh a kiedyś nie byłam depresyjnym charakterem…
Własne 4 kółka i pentagram w tle… marzec 1, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, głupawka, samochód, życie
2 comments
Długie i pracochłonne poszukiwania własnego środka transportu zakończyły się wczoraj mamy nadzieję pełnym sukcesem… Uzbrojona w dwóch mężczyzn w tym jednego dlugoletniego kierowce stara potem TIRa i mechanika, pojechaliśmy straszyć właściciela, Pan okazał się Panem z domkiem, żoną i dziećmi. Dał się potargować, z ceny zjechał iii mamy
czarny rydwan nocy tylko pana Krzysztofa trzeba stamtąd wyprowadzić i wnieść troszkę dymu szałwi, czerwonych niteczek i jakiś pentagram. Ale mały jak powiedziala Maskota, co by babcia nie zauważyła
Jutro rejestracja i sprawy urzędowe i w drogę do Gdańska – brrrummmm

Każdy rytm w końcu pogorszy się do takiego, który znasz i który umiesz leczyć… marzec 4, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: o sobie, rozmyślania, samochód, wkurw
1 comment so far
a jak nie to zonk!
Zawsze mi się pogarsza pod nieobecność Kota, Kotu chyba też, bo staje się przytulasta po powrocie, zostawia listy i częściej mówi że potrzebuje…
To coś na zasadzie tych medycznych potrzeb niewyrażonych, gdy jesteśmy razem jedna drugą trzyma w ryzach i wszystko przybiera sielankowy obraz. Tylko zatrzymana na chwilę dłoń i wyszeptane “jesteś mi potrzebna” wskazują, ze wewnątrz toczy się walka, walka ze światem, samym sobą i chaosem myśli. Dziwny bój do którego stanąć można tylko wiedząc, że obok w łóżku po całym dniu zmagań będzie czekać Ona. Dziś obie nie miałysmy siły na walkę z losem i naginanie przeznaczenia _pod nasze_, ale zawsze gdy jest gorzej wychodzimy na prostą. Dziwiło mnie to gdy mieszkałam z Rodzinką i Babcią, problemy były tym spoiwem, które tworzyło z nas jedną silną nierozerwalną masę. Teraz też, gdy tylko obie upadamy, zawsze ta druga podnosi. Obie leżymy a mimo to krzyżujemy dłonie by podnieść nie siebie, by unieść partnerkę i stanąć wspólnie, niemal jednocześnie…
Przepraszam za złe słowa i dąsa za drewnianą, kurka jak pomyślę ile trzymasz ją miedzy nogami to dąs powraca ale co tam. Dziękuję za POKoTa 951 i wspólnie wybrane nowe kapcie dla Niego…
Aaaa POKoT to nasze autko
od rejestracji, taki mu ładny numerko-cyferek dali.
Bo wiedziałam, że kot nie może byc głupszy od psa marzec 5, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, głupawka, koty
add a comment
dumniejszy jest i to w 100% ale napewno nie głupszy!
Mam kota, który aportuje!!! Zaciekawiło mnie to nie mniej ponieważ ostatnio udało mi się brać udział w treningu z psami ratoniczymi, krótko: banda bab zamkneła mnie w szafie a potem psy mnie szukały, jak znalazły rzucało się pileczkę, piesek przynosił i tak kilka razy. Pal już licho fakt że lata odnajdywania własnej tożsamości poszły się pierdolić jedego przedpołudni, bo znów wylądowałam w ciemnej jak murzyna D. szafie
Ale wracając – kot mi aportuje! Szarą myszkę rzucać można Uaithne z 30 razy, a ona cały czas bierze ją w pyszczek i przynosi, wczoraj tam przez pół godizny przynosiła mi wymemlaną, oślinioną zabawkę do łóżka. Na końcu dołączył sie i Siva ale po 4-krotnym przyniesieniu myszki stwierdził chyba że uwłacza to jego kociej godności i co najwyżej mogę go za uchem z kwadrans podrapać a potem wrócił do spania na szafę…
Wszsytko mi opadło, ciekawe czy Uaithne umiałaby chodzic na smyczy, bo na ramionach się rozkłada i tak leżąc przez ramię chodzi z Nami po mieszkaniu i z góry przypatruje się co akurat robimy – gotowaniu najbardziej. Swoją szosą zobaczymy kiedy skoczy mi z ramion wprost na talerz
Marzenia ściętej głowy… marzec 8, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: harfa, koncert, koło, marzenia, o sobie, rozmyślania
add a comment
Ściętej – bo najchętniej odłożyłabym ją na stolik obok łóżka a sama schowała się pod kołdrę.
Wpadł mi wczoraj do głowy szalony pomysł, by wylecieć do Irlandii, spotkac tam ludzi ze szkoły harfy, odebrać Basię i dwa, może trzy dni spędzić wśród _zieleni_. Baś podchwyciła i zaproponowała tripa do Belfastu przy okazji załatwić trochę urzędowych spraw.
A ja dziś zbudzona w kiepskawym humorze i stanie fizycznym popłynęłam gdzieś myślami, które nic chciały pozostać tuż przy notatkach z farmakologii. Chcialabym żyć ciut innym życiem, medycyna była tym co mnie fascynowało a praca ratownika daje mi jakieś tam małe przyjemności, ale nie za wiele… Mogłabym zostac w domu, uczyć się całe życie, robić zdjęcia i z tego żyć, mieć czas by wsiadać z Baśką i dzieciakami do średniego vana i jeździć po kraju na koncerty… a zimą poza sezonem, urządzać wystawy, czytać ksiażki, czy opiekowac się staruszkami w ich domach – od tak by zarobić na nastepny miesiąc…
Chyba marzy mi się wolny zawód, bycie niezależną od dat, godzin – aaa bo budzikom i kalendarzom śmierć…
A jutro znów na 8 trzeba być w szpitalu.
Wiewiórka, para kotów i oposów :) oraz fotograficzny “haj” marzec 17, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, fotografia, głupawka, koty, marzenia
3 comments
Podkuszona subtelnym łechtaniem mej dumy i delikatnymi aluzjami dotyczącymi mojego _pseudo_ talentu fotograficznego wykonałam dziś hiper, ultraszybką sesję zdjęciową z udziałem A. (O.)
Musiało rozpocząć się od katastrofy bo jakże inaczej, od progu rzuciłam “wypuść Oposa, koty jakby co uciekną” Przekonanie moje, iż koty obyte z obecnością psa nic nie zrobią sobie z obecności kolejnego czworonoga na 20 m2 mieszkania, okazało się być wyjątkowo ulotne. Trzymając jeszcze w ręku klamkę usłyszałam seryjne łup, łuuuub, srru, srru, trach i dźwięk kręcącego się czegoś… Mina A. była conajmniej pięcioznaczna więc wsadzając głowę do pokoju zobaczyłam tylko Sive z postawioną sierścią siedzącego na TV i właśnie Jego jako sprawce całego syffuuu wzięłam na ręce i wyniosłam do sypialni na szafę, aleeeeee
Ale jak się okazało, sprawczynią bałaganu była Uaithne, która to jak tylko zoabczyła psa postanowiła z parapetu wskoczyć na stół przewracając przy tym kubek herbaty na moje książki, notatki i lapa, a następnie prosto ze stołu wskoczyć na szafe że jej to nie wyszło, zawisnła na szafie spadając zwaliła wszystkie segregatory i uciekła za łóżko chowając się w finale w jego skrzyni… Po kocie została tylko mgła a na podłodze toczył się majestatycznie duży kubek. Wycierajac pospiesznie panele uslyszałam w/w sprawozdanie cały czas zastanawiając się dlaczego A. o kocie którego widziała, jak wynosiłam na rękach mówi per. mała wiewiórka – do piero po chwili zjarzyłam ze nie o to zwierze chodzi… Tak więc doprowadziłam fotografowaną osobę do stanu totalnego spięcia połączonego chyba z wyrzutami sumienia i czym innym, bo nawet Oposowi nie pozwoliła pobawić się kocią piłeczką. Tak ogólnei to nie ja doprowadziłam tylko kot Maskoty
Mimo to moge stwierdzić iż zdjęcia się udały… Modelka po tym jak już ścierpła siedząc usilnie w jednej pozycji postanowiła się ruszyć a ja bezczelnie wykorzystałam to pstrykając kilka fotek…
Oczywiście wyszło znów ze nie znam kierunków – bo jak tu powiedzieć że prosi się o pochylenie głowy w lewo jak mi o to drugie lewo chodzi?! A w finale dodam, iż w drodze są do mnie dwa hhhAmerykańskie obiektywy co Canon Rebel Txi – 300mm tele i asferyczna 80mm
jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa i w najbliższy ciepły, słoneczny weekend porywam Maskotę na klify lub uciekam z Nią na harfowanie do miasta robiąc przy okazji ujęcia starówki do oferty
Aaaaa i psiakom na treningu zrobię zdjęcia!
Będę robić dużo zdjęć, będę sławna a jak nie to chociaż będę dawać znajomym fajne prezenty. Mogłabym żyć z fotografii!
Noo i żeby było zwierzeco jak na tytuł przystało – fota!



Odkopane w starej płycie… marzec 18, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: wartości, życie
add a comment
.. i tak myślę, ze doskonale oddaje to co chce Ci teraz powiedzieć!!!!! Już jutro
Modliłeś/aś się kiedyś o to by… marzec 23, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw, Niekompatybilność ze światem?!.Tags: rozmyślania, samochód, wkurw, życie
1 comment so far
… poduszka powietrzna nie wystrzeliła?
Jestem kurwa kierowcą zajebistym! Śmierć w oczach i krzyż z zniczami mijany jakieś 2 metry dalej… Nie żebym jechała hiper szybko, powiem nawet że prędkość miałam NADwyraz przepisową ale ten zakręt to – brrr na samo wspomnienie.
Chociaż ABSy mam dobre, ale jak mnie zarzuciło to już widziałam się zaparkowaną na drzewie, a jak do tego włączyły mi się światła awaryjne to już zbladłam, a do tego kontrolka poduszki mi się zapaliła i zaczęła przeraźliwie świecić pomaranczowym blaskiem to jedyne o czym myslałam to, by nie odpaliła, bo wtedy na bank wyladuję w lesie… Najdłuższe 15 sekund życia!
Pierdole więcej tamtędy w deszczu na zimowych oponach nie jadę!!!!!!
Turboratownicy w akcji… marzec 28, 2009
Posted by eremis in AMG news, Gdańsk life.Tags: ciut absurdu, głupawka, o sobie, studia
2 comments

“Bo ja was bym najchętniej w ramkę wstawiła” – to byłoby bezpieczniejsze
[najlepsze taką stalową z mocną kłudką]
Oto Ci drodzy Państwo za rok dbać będą o wasze zdrowie – błaaaahahahahaa
“O seksie” marzec 29, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: rozmyślania, wartości, życie
add a comment
„Nikt nie umie pisać o seksie”, przeczytałam w komentarzu krótkiej notki na ten temat zamieszczonej na _cidziennieczytanym_ blogu. Czy aby naprawdę? Wszystko zależy od tego co chcemy powiedzieć, zawrzeć w temacie i podkreślić.
Nie będę siliła się na polemikę, opisy miłości, uczuć czy tego wszystkiego co czuć w powietrzu gdy dwa spragnione ciała wreszcie osiągną wspólny cel. Będę pisać w inny sposób. Inny, inny…
Bo na poduszce odciśnięty pozostał tylko ślad, wilgotny pachnący szamponem i świeżo umytymi włosami. Miejsce gdzie leżała wychładza się powoli dając jednak to uczucie promieniującego ciepła. Przyciskając do siebie jeszcze mocniej poduszkę, wtulając nos w pachnącą pościel zasypiam. Pocałunek na pożegnanie i ucieczka w kraine Morfeusza ze świadomością, że… wróci. Spokój i odprężenie, a w snach doskonale słyszę równy oddech i bicie serca.
W brew pozorom liczy się coś więcej niż orgazmy, statystyki i porównania droga w-i-a-r-o. Pytanie ogranicza się jedynie do punktu: Czego Ty oczekujesz i kto może Ci to dać, i dlaczego właśnie ta osoba?
W znaku zapytania marzec 30, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: marzenia, o sobie, rozmyślania, wartości, życie
1 comment so far
Zastanowiło mnie co jest spoiwem związku, tym czynnikiem X, który winna zawierać każda para decydująca się na wspólne życie. Czy jest to mistyczna miłość, uczucie opisywanie, gloryfikowane, określane, a nadal niesprecyzowane? Chemia mózgu, feromony? Do niedawna uważałam, że jest to zwykła umiejętność bycia razem, spędzania wspólnie czasu 24 godziny na dobę. Myślałam, że to wystarczy. Ale mijają lata, tajemnice przestają nimi być, ciemność na strychu już nie jest straszna, serca rytm na ¾ dobrze poznany – niedopomylenia. Przestajesz wtedy żyć w znaku zapytania, oczy każdego ranka otwierasz tak samo trzeźwo wiedząc, że nic nie jest Cię już w stanie zaskoczyć a mimo to… Zamykasz je znów, dotykasz miękkich włosów i stwierdzasz, że nie możesz odbić na powiekach obrazu twarzy ukochanej osoby i wtedy ponownie, przez wpół uchylone powieki obserwujesz jak śpi, próbując zapamiętać obraz malowany przez poranne cienie. Czy to właśnie jest istota miłości? Ta świadomość, że znacie się tak dobrze, że czytacie w sobie jak w otwartych księgach a mimo to każdego poranka, każdego dnia dostrzegacie coś nowego? Co stanie się kiedy poznasz wszystko? A może pasja – wspólne zainteresowanie – sobą, światem, muzyką… Przyśpieszone oddechy podczas wspólnych wędrówek, wieczory przy świecach. Jak silna musi ona być? Jak głęboko musisz spojrzeć w oczy by zobaczyć w nich płomień i jak długo będzie on dostrzegalny? Pragnienie siebie, swoich ciał, pożądanie umysłu i myśli. Kiedy leżąc obok opuszkami palców badasz niemal każdy centymetr ciała. Czy to minie kiedy stworzysz idealną mapę Jej ciała? A może pryśnie jak mydlana banka kiedy w dobrze znanych nutach przestaniesz słyszeć piękno lub wschodzące słonce przestanie odbijać się ciepłem na twym policzku. Dojrzałość, rozsądek? Trzymał ich razem ponad piętnaście lat, ale czy tylko on? Dzieci, obrączki, funkcje jakie musieli pełnić i świadomość jakie cele postawili przed nimi uczeni i filozofowie. Czy to pozwoli trwać dalej nawet tysiąc lat? Obowiązkowość, szczerość i wiara że wspólnie sprosta się wszystkim oczekiwaniom, bo wspólnie łatwiej i raźniej. A może po prostu nie jest tak zimno w nocy, stopy nie marzną wystając zza kołdry. Dom nie jest tak pusty i sterylny bo wypełniony śmiechem i gwarem, krokami przedszkolaków i ich małymi problemami. Mija 20 lat, minęło bo już wiele lat temu zorientowali się, że boją się zmian. Nawet kolor ścian w ich sypialni pozostał niezmienny… Zatem pytanie _niemoje_ co jest granicą, która wyznacza to magiczne „reszta życia razem”. Ślub? Zaufanie? Co predysponować będzie do tego by wolnym od strachu stwierdzić – z tą osobą już na całe życie…
„Tylko pytania dzisiaj brzmią prawdziwie, żyjemy w samych znakach zapytania”
(Anna Kamieńska)
Cytaty z 1-kwietniowej rocznicy :) kwiecień 1, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, rozmyślania
3 comments
Nie chciałabym, byś przestała mnie kochać, bo kochanie Ciebie sprawia mi przyjemność…
Wszystkiego najlepszego z okzaji dwóch lat pozbawienia wolności!
Nie ma jak to życzenia od _ukochanej_ osoby
A ja kupiłam kwiaty… zero oryginalności z mojej strony.
Słowa i refleksje… kwiecień 5, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw, Niekompatybilność ze światem?!.Tags: ciut absurdu, o sobie, przeszłość, rozmyślania
1 comment so far
Lubie czytać, to co pisze A. vel w-i-a-r-a, nie potrzeba mi do tego tłumaczenia, czas nauczył mnie Ją rozumieć. Choć zawsze – zawsze mam ochotę dodać coś od siebie. Dla siebie i do siebie!
No podejdź do mnie. Chodź, czego się boisz? Wiem, z bliska już nie będę tak atrakcyjna, no ale przyznasz chyba, że bylejaka nie jestem. Z bliska i tak wiele nie zobaczysz. Poza kilkoma draśnięciami na rękach i dziwnymi siniakami na udach, mam gorsze rzeczy do ukrycia.
Własne tajemnice, sekrety osobisty cmentarz, którego lokalizacji nie zdradzisz, bo to nielegalne… Oczy wpatrzone w jeden punkt i myśli, które starasz się wyrwać z mojej głowy. Usmiech, ciche westchnięcie, delikatne dotknicia dłoni. Pamiętam niewinność pierwszych muśnięć. Wiem czego sie obawiam, a co budziło strach w Tobie? Kiedy zapominasz o dzieciństwie i ukochanej rodzinnej patologii, której nigdy nie zdradzisz? Kiedy podniesiony ton i siniaki przestaną budzić w nas złe wspomnienia
Chodź, zobacz jaka jestem napalona. Czujesz? Widzę jak Ci się oczy błyszczą. To feromony Moja Droga. Miłość pachnie inaczej. Nie wiem czy pachniesz, zbliż się! Weź mnie, no już! Chcę czuć Twój język. Chcę żebyś mnie zjadła z nieukrywaną żarłocznoscią. Przecież mówili, że owoc pożądania smakuje najlepiej… najlepiej tego zakazanego. Nie całuj, tylko mnie BIERZ.
A jak smakuje pożadanie dla Ciebie. Kiedy przybiera cierpko-gorzki smak, a kiedy czujesz tylko słodycz? Nie rozumiem Cię i nie chce. Dam poprowadzić swoją dłoń, nie podniose głosu. Czasami dam się po prostu dotykać, by drugiej nocy mieć pewność, że pozwolisz mi na to samo. Weź ze wszystkimi łzami, myśli błądzącymi dalej niż sięga blask księżyca, stosem błysków, uśmiechów i szalonych myśli… Pasjami, namiętnościami. Wieź, ciesz się, nie planuj – nie żadaj, nie pożadaj, nie wymagaj. Nigdy nie będę tylko Twoja.
Nigdy już nie poczuję, że należę tylko do siebie. Jestem dla siebie. Podzielona jak kalejdoskopowy obraz, złozona z miliona kawałków. I czuję się z tym cudownie, rozdrobniona, podzielona z uwagą zawsze skupioną na szczegółach. Odwołuję to co powiedziałam dwa lata temu… Nie pozbieram tych puzzli i nie poskładam ich w logiczną całość, bo dobrze mi tak jak jest teraz!
Wiec każde Jej urodziny to rok więcej w metryce, rok więcej jej stażu związkowego. I nie wiem czy się cieszyć czy płakać?
Cokolwiek chciałabyś robić, zrób to ze mną nad szklanką wina, z aromatycznym tytoniowym dymem krążącym w głowie… Opowiem Ci wszystko, kupimy w nocy rum i pójdziemy z Jazzem pić. A potem “przyjmiecie mnie pod swój dach”
Dieta cud… kwiecień 5, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, głupawka, o sobie
1 comment so far
Wszystkich pragnących zrzucić zbędne kilogramy zapraszam w mój świat…
To jest kurwa jakiś rekord, w 3 tygodnie zjechać o cały, pełen rozmiar spodni?! Niniejszym mniejszy w rozmiarówce Lee, Wranglera czy Big Stara _nie istnieje_, wiec albo zacznę naprawde wpierdalać jedzenia tyle ile waże albo pozostają mi jedynie ciuchy z 5-10-15. Shit! Ja sobie tarczyce jeszcze raz przebadam. Dobra ok, jem późno śniadania i do późna, i zazwyczaj ogólnie nieregularnie, ale dużo! Czy to nie powinno predysponować do przybierania na wadze?! <ściana>
Eee a może się kurcze? Tak całościowo. Potem wyląduję w jakiejś bajce i będę z królikiem w karty grać lub unikać ślubu z ropuchem – odpierdala mi, ale buty też rozmiar mniejsze kupiłam. Mimo, że od kiedy pamiętam kazde kapcie adidasa bez względu na model kupowałam 38.
W rezultecie jestem zajebiście szczęśliwą Babą z nowymi, dopasowanymi ciuchami i głową pełną jednostek chorobowych mogących powodować nagłą utrate wagi
Wiiiii – mówiłam, że mi na mózg wiosna padła. Ale za to teraz widać że mam biust i biodra – aaahhh niech żyją dopasowane ubrania!
Syndrom Włóczykija kwiecień 6, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, koło, o sobie, pośpiech, rozmyślania, studia, zmęczenie
1 comment so far
Tak sobie myślę, że skończę kiedyś fajne studia, zdobędę wykształcenie [nie mylić z wiedzą] i opiszę taki właśnie syndrom, z nazwą od wdzięcznej postaci Muminków. Ale to dopiero jak będę sławnym doktorem, profesorem czy kimś takim…
Wiosna, ahh wybuch ciepła, ptaki słońce, ledwo witały mnie deszczowo, chmurne poranki, a tu już niemal lato – spaceruję w białej koszulce, w okularach przeciwsłonecznych na nosie i zapominam o świecie. To właśnie kilka objawów syndromu Włóczykija. Kwiecień na uczelni zapierdol jak ich mało, jakby się posrali wszyscy i przypomnieli sobie, ze wypadałoby przez majowo-czerwcowymi egzaminami zrobić jakieś tam koło i bummm! wszyscy na raz w jednym niemal terminie.
Cóż studia – nie mam zamiaru tego ogarniać i jak na Włóczykija przystało, patrzę w słońce, wszystko ucieka ku plaży i lasom. Wewnątrz jedynie mały bąk wierci się i przypomina, że wypadałoby się jakoś wrzucić na studyjny tor… A ja z nogi na noge, powoli i bez pośpiechu, specjalnie na około idę do biura by na godzinę zasiaść przy komputerze, poprzystawiać pieczątki i znów olać wszystko ciesząc się pogodą.
Mankamentem SW jest głęboko zakorzenione poczucie obowiązku, które mimo powierzchownego obrazu wyluzowania i spokoju prowadzi do spięcia i drażliwości, połączonych z niemożnością czerpania 100% przyjemności z otaczającej aury.
Dlatego siedzę, jedym okiem zerkam w stronę okna myśląc o tym by iśc na plaże, drugim patrze na materiały, na kolokwium [haaa zaczyna się za 1,5h] myśli błądzą gdzieś wśród wartkich strumieni Wielkopolski, a reszta mnie chłonie ciepło promieni padajacych na plecy i już chce weekendu w górach bądź na kajakach! W głowie przeszukuję terminarz – moze wygospodaruje się wolny czas, a potem chwyce za telefon i szukać będę wariata, co w jeden dzień, bądź weekend zechce zapomnieć o świecie…
Oto ja – pełen luz i blues, radość i uśmiech - a w środku potok myśli o zaległych spotkaniach, zaliczeniowy strach i zmęczenie.

A niby tak niewiele wystarczy by odpocząć! Chyba potrzeba mi znów kilku takich minut jak tamte… Jednak jestem bardziej wymagająca niż się spodziewałam.
Let me… kwiecień 8, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: o sobie, rozmyślania, wartości, zmęczenie, życie
add a comment
…leave the body leave the mind, every promise every place behind.
W swoim świecie kwiecień 11, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: cytat, o sobie, rozmyślania, życie
2 comments
Zamknięte w sobie, nieufne, milczące. Niezależne, myślące, wrażliwe.
Nie da się ukryć, że dzisiejszy świat nie sprzyja introwertykom. Oni nie potrafią się pokazać, popisać wiedzą, dobrze się sprzedać. Nie zabiegają o popularność. Gdy muszą o coś rywalizować, często wolą się wycofać. Wyścig szczurów to nie dla nich.
Zamiast zmuszać introwertyka do robienia tego, czego tak nie lubi, pozwólmy mu rozwinąć skrzydła po swojemu.
Ono musi pobyć trochę samo, by odpocząć i przetrawić to, co widzi dokoła.
“Z kacem przy śniadaniu” kwiecień 12, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, życie
1 comment so far
To był cudowny wieczór Przystojniak jak zwykle przystojny, Wino z obolałymi cycami ale za to z błekitem na powiekach nie pozostawała w tyle… No i Ja w starj bluzie i jeansach, jak zwykle. Jazz jak tylko się pojawił zadbał o swoich ludzi – ABSYNT… Tylko oni to potrafią, bawić się, kurwić, przeklinać, rozmawiać… Oni i ich filozofia – mały łyk zieleni! Dziękuję…
„Życie jest piękne, seks cudowny, kobiety skomplikowane a problemy wyimaginowane” kwiecień 17, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: ciut absurdu, głupawka, o sobie, rozmyślania, życie
add a comment
Powaliła mnie wczoraj zaobserwowana zależność… Kiedy mimo natłoku obowiązków stwierdziłam, że i tak mam _wyjebane_ na wszystko, potrzeba mi emocjonalno-fizycznego haju i doprowadzę wreszcie do tego by go osiągnąć [środki i półśrodki prowadzące do zamierzonego celu są nielegalne, dlatego nie będę się z Państwem dzielić szczegółami] ktoś musi przypomnieć o sobie i z buciorami wleźć mi w życiorys. Ponieważ emocjonalny szantaż mnie nie rusza, a próby wyegzekwowania ode mnie w chwili obecnej czegokolwiek są z góry skazane na klęskę, powkurzałam się kilka godzin i wróciłam do przerwanej czynności upajania się dniem. Miałam naprawdę dobry humor tylko zakręcona byłam jak słoik na zimę. Wieczorową porą posiedziałam sobie pod betonową płytą rozmyślając nad sensem życia – przy okazji zastanawiając się na ile konstrukcja jest stabilna i jaka jest szansa, że nic mi na nogi czy inne części ciała nie spadnie. Analizując stosik z etykietką „doświadczenie własne” stwierdziłam, że świat jest piękny tylko kobiety wyjątkowo zmienne i niepoznane, następnie ze stosika „doświadczeń rodzicielskich” wzięłam sobie coś od ojca i wyszło mi że seks jest cudowny, jest najlepszy i nie ma nic pod słońcem cenniejszego, a potem popatrzyłam na mamę i przyszło mi że problemy nie istnieją o ile sami sobie ich nie stworzymy… Powstała by z tego niezła podwalina nowej filozofii ale… ale ja to ja i dla mnie filozofie życiowe nie istnieją, bo jestem na tyle samolubna by z moim egoistycznym podejściem do świata stwierdzić, że każdą filozofię i zasadę jestem w stanie nagiąć w taki sposób by była korzystna dla mnie a jeżeli nie korzystna to przynajmniej nie krzywdząca. Dziś osiągam stan upojenia: – poprzez spanie niemal do 10 – muzyczny seans z ulubionymi kawałkami – samotny spacer nad morzem – niemyślenie – bo jakoś polubiłam ten stan A potem przyjdzie poniedziałek i znów wrócę do _normalnego_ trybu życia control freaka studenciaka albo środki i półśrodki skończą mi się wcześniej i wrócę do niego już w sobotę czy niedzielę…
Felisologia stosowana… kwiecień 17, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, głupawka, koty
add a comment
Kot – jest to przedziwny stwór antypieski składający się z kota właściwego, modułu mruczącego, obroży, kagańca i smyczy.
A co do kociej fizyki dodaje jeszcze jedno:
Kot na powierzchniach pozbawionych kurzu traci przyczepność
[heheheh Pronto Antistatic będę używać częściej]
IP, tagi, historia, nicki i inne internetowe badziewia… kwiecień 16, 2009
Posted by eremis in Uncategorized.add a comment
Google rządzi i to każdy wie od dawna, ostatnio zostałam _wygooglana_ przez kilka osób i proszę kiedy sama to zrobiłam gdzie trafiam?
Profil na kobiecym portalu, mój blog, profil na portalu medycznym, kilka głupich komentarzy, aukcje allegro i strona fotograficzna oraz dA… Przeraża mnie to, że ludzie właśnie z takich źródeł czerpią o mnie informacje. I tak jak nie przeszkadza mi że O. czy A. zaglądają tutaj czy znalazły inne moje profile [bo to w końcu "grupa - znajomi" i jakoś mam wrażenie, że znają/poznają mnie na tyle by skonfrontować słowa z rzeczywistością] tak zastanawiam się częściej nad ukrywaniem swojej obecności w niektórych miejscach ze względu na fakt, że ludzie z pracy czy tacy z którymi mam stricte służbowe kontakty, także internet i google posiadają, a Ci nie zawsze należą do światłych, inteligentnych i dobrze wychowanych… Dlatego profil na bebo.com usunięty a jak się zdenerwuję to i ten z KK zniknie.
A jeszcze niedawno myślałam że jedna z znajomych ma paranoje skrupulatnie usuwając ślady swojej obecności w sieci.
Przepadłam z kredensem! kwiecień 19, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, głupawka, marzenia, o sobie, studia, życie
3 comments
czytam tuż obok “damy z maciczką” w opisie Thrish i stwierdzam, że zaiste przepadłam…
Zaczęłam planować, moje posiadanie w nosie wszelakich planów i próba życia _do przodu_ na nie dłużej niż 2 tygodnie poszła się jebać razem z rozpoczęciem postępowania kwalifikacyjnego na nowe studia i świadomością uzyskania dyplomu/zawody już za 12 miesięcy… Co gorsza po praktykach w Wojewodzie stwoerdziłam, że ludzie źle mnie oceniają więc kończę z byciem socjopatą i grzecznie staram się być miła i otwarta, i co z tego mam z 11 nowopoznanych bab i kilka innych osób, które uważają mnie za inteligentną i wartościową osobę. A tak mi dobrze było w “samotnych” czasach, cóż tam teraz nie jest mi gorzej
żeby nie napisać lepiej, bo napisze a potem znów się zjebi… Więc poza planami rozpoczęcia jeszcze w tym roku studiów na UG pojawiły się i inne:
- rozglądam się na mieszkaniem lub czymś takim w Gdańsku
- po skończeniu ratmedu ide na zaoczne zarządzanie – ot tak da fun’u by potem zrobić roczne – zarządzanie w służbie zdrowia, zresztą zarzadzanie zaoczne jest tańsze niż [jebane] zdrowie publiczne na mojej szanownej “P”alma Mater
- kupuję psa – ale to za rok może dwa, bo decyzja już podjęta ale nadal trwają dyskusje nad rasą… Poza tym moja mama chce owczarka niemieckiego, więc psiak moich marzeń będzie u Niej, więc trzeba sobie innego poszukać…

Tyle przerażona tym co zamieszczone powyżej ide na kolejne spotkanie z gdańskimi lesbami – walczę usilnie, ochhh jak walcze z tym by nie zstać w domu, założyć flufffffyyyyy socksów i obejrzeć po raz 10 trzeciego odcinka piątej serii The L word
P.S. Starych zanjomych – akceptujących mój wredny, pozbawiony delikatności charakter, znoszących moje jesienno-zimowe depresje, kochających mnie jako psychopatkę proszę o sprowadzenie mnie do pionu bo mi chyba jakieś hormony szaleją albo endorfiny czy cos innego…
Wyjebane! kwiecień 22, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, medycyna ratunkowa, studia, zmęczenie
2 comments
Zasnęłam na zajęciach, normalnie jakby w łóżku spać nie można było 3/4 nocy walałam się z boku na bok, a jak zasnęłam, to mnie własny krzyk obudził… To już trzecia noc z rzędu. Ponieważ leniłam się po obiadku teraz pełna energii ale pozbawiona zapału dokończyłam dzieła strasznego, czyli napisałam na prośbę Pani Rektor tekst, w którym to miałam opowiedzieć jak chujowo studiuje się u nas na Akademii
normalnie temat życia, ale że mi się nie chciało ograniczyłam się tylko do 3 stron i kilku uwag.
Z zarządzeniu Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 12 lutego 2002 r. w sprawie ramowych planów nauczania w szkołach publicznych (Dz. U. Nr 15, poz. 142 z późn. zm.) wynika, że 2 100 godzin, jest to minimalny wymiar czasu, w którym można prawidłowo wykształcić pełny zestaw umiejętności właściwych dla zawodu ratownika medycznego.
W bieżącym roku akademickim zakres godzinowy zajęć dydaktycznych na poszczególnych latach wynosi:a. rok I studiów stacjonarnych – 1154 godz. w tym:
Kwalifikowana pierwsza pomoc – 60 godz.
Medycyna ratunkowa – 90 godz.
Medyczne czynności ratunkowe: techniki zabiegów – 60 godz.
b. rok II studiów stacjonarnych – 1134 godz. (z wliczonymi 20 godz. fakultetów) w tym:
Metodyka nauczania pierwszej pomocy – 45 godz.
Medycyna ratunkowa – 150 godz.
Medyczne czynności ratunkowe: techniki zabiegów – 60 godz.
c. rok III studiów stacjonarnych – 1142 godz. (z wliczonymi 20 godz. fakultetów) w tym:
Medycyna katastrof – 60 godz.
Medycyna ratunkowa – 140 godz.
Ratownictwo techniczne – 20 godz.
Ratownictwo wodne – 20 godz.
Ratownictwo wysokościowe – 20 godz.
Razem 3430 godz. W trzyletnim systemie kształcenia.
Dlaczego zatem dysponując 163% czasu, wyprzedając o 63% szkoły pomaturalne nadal nasi absolwenci są pracownikami niżej cenionymi, mają problemy z przyjęciem do pracy czy chociażby odbyciem praktyk zawodowych?
Brak nam praktycznych umiejętności!!!
Prosimy zatem o rozważenie możliwości reorganizacji sposobu nauczania medycyny ratunkowej, by była ona przedmiotem stricte praktycznym z zajęciami seminaryjno-wykładowymi ograniczonymi do wymaganego minimum, ponieważ treści i tak powielane są z bloków takich jak np. choroby wewnętrzne czy kardiologia.
Teraz najchętniej zrobiłabym NIC! ale coś jest nie tak, bo Lennox na słuchawkach i nic, zero zachwytu muzyką – buuuu zepsułam się, albo nieee znam ta piosenkę na pamięć – każdą nutę niemal.
Poza tym – wszsytko zaczyna się układać – i nie, nie chciałam tego napisać, bo zawsze jak pojawi się coś takiego to potem się psuje. To tak jak poniedziałkowe powiedzenie O. że ja nie miewam gorączki i wtorkowo-dzisiejsza gorączka.
Złozyłam papiery do Wojewody, na jutro przygotują umowę – do stycznia 2010 pracuje na oddziale, czekam tylko na to by się podpisać na papierku. Tym bardziej śmieszy mnie to, co poszło do Prorektor – spisałam to co leżało na wątrobie [nie kurwa, nie pisałam przez 3 strony PRZEPONA] czterem rocznikom studentów po czym doszłam do wniosku – “Wyjebane! Uparłam się i już sobie coś udowodniłam, a jak się postaram to…” I tak dalej, bo chyba przeszło mi to, że bycie lekarzem jest takie zajebiste. Wole być dobrym ratownikiem, niż kiepskim doktorem.
Aaaa w słuchawkach “Where is my mind” a mi się pysk śmieje od ucha do ucha… Więc korzystając z pustego domu Wheeeereeee isssss myyyy minddddddd!!!!!!!!!!!!!
dobry humor mógłby już sobie pójść. Skoro jestem już męczona do tego stopnia, że używanie telefonu komórkowego mnie przerasta to jakby do tego dodać kiepski humor wreszcie byłabym jak ja
a co telefonu.
1. dzwoniąc do Mamy, a przynajmniej próbując – zadzwoniłam do M.Z. pewnej szychy i sponsora Medykaliów 2009
2. Wyslałam esa o jedną Olę za daleko – boo kurwa w przypadku 1. i 2. użycie listy kontaktów jest zbyt trudne.
Poza tym klawisze mi nie działają więc jak się bardziej zastanowię to wszystko wina klawisza funkcyjnego, który robi sam co chce… Tworzę liste kontaktów zablokowanych – znajdzie się tam numer Rektora, Dziekana, dziekanatu, Opiekuna roku i innych ważniejszych noooo i kilka kobiet też na ta liste wrzuce, noo i z mężczyzn z 5
Hmmm?! kwiecień 25, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life, Od tak po prostu.Tags: Camel, Gdańsk, głupawka, o sobie
1 comment so far
Jestem paranoikiem – prześladują mnie: kobiety, Camel oraz gdyńskie Karwiny z zakrętami na Sopockiej
Uroczyśnie zainaugurowany z A. sezon jeziorno-wodny przybiera rozmachu, wczorajszy before party rozpoczęty pluskaniem się w morzu i zmoczeniem niemal całych spodni przerodził się w iście kulturalną plażową degustacje agrestowo-malinowego wina babci Enzi, nastepnie biegiem do nowej Faktorii by około północy przenieść się do Camela i zrobić tam Belly rozróbę i zdominować parkiet.
Ahhhh piwo 7 zł, występ Belly za darmo, mina Natalijki i Azji – bezcenne
Z kiepskich wiadomości to padła mi mechanika obiektywu makro
zostałam z dwoma krótkimi obiektywami, a wczoraj potwierdziła się Wawa, mimo to mając nadzieję że w tydzień uporam się z naprawą licze na klika dobrych fot podczas zawodów.
AnA wiem, że jesteś zła ale już tak mam, mozesz mnie w poniedziałek bić i poniewierać! Głupek jestem i jak się umawiam to dotrzymuje słowa – jak Ci coś obiecam to tez będę wierna i w ogóle, cud, miód. Tutaj masz to na piśmie i w przysżłości mozesz wykorzystać to przeciwnko mnie
Wszystkim zainteresowanym na wyjazd ze mną – jak tylko naprawię gaz w POKocie zabieram wszędzie gdzie chcecie, ale pierwsze są bory tucholskie, noo i licze, że ktoś zaproponuje wypad w góry, bo mi się uprząż i kask kurzą…
Dziś odpuszczam gre w nożną – wmawiam sobie, że będę się uczyć.
Wszystkim pięknym Paniom dziękuję za kolejy pełen przyjemnych wrażeń, wspólny wieczór… Ahhh te Kobiety!
Cyci Tort i jej teksty :) kwiecień 25, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, cytat, głupawka
add a comment
Nie wiedziałam, że mam taką żwawą babcię?!
Od dwóch Babci dostałam sweter, teraz czekam na jeden od Ciebie!
Ejjj Eremis, skoro Maskota jest moją babcią, to Ty musisz być dziadkiem

I jak ja mam zrobić sweter jak nie mam drutów – zastanawia się od 2 dni Maskota, okrzyknięta na BBQ u CoSięProsisz babcią!
Przygniótł mnie… kwiecień 30, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: ciut absurdu, rozmyślania, życie
add a comment
absurd całej sytuacji.
Podróże kształcą… maj 2, 2009
Posted by eremis in Uncategorized.1 comment so far
… ale tylko wykształconych. Ktoś, kiedyś to powiedział i uważam, że całkiem mądrze, choć od każdej zasady jest odstępstwo dlatego moim zdaniem, podróże kształcą w stopniu zależnym od tego z kim podróżujesz. Kolejny wypad do Wawy, po miesięcznej przerwie – znów tyle samo godzin w aucie, z tą samą osobą. Mimo, iż podróż minęła w większośći na milczeniu, a w mojej głowie jakiś nieznośny chochlik rodzi wyrzuty za cisze i moją nieobecność. Ten czas kiedy pozwoliłam myślom przebiec przez głowę jak tabun rozędzonych koni, zaowocował tym, że na pobojowisku znów zaczynają kwitnąc idee malowane słońcem.
Herbata z kardamonem, świeczki – wiem już, że nie mam tak wielkiej siły sprawczej, by to co sie dzieje wokoło było moją winą!
Nie sądziłam, że kilka godzin na placu z trójką znajomych, trójką psów i tym wszystkim dookoła potrafi mnie tak pozytywnie nastroić. Wyłączyłam się, na tylnim siedzeniu samochodu spoczywały spokojnie notatki i podręczniki owinięte szczelną kołdrą niepamięci. Nie chciałam wracać, nie lubie wracać z wyjazdów. Nie dość, że droga powrotna zawsze mija szybciej to jeszcze, przekręcając klucz w zamku człowiek zmierzyć się musi z rzeczywistością domu i dnia codziennego, którą jeszcze kilka godzin temu miał tak daleko za sobą…
Postanowiłam wyłączać częściej telefon, bo mam głupie przeświadczenie że bliscy odczuwają te chwle, kiedy jest mi wyjątkowo dobrze i jakoś pregną wyssać całą tą energie pisząc lub dzwoniąc w najmniej oczekiwanym momencie. Jak wiadro zimnej wody! Prosto w pysk na orzeźwienie. Dobrze, że mimo tego mogłam choć na chwile odlecieć – drzeć się w środku do granic, na zewnątrz wyśpiewując teksty nie do końca zapamiętane. Mimo, iż playlista wyśpiewywana w drodze, działała bardziej psychodelicznie niż kojąco. Nie wiem co jest w O. że przy Niej odlatuję, przestaje być control freak’iem, że na zadane z nienacka pytanie odpowiadam szczerze, a gdy chodzi o inne rzeczy potrafię mieć _wyjebane_. “To jest mój sen ten sen przeraża mnie. W pokoju bez ścian zamykam się. Nie ma nic nie ma mnie niby bezpiecznie ale wcale nie jest dobrze w moim śnie”
Teraz siedzę, czytam fora, przeglądam oferty i poza świadomością, że brzuch mnie boli i nie wiem dlaczego mam ochote na czekoladę nie chce wiedzieć nic. Domyślam się, że z tą czekoladą to jakiś wkręt – bo mi O. wywaliła, że kiedyś powiedziałam, iż moge żyć bez słodyczy więc jak na złość teraz chce. Brzuch boli sam z siebie, bo mu raz na jakiś czas odpierdala, albo to jakiś śliczny psychosomatyk, bo powaliłam 2 termin poprawkowy z mikrobów tak z kretesem i będę się w środę ratować jak tylko się da, by zaliczyć przedmiot i jednocześnie rok, booo tak chujowo po półmetku wylecieć ze studiów… “I wish I could get out of this nameless place!”
Chyba tyle:
- poza rozpierającą mnie potrzebą popłakania się – ale o tym później bo jeszcze nie do końca wiem dlaczego ludzie/ja w ogóle płaczą… “Tak nisko już upadły moje łzy. Jak długo muszę żyć, by podnieść i ocalić je?”
- oraz potrzebą przytulenia się i wyszeptania “dziekuję” ale to w sobie zwalczę, bo w całokształcie głupio będzie to wyglądać
- jak również… taaaa jak również tą jedną rzeczą, której definicji stowrzyć nie potrafię, a tak bardzo bym chciała. Tym, o czym chce mówić ale jeszce nie umiem i nie mogę, tym czego szkic zostanie tylko w mojej głowie, co mnie może kiedyś zgubi albo – albo wzmocni, podniesie. “Jeden ruch spadam a moje myśli rozbiją się o kamień. To jest jak opium, wciąga i czuję się coraz słabiej”
Znajomi i przyjaciele królika maj 2, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: o sobie, przyjaciele, rozmyślania, życie
3 comments
Muszę znacząć być dużo bardziej stanowcza… Dziękuję wszystkim za szczerość w stosunku do mnie ale
- Fiona zrobiłaś mi z mózgu wodę i tak bardzo, bardzo się cieszę, że zamieszkacie z Kopytnym “tak na serio”
- AnA, kocham to Twoje idealistyczne podejście do miłości ale – książęta wygineli, księżniczki też a życie jest podłe, mimo to dodajesz kolorów moim przemyśleniom
- w-i-a-r-a Ciebie i Jazza to kiedyś za całokształt w jednym dole zakopie, za Wasza filozofię, za szczerość do bólu i rozmowy na GG w których czuje się złość mimo, iż to tylko literki – kiedy idziemy na plac i do RETRO?
Na zakończenie dodam jedynie, że śliczna dziś pogoda
Ja mam nastrój niemal idealny, cudowny i wspaniały więc —> w nosie mam wszystkoooooo
dziś będę się bawić, cieszyć i … hmmm tu wymyślę coś ciekawego.
Miłość do coverów maj 3, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: muzyka
1 comment so far
Jakoś coraz częściej dochodzę do wniosku, ze covery mają w sobie dużo wiecej uroku niż oryginalne wersje danych utworów…
Błahostka maj 5, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, depresja, o sobie, pośpiech, przyjaciele, zmęczenie
1 comment so far
Normalnie stwierdzam, że ludzie na GUMie – taaaa uczelnia ma zmieniła nazwę – mają wyjebane już totalnie na maxa. Szef rehabilitantów nie przyszedł na zajęcia, bo zapomniał. Plus tego taki, że byłam w domu o 20 a nie 21… Poza tym wkurw na maxa, bo po co umiejętność liczenia? Bo jak się kurwa idzie pisać coś 3 raz to logicznym jest że to drugi termin poprawkowy – ale nie dla mnie, jak dla mnie jeszcze przecież jest wrzesień! Niniejszym oświadczam, że w czwartek ide się płaszczyć na katedre o trzy na szynach albo ogólnie oddam się tam komuś w zastaw i dam się zaliczyć, za zaliczenie. Z dwuletniego przedmiotu nikt nam niestety warunku nie da…
Tak wiec około 18 ledwo widząc przez zapuchnięte oczy [aaaa co poryczę sobie, skoro jestem przygłup nad własną głupotą] wypełzłam z łóżka by powiesić pranie i powoli zacząć przechodzić ze stadium negacji do agresji to, co – objawił mi się zlew brudnych naczyń a potem, potem to się na mnie dwa duże kuchenne noże zjebutały z wysoka. I co robi nieobliczalny Aś – logiczne że łapie!!! Wszystko stało się takie proste jak zobaczyłam jak czubeczek noża tkwi mi w okolicy stwu przy kciuku… ranka na 5 milimetrów a krwawiłooooooo ohoohhhoooo hoooo i jeszcze mocniej,a teraz śladu nie ma. Chyba zrobie sobie badania na krzepliwość…
Noo i nie mam pojęcia co wymysleć z jutrzejszym dniem i czwartkiem, grafik tak ślicznie mi się nakłada, że chyba się roztroję co by trzecia ja znalazła choć chwilę na naukę do zbója z farmy…
Pogubiłam się w swoich oczekiwaniach – przede wszystkim w stosunku do siebie. Poza tym znów się zawiodłam na ludziach, ale chyba tak już jest. Jak przychodzi chujowy dzień, to jest taki od rana po sam wieczór.
Retrospekcja maj 19, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, marzenia, o sobie, przeszłość, zmęczenie, życie
3 comments
Dużo się dzieje, nie pisałam od wyjazdu do Huddersfield więc teraz mimo setek myśli w głowie, które najchętniej przelałabym w jakąś treść, żyje jeszcze we mnie dziwna chęć opowiedzenia wszystkiego co już było.
Był wyjazd – 4 wspaniałe dni, spędzone w okolicy iście baśniowej. Łąki pełne kwiatów, wąskie kręte uliczki, wysokie mury z głodko ciosanych kamieni, gęsty las z tajemniczą ścieżką pomiędzyzielenią, fiolet pól szafirków… Dni na rozmyślania, obcowanie, rozmowy, naukę bycia razem.
I znów powrót, jak każdy bolesny. Połączony ze zderzeniem z pełną pracy i obowiązków rzeczywistością. Uporanie się z zaległościani, przyległościami i naległościami pewnie pochłonie mnie aż do połowy czerwca, kiedy to pewna że udało/nie udało mi się zaliczyć sesji oddam się wakacyjnej pracy z głową wolną od myśli akademicko-przyszłościowych.
Była też Mama, znów 4 dni tym razem Jej urlopu, ciepłe obiady ze świeżymi surówkami, zawsze posprzątana kuchnia i świeże bułki. Była przede wszystkim Jej bliskość, której brakowało mi od tylu lat. Ta świadomość, że teraz mam Ją dla siebie na wyłączoność i przez te dni jest tylko moja. Długie rozmowy, wspólne spacery. Mała rekompensata za te łzy i podróże pod prąd w ucieczce przed alkoholem. Już tęsknie, zważywszy na fakt że i Jej było to potrzebne – zapewne bardziej niż mi. Bo obie czujemy, że troski najlepiej jest oddać morzu…
Cały czas są studia, jakimś cudem uzyskany wpis, zaliczone koło. Są te nieporozumienia, drugie terminy i ustny egzamin na horyzoncie. Są plany i wyrzeczenia – wszystko powli. Zaliczę sesję, wystąpie z Zarządu, złoże podanie o ITSa, a jeżeli go otrzymam pomyślę o dalszym studiowaniu i pracy…
Są małe marzenia i plany – są oferty mieszkań pozapisywane w plikach, są terminy w notesie i telefony od pośredników. Może za kilka miesięcy będzie i swój własny kąt. Jest gdzieś w wyobrażeniach dom, poddasze oświetlone wiosennym słońcem, nowa gitara, na ścianach zdjęcia, a w kącie skulony śpi pies.
Są wspomnienia, zawody, porażki i przegrane. Są myśli, które z głowy chce się przepędzić i ludzie o których pragnie się już zapomnieć. Są rozmowy i zdania, które przypominają wszystkie złe chwile, a w sercu nadzieja że ta Mała poradzi sobie choć w połowie tak jak ja…
Są osądy, z którymi staję twarzą w twarz i konsekwencje, których nigdy bym się nie spodziewała – na które zarobiłam nie ja.
Jest radio w samochodzie, pusta droga i…
“Może masz w głowie myśli bardziej szalone niż ja
Może masz skrzydła których by Tobie pozazdrościł ptak
Może masz serce całe ze szlachetnego szkła
Może masz kogoś a może właśnie kogoś Ci brak
Nie płacz, nie płacz, o nie
Może masz oczy w których nie gościł dotąd strach
Może masz w sobie niechęć do wojny i brudnych spraw
Może mas litość a może uczyć już w Tobie brak
Może masz wszystko, lecz nie masz togo co mam ja
Nie ma nikt, takiej nadziei jak ja
Nie ma nikt, takiej wiary w ludzi i cały ten świat
Nie ma nikt, tylu zmarnowanych lat
Nie ma nikt, bo któż to wszystko mieć by chciał
Tylko ja, tylko ja”
Które przypominają, że jednak potrafię jeszcze odpoczywać, zwolnić i przez chwilę niczym poza sobą delektować się chwilą…
Zaproszenie… maj 26, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, o sobie, przeszłość, przyjaciele, życie
1 comment so far
Wczoraj zadzwonił telefon “Przyjadę w sobotę (…) bo gdybym się chamsko nie wprosiła, to pewnie już byśmy się nie zobaczyły…” Nie sądziłam, że będę smutna gdy dziś odczytałam esa, że Ogór jednak nie przyjedzie. Kobieta dzięki/przez którą w wieku owych 18 lat zauważyłam, że świat jest wielki i czeka na mnie otworem. Zaczęłam się bawić, wyjeżdżać – pierwszy raz z Nią zobaczyłam Kraków, kilkanaście godzin w pociągu, targi meblowe i wspólna noc w Bydgoszczy by rano zaspana uściąść w ławce i zacząć zajęcia – II klasa LO. Cały czas gdzieś tam, pamiętam jak rozmawiałyśmy długimi godzinami na GG, skype jak użekała mnie tym, że korzysta z wolności – “nie chce byś kiedyś wyła do mnie, jak do księżyca. Obiecaj, że do tego nie dopuścimy…” I nigdy tak się nie stało. Był sentyment, było zrywanie się z hiszpana, tylko dlatego, że akurat przejeżdżała przez Gniezno i miała ochote na pizze. Było wspólne balowanie w Gdańsku jeszcze gdy byłam z Poniką, było żegnanie mnie na les-party gdy wylatywałam do Belfastu stęskniona za Maskotą…
Teraz dostrzegam pewną zależność, poznałam osobę z którą czuję się równie dobrze jak z Ogórem – wiem nawet co mnie w nich urzeka i co do nich przyciąga… Co sprawia, ze dla obu rzuciałabym się w ogień.
A dziś powiedziałam Anie, że ją zapraszam - zaproszenie było wyjąkowe, a Ona znając mnie chyba najlepiej, wiedząc najwięcej – nie powiedziała nic… Przyjaciele wiedza – muszę wreszcie przestać się bać. Choć zastanawiam się dlaczego po przeczytaniu esa opadły jej ręce, co Ją tak zaskoczyło i skąd w Niej ta pewność, że nie popełniam błędu, że Belfast 2010 będzie spełnieniem marzeń i szczytem szczęscia – Ana wyciągam Cię do odpowiedzi
poproszę je w cztery oczy.
Ucieczka maj 27, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: marzenia, o sobie, rozmyślania, studia, wartości, życie
add a comment
Dziwne, wszystko niemal daje się dopiąć na ostatni guzik. Przynajmniej tak można powiedzieć w natłoku zajęć i obowiązków. Znalazła się dorywcza praca, kurs ratownictwa wysokościowego trwa – pozostają myśli o egzaminie końcowym i dwóch egzaminach na studiach, uporaniu się z kłopotliwym wpisem i koniec. Z drugiej strony mieszkanie, można założyć, że już wybrane… Las za oknem, widok na zieleń, kolory ściań i wzory wykończeń już ustalone – może w lipcu/sierpniu będą własne 4k. Mimo to w głowie nadal strach, dzika panika i gonitwa myśli.
Bo co się stanie jeżeli 20 czerwca powalę pływanie? Czy dostanę w ogóle zaświadczenie o ukończeniu kursu?
Co będzie na koncercie 4 czerwca? Czy uda się złapać kolejną obstawę, gdy zabraknie kasy w portfelu, czy dzień ten okaże się taką harówką, ze nigdy wiecej?!
Boję się, że naukę szlak trafi, zdane egzaminy też bo jakaś baba od w-f’u co ledwo na tytuł mgr zapracowała postanowi nie dać mi wpisu na podstawie odrobionej rehabilitacji – że przez nią pójdzie się jebać plan o ubieganiu się o Indywidualny Tok Studiów bo trzeba będzie przedłużać sesję do października i wtedy najnormalniej zabraknie czasu na formalności lub nie zaliczy mi roku, a z przedmiotem w plecy ITSa nikt mi nie przyzna.
Tak bardzo boję się, że najnormalniej nie podołamy finansowo z utrzymaniem własnego mieszkania lub nie dam rady psychicznie ze świadomością przyjęcia prezentu za 300 000 zł.
Zwykłe obawy, połączone w jedno sprawiają, że nogi trzęsą się niemal nieustannie, że gdy zapadam w sen śnię prace, nieudane tłumaczenia, śmierć i budzę się niemal z krzykiem, zbolała. Mimo to przytulam twarz do poduszki i chce spać dalej – bo w snach mimo iż straszniejsze nie boję się tak bardzo, wiem że przecież się obudzę.
Osiadamy tutaj, marzymy, robimy plany, wprowadzamy je w życie – a na podstronie Opery otwarte okna Ulster Banku i HSBC, strona NHS i przelicznik walut. Może zaryzykować? Jeżeli coś nie wyjdzie, rzucić plany, pozbawić się na chwilę trzeźwości osądów i po prostu spakować plecak i odwiedzić Zieloną Wyspę, tam zostać…
Świeże truskawki maj 27, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: ciut absurdu, rozmyślania, życie
add a comment
Jakoś umknęło mi, że już są truskawki… Soczyste, pachnące – cały zlew w truskawkach
Jestem szcześliwa – teraz, w tym własnie momencie mimo tego co dzieje się w około.
Kocham, test na kota, herbata z kardamonem i dwa futrzaki przeganiające się po panelach – i czego więcej?!

Matrix maj 29, 2009
Posted by eremis in AMG news, Od tak po prostu.Tags: brak czasu, ciut absurdu, głupawka
add a comment
Ahhhh nie tylko ja jestem zabiegana, nie mam wolnego czasu i to lubię…. Nie jestem sama na tym świecie. Wśród wiecznie marzących o wolnym, spokoju i odpoczynku są jeszcze tacy jak Ja, którzy odpoczywają w biegu.
Chwilami tylko marząc o ciszy pokoju, słońcu delikatnie zaglądającym przez opuszczone rolety, ulubionej muzyce i kubku ulubionej herbaty. O wieczorze z książką, w miekkim fotelu z odgłosem płonącego w kominku drewna w tle…
Szcześliwy Aś z grafikiem wypełnionym po brzegi wrzucił sobie na głowę:
-kurs wysokościowy
- obstawy imprez masowych
- artykuł dla ZMSiZP
- artykuł dla portalu o BC
- plan dydaktyczny i ankiety przedmiotowe dla rat. medu.
- praktyki
-poszukiwanie mieszkania
- do tego normalnie sesja i egzaminy, stos książek które się chce i trzeba przeczytać, a w pokrowcu śliczny czarny elektryk Ibaneza, któremu trzeba poświecić godzinkę lub dwie
P.S. Biofizyka zaliczona na 4,5
Ocknij się! maj 29, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu, Uncategorized.Tags: opowiadanie
add a comment
Dźwięk odwieszonej słuchawki – Bippp, Bippp – Weź się kurwa wreszcie ocknij! [zapomij!]
Krzyknęło coś wewnątrz, drugie silniejsze, może alter, może ego. Mimo, iż krzyczało głośniej, nie zagłuszało bicia jej serca. Nie chciała płakać, ale przypomniała sobie historie, którą kilka lat temu sama opowiadała – Jemu. Wiedziała, że wpadła w sidła swojej pułapki. Ten sam mechanizm. Widziała go nie raz, znała niemal doskonale każdą zapadkę, każdą sprężynę – słowa, brak obietnic, niedomówienia – ale tym razem to nie ona, stworzyła te sidła. Nie na nią były one zastawione. Patrzyła na ranę i nic nie mogła uczynić jak tylko czekać, aż przestanie krwawić. Wiedziała, że nikt nie miał w nią wpaść, miała tylko leżeć niedbale, niemal “nieukryta” – odstraszać.
Za późno – krwawi zbyt mocno, ale mimo bólu podnosi się i odchodzi, nie chce patrzeć w stronę domu, spowitego w promieniach zachodzącego słońca, myśląc co by było gdyby…
Gdyby nie pozwoliła na to by rozmowa została zakończona – w pół słowa. Teraz czuje się tylko jak wrak. Brak jej również odwagę by spojrzeć sobie w twarz – lęk zawsze był jej największym przeciwnikiem.

Najzajebistrza :) czerwiec 5, 2009
Posted by eremis in Gdańsk life.Tags: brak czasu, koncert, pośpiech, praca, rozmyślania
add a comment
Po 14 godzinach pracy, po powrocie do domu późną nocą – na zasadzie – najpierw w aucie nagrzeję, a jak się rozmrożę to pomyślę o prowadzeniu… Po 4 godzinach snu i walce z zakwasami [kurna z 5 tys przysiadów to zrobiłam] stwierdziałam, że jestem zajebista:
Pracaaaaaaa – trzymać kciuki
Egzamy – na razie przód niż tył
Jeden warunek ale cóż, dam rade…
Znaki, znaki, znaki i cichooo by nie zapeszać. Do tego 2 pokoje, mieszkanie na parterze, ogródek, Gdynia, może Lab i straż
Nowi ludzie, nowe kontakty, morze możliwości
Pokazywanie palcem… czerwiec 8, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: buc, marzenia, o sobie, praca, rozmyślania, wkurw, zmęczenie, życie
1 comment so far
niedawno patrzyłam matkę spacerującą ze swoim małym synkiem. Dziecko wyraźnie czegoś chciało – “pokaż paluszkiem”, wskazało na kolorowe pismo na wystawie sklepu. Widzę też niemal codziennie ludzi wykrzykujących – aport! palcem wskazujący kierunek biegu. Gdzie tu savoir vivre, gdzie zwykła wygoda – mama zawsze powtarzała mi, że nie ładnie jest pokazywać palcem… a jak jest z wytykaniem?
Jak było z tym językiem, z ludźmi na językach i jak oni wszyscy się tam mieszczą. Mam ochotę zadawać egzystencjonalne pytania na poziomie 5-latka. Bo mam po prostu dość!
Wrze we mnie złość, gniew i jeszcze coś. Dziwnym ciśnieniem wypełniając wnętrze, cisnąc łzy do oczu. Przypominam sobie jaka jestem silna i jak dużo potrzeba by mnie złamać. Dużo bardzo, dużo ale nikt nie wie ile razy w nocy zwijam się w kłębek i nie moge spać.
Musi mi ktoś przypomnieć jak to jest – _mieć wyjebane_…
Bo podobno jestem kurwą, dziwką, a kochanek to mam na pęczki i każdy o tym wie. Manipuluję ludźmi, wykorzystuję ich, a potem porzucam. Zawsze mam z czymś problem. Nooo i na końcu kwiatek jestem z OSP Gdańsk – aaaa scaryyyyyyy.
Koleżanki dzwonią i ostrzegają przede mną. Przyjaciółeczki rzucają mi w twarz obelgami. A inni szepczą za plecami myśląc, że nie słyszę.
Jestem wolnym strzelcem i wreszcie ludzie mogliby to zrozumieć. Nie będę wykorzystywać znajomości większych czy mniejszych, by dostać prace czy osiągnąć marzenia. Zapracuję na wszystko sama, tylko jak skoro na plecach mam wielką etykietkę i tylko nieliczni nadal chcą mnie poznać, nie ufając krążącym opiniom.
Sepia… czerwiec 14, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: opowiadanie
3 comments
Był niemal staroświeckim facetem, patrząc i oceniając go w realiach dzisiejszego świata, pozostawał gdzieś w tyle. Nie bawiły go modne koszule w hawajskich kolorach, szorty i markowe buty. Sztruksy, myszki z ekologicznej skóry i koszule, koszule – uwielbiał je, grubsze – nie zwykłe sztywne garniturowe, kochał te cieplejsze z miękkiego materiału posiadającego własną kratkowaną fakturę. Nigdy nie pozwolił, by Ona prasowała jego ubrania. Nie dlatego, że nie wierzył, że zrobi to należycie ale dlatego iż to był jego mały, wewnętrzny rytuał 0 coś co chciał by pozostało tylko jego… To czyniło go mało męskim, szczególnie dla Niej – odeszła po czterech latach wspólnego życia, podając za powód właśnie coś równie głupiego, albo i może głupszego. Zadawał sobie od tego czasu cały czas to samo pytanie – czy gdyby wcześniej wyciągnął pierścionek prababci z dna szuflady i poprosił Ją o rękę byliby teraz razem.
Staroświecki facet – obwiniający się niemal nieustannie i zadający sobie pytanie dlaczego. Zarzucający sobie, iż zmarnował Jej cztery lata – może te najpiękniejsze. Wokulski XXI wieku.
Odchodząc zostawiła niemal puste pieszkanie, przecież logiczne że nie wytrzyma w nim długo. Brak mu jednak odwagi, by zgłosić się do pośrednika i wystawić ICH kąt na sprzedaż, mimo to każdego wieczora urządzał sobie własną mękę – golgotę i wznosił kolejny krąg piekła…
Wyciągał spod łóżka to co mu po niej zostało – fotografie – sepia – lubił fotografować Jej twarz własnie w takim odcieniu, był ciepły a za razem tajemniczy, pozbawiony ultrawyrazistości techniki zapisu RAW.
Patrzył teraz jak uśmiecha się do niego spod wojskowej czapki czołgisty, furażerki, sowieckiej uszatki – taką ją poznał – głupi profil na portalu randkowym. Potem kolejny raz poznawał Jej budowę starannie przyglądając się jej postaci siedzącej w roboczym ubraniu na środku chyba kuchni. Dookoła plamy farby, Jej spodnie, skóra twarzy wszystko w plamach – pamiętał, że były niebieskiego koloru, widział tą kuchnie siedział kiedyś tam popijając z Nią gorącą herbatę. Zapatrzył się na nocne zdjęcie – jezioro – przypomniał sobie. Rozpoznawał te osoby, Jej najlepsza przyjaciółka – obie leżące na piasku oświetlał tylko księżyc – opowiadała mu o tej szalonej wyprawie i ich “wojnie w piasku”.
Gdzieś spod spodu wyciągnął rozmazany portret. Zasłaniała ręką pół twarzy, ale nie nie chciała jej ukryć – naturalna poza – ktoś zrobił je z zaskoczenia. Stawiał na Jej brata. Oglądał jedno zdjecie za drugim patrząc na przyjaciół, rozpoznając miejsca. Przypominał sobie daty i związane z nimi wydarzenia. Kochał patrzeć na Jej oczy, usta, zarys nosa. Kochał to jak patrzy na ludzi. Znalazł też zdjęcie, którego nie poznawał – Ona wstydliwie skulona na starej kanapie, podtrzymująca rękami kolana – takiej Jej nie znał, chyba nie chciał poznać, bo szybko sięgnął po nastepne… To było z gazety, fragment z Głosu opisujący jej triumf na międzynarodowym konkursie. Był z Niej wtedy dymny – mimo, iż poznali się rok później…
[chciałabym pisać wiecej opowiadań!]
Kryształowa kula i błąd w sztuce… czerwiec 26, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: leki, medycyna ratunkowa, praca, rozmyślania, studia
2 comments
Pięć wyjątkowo pracowitych dni, utwierdziło mmnie w przekonaniu że praca ratownika, pracownika pogotowia ratunkowego nie jest moim powołaniem, a jeżeli jest powolaniem to wróży mi chujową przyszłość…
—-
Nie miałam pojęcia jak to się zacznie i skończy, zwlekłam się z łóżka o 7 i zatoczyłam swoje szanowne dupsko do bazy pogotowia. Z daleka witały mnie 4 postaci w czerwieni palące fajki na schodach. Minęłam je w ciszy, grzecznie zawiadomiłam dyspozytorkę po co i do kogo przyszłam. Czerwony mundur ciążył mi w plecaku. Bez owijania w bawełne – pokazał mi gdzie mam się przebrać, gdzie zostawić dokumenty i która karetka jest moja. Byłam ciężko zdziwiona że A. oficjalnie wyciągnęła dłoń, przedstawiła się pełnym imieniem i nazwiskiem, i tylo jednym zdaniem wyraziła swoje niezadowolenie z faktu że na “S-ce” ma pod opieką studenta. Co dziwnie nie przeszedł mi ten stan przez dobre pięć godzin. Dwa wyjazdy, dwie wizyty na SORze, bieganie z wiadrem i sprzątanie karetki przed kolejnym wyjazdem – od 8 do 11 przemoczyłam spodnie i koszulkę… Podobało mi się. Nawet nie było źle… Pilne wyzwanie, wypadek na zjeździe z obwodnicy na międzywojewódzką prowadzącą do Piernikowa – dwóch zmarłych na miejscu. Okazało się, że zgon był jeden – amputacja poniżej pasa. Przez najbliższe godziny była tylko walka – śmigłowiec poza zasięgiem, transport do miasta oddalonego o 50 km, by tam włóczyć się od szpitala, do szpitala z nadzieją, że ktoś zechce zaineresować się umierającą 13-letnią dziewczynką – booo kurwa TK tez można robić 2,5h – a dla niej była to walka o każdy oddech, od ciężkiej bradykardii po tachykardię sięgającą 140 … najdłuższe 5 godzin!Ale przynajmniej A. udało się wreszcie mnie poznać – wyzwała mnie od dzieciaka, wkurzyła się na obcięte włosy i z ciężkim zachwytem obserwowała jak zmieniłam się przez 3 lata kiedy to ostatni raz miała okazję świadczyć mi usługi transportując mnie na gwizdkach ze szkoły do szpitala po utracie przytomności i ataku drgawek… Śliczny pokaz co ból może zrobić z człowiekiem.
—-
Zmarła! Bo jaka inna radosna informacja mogła mnie przywitać kolejnego dnia w pracy?! Znów karetka specjalistyczna, tylko szanowny doktorek niemrawy – do tego nie pojedzie, do tego dupynie ruszy, tu ratownicy poradzą sobie sami… No i radzili sobie. Zwinęte w kłębek przespałam niemal cały dyżur na fotelu – bo przecież dyspozytorka nie wyśle nigdzie “S-ki” wiedząc że lekarz i tak zignoruje wezwanie. Drugi zespół pracował za dwa…
—-
Nooo i zaczęło się piekło – kolejne trzy dni w zespole paramedycznym – dwóch ratowników i ja. Ehh żeby tego było za mało tylko jeden z nich z doświadczeniem. W rezultecie dziewczyna świeżo po studiach, ja i ratownik z 3 letnim doświadczeniem – “złamane biodro”, uraz kręgosłupa, z dwa zawały, nóż w ramieniu i silny krwotok mimo malutkiej ranki, shizofrenik i latające lustra… Do tego kilku policjantów, jeden udar i kilku pijaków.
—-
I nie ma się czym ekscytować, baa zaczynam się nawet bać kiedy wchodze do zatęchłej izby, powojennego hotelowca gdzie przestrzeń 16 m2 służy na pokój, kuchnie i łazienkę, gdzie zyje samotna matka ze swym dwudziestokilkuletnim synem i jego partnerką, gdzie na ścianach resztki tynku kurczowo trzymają się jedynie przy podłodze ja nie robię nic, rzucam okiem – zakładam wkłucie, 2 tabl. K. by zbić to 260 do normlnego skurczowego, decyzja o transporcie… Nie wzrusza mnie, 140 kilowy pan X. błagający by nie wieźć go do szpitala bo tam budynek dalej na oddziale paliatywnym umiera jego żona. Saturacja dużo poniżej normy, na stare zwłóknienie płuc dołożyło się zapalenie – 17 lat tlenoterapii – nikt nie zaryzykuje. Myśląc o tym by nie rozwalic sobie kręgosłupów, bierzemy pana, przemierzamy 3 pietra i do karetki. Potem zostawiamy w szpitalu, pewnie na sali z okna której doskonale widać budynek paliatywu… Refleks też mam dobry, w zęby od psychola nie dostłam a szklanki przelatujece koło mojej głowy konczyły swój żywot z brzdękiem na podłodze – i co z tego?! Intubacja martwej już Y.- odbieranie resztek człowieczeństwa temu co z człowieka jeszcze pozostało. Wiedziała, że umrze – w ostatnich sekundach życia zasłoniła 13 letnią córkę. Zmarła przed naszym przybyciem, niemal przepołowiona przez metal i plastik. A. mimo 25 trzęsła się całą sobą. Wygląda jakby miała zaraz zacząc grać ma mandolinie – pomyślała moja głowa gdy ujrzałam drżące dłonie… Dopiero w nocy pomyślałam co się stało. Nic nie robi już na mnie wrażenia – nawet jazda 180 km starym fordem na zimowych oponach niemal bez bieżnika w środku lata.
Serce nadal bije swobodnie powoli swoim rytmem. To nie dla mnie! Chcę pozostac czlowiekiem tak długo jak tylko mogę a nie maszyną do wyznaczania dawek leków, zakładania wkłuć i natykania na plastikowe rurki…
Nalokson lipiec 9, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: cytat, depresja, o sobie
3 comments
“Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu – czujesz to samo, co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość?”
… lipiec 18, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw.Tags: miłość, przeszłość, rozmyślania, zmęczenie
1 comment so far
I’m supposed to talk to you…
Don’t even know where to start

I miss one’s moment? Choose wrong one…
Broken spirits, open fears!
Playlist lipiec 20, 2009
Posted by eremis in Uncategorized.add a comment
Decyzja podjęta, wystarczy wsiąść w auto i pojechać zabrać, to co jescze z tego wszystkiego zostało… Całą sobą nie mogąć spać, nie mogąc śnić, siedziałam w pokoju skulona w kłębek pytając siebie czy to wszystko musi tak wyglądać.
Zadając sobie pytania kto manipulował, a kto dał się manipulować. Wykorzystani, przegrani, niezwyciężeni i nieugięci. Chęci, pragnienia, marzenia… Przewartościowanie!
A kiedy po “wybiła ósma, mamy nowy dzień”, z całych sił stajac w pionie usłyszałam to - same słowa, na pamięć znane dźwięki… patrzyłam jak na oknem zmieniają się obrazy zaciskając zęby, starając się nie płakać, w myślach nucąc.
A potem poczułam się lepiej, wiedziałam ze ta lekkość to rodzaj ulgi ale dlaczego było mi z tym /dziwnie/?!
Nocne pijaków/Polaków rozmowy lipiec 23, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: buc, depresja, miłość, o sobie
add a comment
If love is based on lie does that mean it isn’t real feeling? Doesn’t bring the same pleasure?
It isn’t lie – something happen to me. And I never thought that this could come back.
Can you controle your emotions?
No – just reactions!
Full moon sierpień 5, 2009
Posted by eremis in Uncategorized.add a comment
Rytuał, który zmienił bardzo wiele… Słowa, których nie chciałam słyszeć, emocje, myśli.
Miałam czekać, nie mogłam – zerwałam spod płotu szałwie, na kartce spisałam słowa modlitwy – pozbyłam się strachu, bo wiedziałam że walcze o siebie. Oczyścić dusze zaczynając od ciała . Wszystko przy blasku świec. Płonące słowa i szkic – drzewo przepołowione piorunem.
Mija miesiąc a ja dziś wiem, że moja modlitwa została wysłuchana – kolejna pełnia.
Czerpiąc siłę z blasku księżyca wiem, ze jestem w dobrym miejscu – poza sobą i wewnątrz siebie…
“Zaufanie to taka brudna świnia… sierpień 9, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: miłość, o sobie, rozmyślania, życie
add a comment
w dzień jest, w nocy nie ma”
Zapomniałam jak to jest zdjąć z ramion zielony, połyskujący w słońcu pancerz. Odległość szeptu. Czułam, zę na tej małej przestrzeni nie ma miejsca na broń. Leżałam czekając, będąc, obserwując – robiłam to, co potrafię. Odejść nigdy nie umiałam, nie chciałam nie widzieć, nie słyszeć. Wylało się samo, mimo iż z powstrzymywanych z całych sił łez – dwie pomoli ściekły po policzkach… Słowa, hmmm bo co innego mogłam zrobić jak nie wytłumaczyć, odpowiadać na pytania?! Zawsze tak robiłam, tłumaczyłam, analizowałam. Za dużo cierpiałam by werterowsko idealizować niemal każde uczucie i to jemu przypisywać moc decyzyją. Łatwiej jest sprowadzić do prostego ułamku reakcje, obliczyć kąt odchylenia otwartej dłoni, zastanowić się za ile zniknie z twarzy siny ślad.
I na wstępie straciłam to, na czym zależy mi najbardziej, zaufanie. Czas niczego nie zmieni, ale może pokaże kim jesteśmy, a nie kim być chcemy.
Gra w otwarte karty – moja forma samoobrony obnażona i przeanalizowana na wszystkie sposoby – cokolwiek by się teraz nie stało, będzie inne, nowe, pełniejsze…
Niemy ogień… sierpień 12, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: miłość, o sobie, rozmyślania
1 comment so far
Papieros sierpień 14, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: fotografia, miłość, rozmyślania
add a comment
Chciałam wczoraj robić zdjęcia,
tuż przed, chwilę po…
A przed oczami obrazy,
opowiadają historię,
wyświetlaną na przymkniętych powiekach.
Lekko rozchylone wargi,
szczepczą słowa niewypowiedziane.

“Będę tęsknić” sierpień 15, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: marzenia, miłość, rozmyślania
add a comment
Ile w tym zdaniu kryje się treści, szczęść niezliczonych, tęsknot, próśb i trosk?!
Ja już tęsknię – szczęśliwa, że mogę.
Wakacje – planuję jakiś wypad, marzę o Irlandii jeszcze tego roku. Może kupię bilet do Belfastu, przeszłabym się wzdłuż rzeki w stronę London Street i Ormeau Park. Umówiła z Rafałem na Donegall Square N, by wspólnie napić się piwa i pogadać o książkach… Z drugiej strony kusi Barcelona, tanie loty – może Rzym, albo Walencja – może druga strona będzie lepsza, wolna od mgieł, przelotnych deszczy, chłodu poranków i wspomnień…
I was never loyal except to my own pleasure zone… sierpień 21, 2009
Posted by eremis in Na samą siebie wkurw, Niekompatybilność ze światem?!.Tags: o sobie, rozmyślania, wartości, życie
add a comment
Są takie dni jak dziś, kiedy głowa ciąży na karku, a myśli jak tabun rozpędzonych koni niszczą zalążki idei. Może to alkohol powoli wchłaniający się długimi godzinami do krwioobiegu, może nagła zmiana pogody, brak silnej woli czy zmęczenie… Zabawa kiedyś się kończy, ze śmiechów, tańca i kolorowych serpentyn wynurzy się szary dzień. Samotny!
Proszę nie nazywaj mnie dobrym człowiekiem – nie mogę przestać, powiedzieć: don’t care! – dlaczego? – bo nie chce później usłyszeć, że coś było moją winą… Spoglądać w gniewne oczy półobcych ludzi. Czy dobrym można nazwać kogoś generującego w sobie coś na wzór “wyrzutów sumienia”, mimo iż w sumienie nie wierzy, a jego system wartości rozpierdolił się w drobny mak? Człowieka, który chce by innym było z nim dobrze tylko po to, by samemu nie obrywać w chwilach ich złości, można co najwyżej nazwać błaznem.
W dni takie jak dziś, mam ochotę śmiać się z historii swojego życia, które sama piszę!
Jebane puzzle, chyba już nigdy nie poskładam się w logiczną całość. I znów mogę zadać sobie pytanie jaka jestem naprawde, a jaka chciałabym być…
I was never faithful
And I was never one to trust
Borderlining schizo
And guaranteed to cause a fuss
I was never loyal
Except to my own pleasure zone
I’m forever black-eyed
A product of a broken homeI was never faithful
And I was never one to trust
Borderline bipolar
Forever biting on your nuts
I was never grateful
That’s why I spend my days alone
I’m forever black-eyed
A product of a broken home (Broken home)
Black-eyed
I was never faithful
And I was never one to trust
Borderlining schizo
And guaranteed to cause a fuss
I was never loyal
Except to my own pleasure zone
I’m forever black-eyed
A product of a broken home (Broken home)
Black-eyed
The monologue of The Rationality and whispers of The Heart sierpień 22, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: miłość, rozmyślania
add a comment
I wonder if I ever tell you the truth about what I feel… Did I feel anything at all? Feelings unexpressed – rationalization of the high level.
Inspiracje sierpień 24, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: ciut absurdu, miłość, w blasku świec
add a comment
Nie umiałam nigdy długodystansowo oceniać… Chwila była dobra bądź zła, byłam szczęśliwa teraz w tej sekundzie… Nie oceniałam lata, wakacji, spędzonych wspólnie długich dni. Tutaj i teraz. Zmienna jak obrazy w kalejdoskopie. Nieakceptująca tej cechy swojego charakteru równie mocno jak piegów na nosie. Chorągieska na wietrze. Istota zbudowana węgla, tlenu i wodoru, kierowana chemią hormonów i biochemią przemian…
Powstał projekt 3 tatuażu – będzie on symetryczny złożony z dwóch takich części – poniżej znajdować będzie się księżyc, którego zdjęcie może nie jest najlepsze, ale narysowałam go 2 dni temu na ścianie


Dziś inspiracją był smutek, coś na pograniczu… Na tej cienkiej granicy pomiędzy radością a łazami. Błogość spokojnego, spędzonego na półśnie popołudnia, przepleciona nieopisaną tęsknotą, irytacją, ciężarem obowiązków wyrzutami za ich lekceważenie. A to wszystko przepełnione brakiem, pustką i pragnieniem by znów poczuć się…
Bezsenność sierpień 25, 2009
Posted by eremis in AMG news, Niekompatybilność ze światem?!, Od tak po prostu.Tags: miłość, o sobie, praca, studia, zmęczenie
add a comment
Taka, na którą nie pomaga nawet zmęczenie…
Miesiąc na rezerwie. Nawet teraz siedzę z ołówkiem i rysuję. Wychodzę na balkon, zapalam papierosa. Zza bladoniebieskich kratek kartki patrzą na mnie oczy – piękne oczy, piekne kłamstwo…
Zaczęłam pragnąć. Myśląc i zastanawiając się, uświadomiłam sobie, że to czego pragnę nie nastąpi… mimo tej świadomości nadal czekam na spełnienie “zachcianki” może mój limit cudów jeszcze się nie wyczerpał.
Chciałabym… sierpień 27, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: miłość, rozmyślania
add a comment
… aby Ci na mnie zależało.
Z deszczu pod rynne??? sierpień 28, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: marzenia, medycyna ratunkowa, miłość, o sobie, praca, rozmyślania, życie
1 comment so far
czyli wstęp do “psychoanalizy” na przykładzie własnym.
Siedzę na balkonie, wygrzewając skrzydła w blasku zachodzącego słońca. Czerpię energie z ciepła, by podładować znajdujące się na wyczerpaniu akumulatory. Usilnie staram się skupić, trochę z jagi, medytacji – nigdy nie byłam dobra w te klocki, ale zazwyczaj pomagało. Dziś nic z tego, szum aut w oddali porywa myśli, które znów pędzą. Siwy dym wypełnił moje płuca – palenie uspokaja – paradoks – psychika zapanowała nad ciałem, mimo szybszego bicia serca, mimo milionów pobudzonych receptorów, ja oddycham spokojniej, dłonie nie trzesą mi się wcale – bo palenie mnie uspokaja.
Dzisiejszy dzień mnie wykonczył, nie wiem czy nudą czy nadmiarem czasu na myślenie. Cokolwiek to było sprawiło, że teraz najchętniej zakopałabym się pod cienkim kocem, włączyła muzykę i pozwoliła sobie odpłynąć w stronę tej granicy pomiędzy jawą, a snem.
Na początku tego tygodnia usłyszałam, ze nie wiem kim jestem, dokąd zmierzam, czego od życia oczekuję. Podobno to kim jestem kreują ludzie, którymi się otaczam. Osobowości na tyle silne, ze biorą mnie za rękę i palcem pokazują drogę, którą mam wybrać…
Ile w tym prawdy, nie wiem – nie mi oceniać – zresztą jak miałabym ocenić siebie i to jeszcze obiektywnie? Wiem w jakim momencie życia jestem teraz. Coś powaliło się w drobny mak, ogólnie całe moje wyobrażenie mnie i otaczającego mnie wszechświata legło w gruzach. Pozostawiając siwy dym, który unosząc się długo odebrał mi wzrok.
Czuję jakbym straciła dużą część siebie – zdolność logicznego myślenia, racjonalne podejście do najdrobniejszych rzeczy, opanowanie, stanowczość. A z drugiej mam dziwne wrażenie, ze wreszcie dokopałam się do tej prawdziwszej mnie. Tej dziewczyny, która po trzeciej kłótni, piątym siniaku postanowiła bronić się przed bólem ze wszystkich sił. Wykreowała opanowaną, niemal nieczułą , wyjątkowo konsekwentną i dążącą we wszstkim co robi do perfekcji kobietę – mimo iż miała naście lat.
Pozwalam sobie na sceny zazdrości, pozwalam sobie czuć coś czego nie czułam nigdy. Pamietam jak W-i-a-r-a, odchodziła ode mnie z wyrzutem, że nigdy nie byłam o Nią zazdrosna. Wtedy tłumaczyłam to zaufaniem, teraz wiem, że po prostu spychałam to uczucie na drugi plan. Mówię o uczuciach i odczuciach, kiedyś potrafiłam tylko o nich pisać. Zresztą nie otwarcie, albo zapisywałam myśli na palonych później kartkach, albo ukrywałam siebie w potoku metafor i rymów, czasmi siedziałam i grałam a w nutach ukrywałam kawałki mnie. Dzisiaj zamyślam się, tracę humor, a zapytana co się ze mną dzieje, jestem w stanie odpowiedzieć albo przynajmniej staram się opisać i sformułować to co dzieje się w mojej głowie.
Boję się, ze to będzie bolało, że otworzę się na ludzi – albo chociaż na tą jedną osobę na tyle by stracić możliwość obrony, ukrycia się za “bezwyrazem” twarzy i spokojnym tonem. Jeżeli ktoś mnie zna łatwiej jest mu ranić, grać na najczulszych strunach… Z drugiej – dość mam już pęt, które sama sobie narzuciłam.
Spacerując nad morzem wczesną wiosną, zaczynając prace w Zarządzie powiedziałam, ze się zmienię – że muszę wyjść do ludzi, odnaleźć przy okazji siebie – nie sądziłam, ze stanie się to samospełniajacą przepowiednią.
Ciekawi mnie jak daleko to wszystko podąży – socjopata, pustelnik, osoba robiąca wszystko sama, niepotrafiąca współpracować z grupą, bo przecież jak zrobię ja – to wtedy i tylko wtedy bedzie dobrze. Dziś wrzucona w nowe role. Pracująca w zespole, pracująca z ludźmi – ucząca się od nich. Gdzieś w tym wszystkim niemoc bycia odpowiedzialnym za siebie, strach i ciezkie przerażenie, drżenie dłoni nie do opanowania i żołądek gdzieś w przełyku… Nowe studia, do poznania nowi ludzie.
—-
Bo dziś byłam przerażona. Tak samo jak każdego dnia wcześniej. Nie mój teren, nie moje podwórko. Mimo powtarzanych czynności, ciągle coś nowego, co moze wyskoczyć zza narożnika. Poczucie, ze nic nie umiem, niczego nie potrafię. I z jednej strony chęc by cały czas ktoś był przy mnie, patrzył mi na ręce, obserwował, poprawiał, gdy trzeba wydarł się czy zmieszał z błotem. Z drugiej wiem, ze wtedy drżą mi nie tylko ręce. Wiem że cała zaczynam trząść się w sobie, bać każdej pomyłki. Nienawidzę się mylić, czegoś nie wiedzieć, nie potrafić. Wiem, ze się męczę psychicznie ale z drugiej strony czerpię przyjemność z tego, zę mogę uczyć się teraz – w takich warunkach, na takich zasadach. Nie chce sobie nawet wyobrażać jak czułabym się gdybym stała tam w tym samym czasie ale z dyplomem w dłoni, bo przecież tytuł przed nazwiskiem nie doda mi doświadczenia i większej pewności, że to co robię jest poprawne.
——–
I tak mimo, iż nie potrafiłam pracować w grupie, z grupą pracowac będę. Znosić będę uszypliwe komentarze, kłótnie i szepty. Taki urok. Nie wszystko można robić samemu. Włoże w to bardzo dużo siły, by nauczyć się nie poddawać gdy coś nie wychodzi, odcinać gdy mijam się z kimś poglądami. ..
Mimo iż przekonwertowane w trakcie i skonfrontowane z rzeczywistością to wszystko do czego dąże jest spełnieniem moich marzeć. Nie lekarz pogotowia to ratownik, zobaczymy jak czas zmieni moje marzenia o psie i co z tego wyjdzie – w najgorszym przypadku kanapowy burek, który i tak będzie wspaniały – bo od dzieciaka chciałam mieć psa. Własna firma i pełne poczucie samodzielności i niezależności. Pociesza fakt, ze zazwyczaj osiągałam to czego chciałam – pytanie tylko jakim kosztem?!
Starość nie radość… sierpień 30, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: choroba, o sobie
add a comment
No i zaczynam się powoli /naprawdę/ bać o mój stan zdrowia. Rozważając nawet kwestię odwiedzenia jakiegoś lekarza. Tylko co ja mam mu powiedzieć? “Doktorze sypię się?!”
Nie śpię, apetyt raz mam raz zupełnie mi go brak. Trzęsą mi się ręce, mam skurcze mięśni, szybko się męczę. Bóle głowy też jakieś częstsze i bardziej dotkliwe. Kręgosłup napierdala jak tuż po upadku. Do tego kaszel i jakaś grypa w natarciu. Mózg mi mówi, że to zmęczenie i głupie grypo-przeziębienie, które trafiło na dobry moment totalnego osłabienia i fizycznego i psychicznego… Zobaczę co będę myślała o tym wszystkim wieczorem i ile czasu zajmie mi zwymiotowanie własnego żołądka.
“Dotyk to.. sierpień 30, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: miłość, o sobie, rozmyślania
add a comment
… cała prawda jak spowiedź”
Już nie umiem tłumaczyć siebie, swoich reakcji – emocje są zbyt pierwotne by o nich myśleć. Przypomnij sobie zatem dni i noce, kiedy wpatrzona w Ciebie błądziłam delikatnie dłonią po Twoim ciele.
Ciężko jest zinterpretować mnie – sama wiem, że przebieram się za obcych, ale chyba też jako jedyna wiem gdzie mnie szukać… Nie wiem za to w ogóle, gdzie moge odnaleźć Ciebie, za którym zakrętem, za którą rzeką.
Kocham, więc może kiedyś odnajdę drogę.

Kocham więc odnajdę drogę… wrzesień 2, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: depresja, miłość, o sobie, rozmyślania, w blasku świec, życie
1 comment so far
… chyba nawet wiem dokąd ona wiedzie. Nie ma co pytać, czy zastanawiać się kogo, czy i za co kocham. Kto jest teraz przy mnie, czy może siedzi teraz za moimi plecami głaszcząc mnie delikatnie po głowie. Tutaj w tym momencie, w tej notce miłość staje się pojęciem wyższym, oznaczającym coś na zasadzie energii, którą skrywamy w sobie. Dzięki, której robimy rzeczy o których nie śniło się nam wcześniej.
Noo właśnie, śniło – ostatnio śnie. Kolejna pełnia, jeszcze tylko 2 dni a Księżyc znów ukazuje swoją siłe. Dziwne jak wiara wpływa na nasze możliwości poznania, jak zmienia kąt patrzenia czy sposób analizowania. Gdzieś wewnątrz siebie wiem, że to co dzieje się teraz to mała kara za pychę – za chęć życia tak jak ja sobie tego życzę. Naginanie reguł, zmiany oczekiwań, zmiany siebie, dziwne przewartośiowania tylko po to by osiągnąc zamierzony cel. Nawet nie myślę ilu ludzi na tym ucierpiało. Teraz chłonąc w płuca zimne powietrze czuję, iż Bogowie przypominają, że to im oddałam jednej pełni swoje życie we władanie – ciekawe gdzie zaprowadzą mnie tym razem.
Sniłam drzewo trafione piorunem, potem dwa konary powstałe z jednego pnia. Zbliznowaciałą tkankę kory i dwie zielone korony z migoczącymi wewnątrz promieniami światła. Od kilku dni śnię jedną osobę. Nie zmienioną, taką jak codzień. Dziś w pośpiechu robiła makijaż spiesząc się na pociąg. Przyglądałam się tym zabiegom z E. popijając herbatę, oparte o kuchenny blat, dyskutowałyśmy o pierdołach. A potem, ubrana, gotowa do wyjścia w odpowiedzi na “baw się dobrze” wykrzyczała mi w twarz coś czego nie spodziewałabym się nigdy po realnej osobie, baaaa nie spodziewałabym się po samej sobie – jezeli miałabym założyć że sen może być projekcją naszych potrzeb czy pragnień.
Ogólnie ciężko mi idzie pisanie. Myśli stały się jakieś wyjątkowo analityczne. Zaczęło interesować mnie w jednej chwili zbyt wiele. Dlaczego przywiązuję wagę do snu? Dlaczego tłumaczę je w oparciu o fakt bycia poganką? Skąd u mnie tendencja do pamietania złych chwil i czemu nie pamiętam wakacji spędzonych z Mamą? Dlaczego denerwowałam się patrząc na przełamaną fiolkę, dlaczego do końca nie potrafiłam zbagatelizować głupich propozycji… Na te i wiele innych pytań odpowie mi jakiś psychiatra albo co leszy psycholog. A w najgorszym przypadku odpowiem sobie sama za jakiś czas.
—–
Z wieści uczelnianych – nici z wcześniejszej obrony. Prace moge oddać, przedmioty pozaliczać, a obrona i tak w czerwcu ze względu na braki kadry prof’ów na wydziele.
Odcieli mi wszystkie stypendia czyli moje ponad 300 zł jakie miałam. Na GUMedzie nie przysługują mi ze względu na zmiene toku studiów, a na UG przysługuje mi od 4 roku bo niby z załozenia wychodzą ze stypendium przysługuje jedno na rok studiów a ja niby przez 3 lata brałam z GUMedu co prawdą nie jest. Rewelacyjny początek miesiąca. Ale za to K. i Ż. się zaręczyli!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ciepła herbata… wrzesień 3, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: choroba
add a comment
… komputer na kolanach, długie dresowe spodnie, bluza z kapturem, wcześniej gorący prysznic, na deser kolejna dawka antybiotyku i mam nadzieję, że już jutro powróce do świata żywych. Dziś dzień dla mnie, nie mam zamiaru wyciągać kopytek poza łóżko, noo może jedynie by przemieżyć trase w stronę lodówki czy ubikacji. W tym momencie, w jednej sekundzie, jest mi ciepło, błogo i przyjemnie. W prawdzie mam wrażenie ze zaraz wykaszle sobie kawałek płuc ale cóż, zdarza się.
Kwestia W-i-a-r-y wrzesień 5, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: cytat, miłość
2 comments
Więc zdefiniuj mi zdradę. Taka prawdziwa jest chyba tylko wtedy, gdy zdradza się Uczucie, nie ciało, prawda?
Nie wiem czy kocha się prawdziwie tylko raz w życiu. Do dziś nie wiem, czy moja pierwsza miłość była miłością prawdziwą, ale Miłość jest Miłością i to własnie Jej zdradzać nie wolno. Bo „kocham Cię”- to słowa najmagiczniejsze, niosące z sobą najwięcej zobowiązań…
Więc, co najwyżej mogę się z kimś puścić. Każdy posiada taką zdolność.
Bo seks powinien być to Dopełnieniem, ale człowiek jest tylko człowiekiem, wierzy w ideały, choć sam nie jest idealny. Nie byłabym w stanie wybaczyć zdrady wielokrotnej. Gdy puszczasz się regularnie z tą samą osobą tworzy się jakaś więź.
Nooo i jak można nie było kochać kogoś takiego?! A. jestes najwspanialszą Ex!
Całość tutaj.
I co dalej? wrzesień 6, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: o sobie, wkurw
add a comment
Cytując opis zamieszczony na GG: Dzieńdobry piękny świecie! “mać, mać mać” odpowiedziało z przyzwyczajenia echo.
Dokładnie taki dzień się rozpoczął, w przeciwieństwie do wczorajszego, dziś mam wielkiego, wewnętrznego bloka przed zrobieniem czegokolwiek i dziwne wrażenie, że jedno krzywe spojrzenie wystarczy bym zmiotła w złości coś z powierzchni ziemii.
Nie potrafię… wrzesień 11, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: buc, miłość, wartości
add a comment
pisać notek na blogu z myślą o kimś, tak by przekazać mu jakąś wiadomość – tutaj po prostu wyrzucam jakieś fragmenty moich myśli.
Nie potrafię też odpowiadać na pytania, na które i tak znasz odpowiedź.
Może tym razem dopiszę do końca i “wyślę” list?!
Coś mi się wydaje, że jestem na to zbyt wielkim tchórzem! Zapominam o tym że lepiej żałować, że się… itd.
Zamiast kolejnego e-mail’a wrzesień 16, 2009
Posted by eremis in Niekompatybilność ze światem?!.Tags: rozmyślania
add a comment
Dzięki Tobie może nauczę się inaczej patrzeć na świat. Dostrzegać w nim więcej kolorów i cieszyć się z tego, co udaje mi się osiągnąć. Szkoda, że nie na uczysz mnie jak żyć…
Zastanawia mnie dlaczego znów nie mogę spać, dlaczego by zasnąć potrzeba mi tak dużo ciepła, którego nie wytworzą dwa koce i pluszowy miś? Noc jest ciepła, cicha i bezwietrzna – spokój. Brakuje mi go wewnątrz mnie. Po prsotu się boję, boję się tego co może mnie zaskoczyć o świcie. Czy jeżeli nie zasnę, jutro nie nadejdzie?
——–
Dlaczego każdy mężczyzna chrapie?
Pożegnanie lata wrzesień 23, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: cytat, o sobie, rozmyślania, w blasku świec, wartości
4 comments
Nie pamiętam kiedy byłam tak zła, jak wczoraj. Nie chodzi o bycie złym, od tak cały dzień – posiadanie złego nastroju czy depresyjny harakter całego dnia. Dokładnie rzecz ujmując sprawa dotyczy tych kilkudziesięciu sekund kiedy ma się ochote krzyknąć, uderzyć czy najlepiej i najbezpieczniej oddalić się w przeciwnym kierunku. Dwa momenty, w których niemal połykałam własny język, w innym przypadku wybuchła by wojna. Nie lubie być lekceważona, nie jestem również chłopcem na posyłki czy czyjąś służką. Robię to, na co mam ochotę, a swoim wolnym czasem gospodaruję wedle własnego uznania. Z czysta przyjemnością wyświadczam innym mniejsze i większe przysługi o ile nie koliduje to z moimi planami, lub nie zmusza mnie do diametralnych ich zmian. Szala przeważy się w momencie gdy ktoś zacznie myśleć, że to co robię po prostu mu się należy i w moim interesie jest to, by stało się tak jak sobie tego życzy.
Może 40 sekund z całego dnia!
Może 10 sekund na wypowiedzenie jednego zdania: “A co z O., psem, pracą i szkołą? Chcesz to wszystko zostawić” Zaskoczyło mnie to przeogromnie i włączyło mode bardzo analitycznego myslenia. Po pierwsze dlaczego taka kolejność? Po drugie dlaczego właśnie te osoby/wartości/rzeczy?! Przecież nic z tego nie mam poza szkołą – studiowaniem i nauką… Innym wydaje się chyba, że osiągnęłam więcej niż w rzeczywistości. Albo przeciwnie, że przywiązuję do tego większą wagę.
Potem ściana, wyjątkowo gorący prysznic na zbolałe mięśnie – wino, kilka drinków, różowy papierek i letni “last trip” -
Bo już nie pamiętam kiedy byłam równie rozluźniona, zadowolona… Przy okazji zdziwiona. Wyjątkowo pozytywne zakończenie jakiegoś krótkiego okresu zmian. Burzliwego lata koniec. Koniec wybuchów gorąca, zimnych nocy i długich, leniwych dni spędzonych na myśleniu.
Dobry nastrój rzyma mnie do dziś, niespożyte zapasy energii znów dają o sobie znać i mimo jesieni, szarości i długich nocy – ja chce. Oby nie minęło mi razem ze spadkiem poziomum endorfin we krwi. Nich jesień będzie odmianą od depresyjnego lata. Przyniesie kolory złota, purpury i brązu.
Bo zaczęłam chcieć dla siebie! Gdzieś odnalazłam zgubiony kręgosłup i poczucie własnej wartości [nadal minimalne ale zawsze coś] ”nauczyłam się rzucać pojedynczy cień”
“Talęt” Edycja 2 październik 8, 2009
Posted by eremis in Od tak po prostu.Tags: harfa, muzyka, przeszłość
1 comment so far
Miałam nie oglądać. Cieszyłam się, że nie mam telewizora gdy rozdzwoniły się wieczorową porą telefony z info, że M. była w Talęcie. Jasne, że była bo siedziałam tam z Nią, trzymałam za łapkę i starałam się być największym wsparciem – “Bezgranicznym wsparciem” dokładnie tak powiedziałam Prokopowi – swoją drogą prowadzącym podobał się występ…
Ale do sedna – myślałam, że złożą to inaczej, pokażą Cię z gorszej strony a naprawdę zrobili Ci niezłą reklamę – wybrali dobry kawałek, całkiem nieźle zagrany wstawili te normalniejsze miny Chylińskiej i proszę… Pomińmy tylko błąd w podpisie!!



